Equilibrium
Kategoria: Film - recenzje
Tylko jeden czynnik nie pozwolił temu filmowi zaistnieć – w tym samym czasie na ekranach kin pojawił się Matrix, który był dużo bardziej rozreklamowany i wysłodzony. Gdyby nie film braci Wachowskich, Równowaga w obecnej chwili byłaby chyba filmem kultowym, który zna każdy kinoman. A tak ostała się tylko garstka fanów tego arcydzieła. Wielka szkoda…Doczekaliśmy się – XXI wiek minął pod znakiem III Wojny Światowej. Ludzkość nagle opanowała się, i doszła do wniosku że IV najzwyczajniej nie przetrwają. I tu wkracza Orwellowska wizja – W mieście-państwie Libria, mieszkańcy codziennie przyjmują lek zwany Prozium. Substancja ma na celu całkowite stłumienie negatywnych emocji, i wygłuszenie innych. W końcu jednostka niewybijająca się ponad poziom nie jest w stanie uczynić nic złego, zaś wszyscy żyją w spokoju, pomimo braku jakichkolwiek ludzkich emocji. Buntownicy ukrywają się w Nether - ruinach dawnej metropolii, poza Librią.
Pewnego dnia wzorowych mnich John Preston (idealnie dobrany do tej roli Christian Bale) zbija swoją ampułkę z lekiem. Od tej pory zaczyna poznawać świat ludzkich uczuć. Już nic nie będzie tak jak dawniej…
Wg mojej prywatnej opinii, jeśli chodzi o całokształt, jest to niedoścignione arcydzieło, któremu Avatar niegodny taśmy czyścić. Idealny przykład na to, że można połączyć dramat, thriller, s-fi i akcję w jednym, nie tracąc żadnej składowej tych gatunków.
Nie zastosowano tu jakiejś oszałamiającej liczby efektów specjalnych. Jednak jeśli już się pojawiają, są one na poziomie niebotycznym i niemożliwym do osiągnięcia nawet dzisiaj, prawie 8 lat…Więcej...
Predators
Kategoria: Film - recenzje
Ponad dwa metry wzrostu, cętkowana skóra, potężne gabaryty, brzydka jak katowicki dworzec morda, cuchnący oddech i tona sprzętu służącego do anihilacji. Nie, nie mówię teraz o nowej roli Dolpha Lundgrena, ale o innym jegomościu, którego również zrodziła era lat 80 ubiegłego wieku. Era VHSów. Panie i panowie, oto Predator(s)!Pierwszy raz natknęliśmy się na imć Predatora w roku 1987. Prosta fabuła o oddziale żołnierzy z Arnoldem Schwarzeneggerem na czele, zaatakowanym w dzikiej dżungli przez wrogiego kosmitę przerodziła się w film kultowy. Potem przyszedł czas na sequel z Dannym Gloverem (już nie tak dobry). Dzieckiem filmów stały się komiksy z Predziem, gry oraz figurki przedstawiające wrażego kosmitę. Czternaście lat po drugim filmie, zdecydowano się znowu umieścić „Drapieżnika” na dużym ekranie. Tym razem partnerował mu nie mniej kultowy kosmita – Obcy. „Alien vs Predator”, podobnie jak jego o wiele gorszy (o ile było to możliwe) sequel, nie spełniły jednak marzeń fanów. Wręcz przeciwnie, jakość tych filmów była tak niska, że skutecznie marzenia te zagrzebała. Wrażenie, że za kamerą nie siedzieli reżyserzy, a jakieś dziady kalwaryjskie, było nieodparte. Czyżby więc era Predatora już dawno minęła? Niekoniecznie.
Tym razem za kosmicznego drapieżnika wziął się duet Rodriguez – Antal. Są to nie byle jakie nazwiska, gdyż oboje mają na swoim koncie spore sukcesy. Dlatego też nadzieja, że w końcu, po dwudziestu latach, powstanie dobry film z Predatorem w tytule, nie była mała. Nadzieja ta, na szczęście, nie okazała się jak to zwykle bywa, matką głupich. Nie uprzedzajmy jednak faktów.…Więcej...
Avatar
Kategoria: Film - recenzje
AVATAR to film fantastyczny, który może zrewolucjonizować całe kino i być najlepszym filmem w historii.- myślałem sobie, idąc do kina. Tak też myślało wielu innych ludzi, ponieważ gdy tylko wszedłem do środka okazało się, że pełno ludzi ciśnie się do kasy, by kupić bilety. Na co? Oczywiście na AVATARA. Wszyscy ludzie chcieli go zobaczyć w akcji, tak więc w kinie był ogólny szał. I rzeczywiście, już po oglądnięciu filmu, mogę przyznać i to z pewnością, że jest to film fantastyczny, dopracowany w efektach specjalnych i grafice, prawie wszystkim, pomijając scenariusz, któremu nic wielkiego nie można zarzucić, jednak mógłby być on bardziej rozbudowany, nie taki płytki. A teraz przejdźmy do samego filmu.
AVATAR opowiada historię byłego marine, Jake'a Sully'ego, który po śmierci swojego brata zastępuje go i leci na tajemniczą wyspę, Pandorę. Jake leci tam jako inwalida, niepełnosprawny z powodu chorych nóg. Na miejscu poznaje grupę naukowców, którzy zajmują się badaniem wyspy i zamieszkałego na niej tubylczego plemienia Na'vi. Poznaje też przywódcę żołnierzy, który daje mu misję do…Więcej...
Starcie Tytanów
Kategoria: Film - recenzje
Autor: Mateusz "Aris" Araszkiewicz

Gdybym dostał możliwość cofnięcia się w czasie oraz wybrania miejsca, w które chciałbym się udać, mój wybór padłby Grecję w czasach starożytnych. Wybrałbym się w podróż do kolebki cywilizacji europejskiej, do kraju, który zapoczątkował umiłowanie piękna i mądrości. Kraina bogów oraz dzielnych hoplitów to, moim zdaniem, idealne miejsce na taką właśnie podróż. Dlatego też z niecierpliwością czekałem na premierę filmu „Starcie Tytanów”, który mógłby mi zaoferować chociaż namiastkę takiej wyprawy. Jak więc wygląda starożytna Grecja oczami amerykańskich scenarzystów? Niestety ubogo.
Być może źle zrobiłem, że zaraz na początku recenzji zdradziłem opinię końcową, ale mam nadzieję, że będziecie ciekawi i przeczytacie dlaczego moje zdanie jest takie a nie inne. Trudno jest mi pisać o filmie, który uważam po prostu za nijaki. Bo takie właśnie „Starcie Tytanów” jest. Nic nie wyróżnia go na plus oraz nic też poważnie nie dyskredytuje. Ot, zupełny przeciętniak, który miał szansę zostać perełką, a jego potencjał stracił się gdzieś podczas produkcji. Dosyć jednak tego przydługiego wstępu – recenzję czas zacząć.
„Starcie Tytanów” to remake filmu o tym samym tytule, który zawitał do kin w latach osiemdziesiątych. To pierwsze „Starcie…” widziałem w telewizji małym chłopcem będąc. Nie odświeżyłem sobie pamięci oglądając go ponownie przed seansem remake’u. Przypominam sobie jedynie śmieszne, plastusiowe skorpiony oraz takiego samego, plastusiowego, krakena. Trudno się jednak dziwić, gdyż za animację owych monstrów nie były odpowiedzialne komputery, ale metoda poklatkowa. Oczywistością jest więc stwierdzenie, że to co wyszło In plus…Więcej...

Gdybym dostał możliwość cofnięcia się w czasie oraz wybrania miejsca, w które chciałbym się udać, mój wybór padłby Grecję w czasach starożytnych. Wybrałbym się w podróż do kolebki cywilizacji europejskiej, do kraju, który zapoczątkował umiłowanie piękna i mądrości. Kraina bogów oraz dzielnych hoplitów to, moim zdaniem, idealne miejsce na taką właśnie podróż. Dlatego też z niecierpliwością czekałem na premierę filmu „Starcie Tytanów”, który mógłby mi zaoferować chociaż namiastkę takiej wyprawy. Jak więc wygląda starożytna Grecja oczami amerykańskich scenarzystów? Niestety ubogo.
Być może źle zrobiłem, że zaraz na początku recenzji zdradziłem opinię końcową, ale mam nadzieję, że będziecie ciekawi i przeczytacie dlaczego moje zdanie jest takie a nie inne. Trudno jest mi pisać o filmie, który uważam po prostu za nijaki. Bo takie właśnie „Starcie Tytanów” jest. Nic nie wyróżnia go na plus oraz nic też poważnie nie dyskredytuje. Ot, zupełny przeciętniak, który miał szansę zostać perełką, a jego potencjał stracił się gdzieś podczas produkcji. Dosyć jednak tego przydługiego wstępu – recenzję czas zacząć.
„Starcie Tytanów” to remake filmu o tym samym tytule, który zawitał do kin w latach osiemdziesiątych. To pierwsze „Starcie…” widziałem w telewizji małym chłopcem będąc. Nie odświeżyłem sobie pamięci oglądając go ponownie przed seansem remake’u. Przypominam sobie jedynie śmieszne, plastusiowe skorpiony oraz takiego samego, plastusiowego, krakena. Trudno się jednak dziwić, gdyż za animację owych monstrów nie były odpowiedzialne komputery, ale metoda poklatkowa. Oczywistością jest więc stwierdzenie, że to co wyszło In plus…Więcej...
Boisko Bezdomnych
Kategoria: Film - recenzje
Autor: Mateusz "Aris" Araszkiewicz

Polska kinematografia ostatnich kilku lat niestety nie wzbudzała we mnie patriotycznych odczuć. Nasze rodzime „komedie” romantyczne tworzone na jedno kopyto, wypuszczane z częstotliwością strzałów z automatu, skutecznie zniechęciły mnie do nadwiślańskiego kina. Filmy warte obejrzenia przechodzą tak naprawdę bez echa, zalane krzykliwymi reklamami kolejnych klonów „Nie kłam kochanie”, tudzież innych arcyśmiesznych tworów komediopodobnych.
Podobny los spotkał „Boisko Bezdomnych”. Film młodej reżyserski Kasi Adamik, nie był wyświetlany w większości kompleksów kinowych, a nawet jeżeli był, to maksymalnie trzy o trzech porach na dzień. Trudno się jednak dziwić, gdyż taki film nie przyciągnie ton rozhisteryzowanych nastolatek, gotowych zapłacić za bilety byleby tylko zobaczyć na ekranie swojego przystojnego idola. Szkoda, ponieważ „Boisko Bezdomnych” to idealny przykład na to , jak powinno się tworzyć polskie filmy.
Głównym bohaterem jest Jacek Mróz (Marcin Dorociński), były piłkarz, który miał szansę zostać członkiem reprezentacji Polski w piłce nożnej. Kontuzja zaprzepaściła jego karierę, a on sam skończył jako nauczyciel W-Fu, który lubi zaglądnąć sobie do kieliszka. Nie jest w stanie utrzymać żony i córki. W końcu, zostaje wyrzucony z domu i ląduje na warszawskim Dworcu Centralnym. Zaprzyjaźnia się tutaj z miejscowymi bezdomnymi, którzy na korytarzach dworca pogrywają sobie w piłkę czym tylko się da (głowami manekinów, puszkami i tak dalej). Jacek (po chwili wahania) godzi się ich profesjonalnie wytrenować.
Nie wiem do końca jak określić gatunek, w który wpisywałby się film Katarzyny Adamik. Komedia, któremu miejscami bliżej do dramatu? Dramat, który czasem…Więcej...

Polska kinematografia ostatnich kilku lat niestety nie wzbudzała we mnie patriotycznych odczuć. Nasze rodzime „komedie” romantyczne tworzone na jedno kopyto, wypuszczane z częstotliwością strzałów z automatu, skutecznie zniechęciły mnie do nadwiślańskiego kina. Filmy warte obejrzenia przechodzą tak naprawdę bez echa, zalane krzykliwymi reklamami kolejnych klonów „Nie kłam kochanie”, tudzież innych arcyśmiesznych tworów komediopodobnych.
Podobny los spotkał „Boisko Bezdomnych”. Film młodej reżyserski Kasi Adamik, nie był wyświetlany w większości kompleksów kinowych, a nawet jeżeli był, to maksymalnie trzy o trzech porach na dzień. Trudno się jednak dziwić, gdyż taki film nie przyciągnie ton rozhisteryzowanych nastolatek, gotowych zapłacić za bilety byleby tylko zobaczyć na ekranie swojego przystojnego idola. Szkoda, ponieważ „Boisko Bezdomnych” to idealny przykład na to , jak powinno się tworzyć polskie filmy.
Głównym bohaterem jest Jacek Mróz (Marcin Dorociński), były piłkarz, który miał szansę zostać członkiem reprezentacji Polski w piłce nożnej. Kontuzja zaprzepaściła jego karierę, a on sam skończył jako nauczyciel W-Fu, który lubi zaglądnąć sobie do kieliszka. Nie jest w stanie utrzymać żony i córki. W końcu, zostaje wyrzucony z domu i ląduje na warszawskim Dworcu Centralnym. Zaprzyjaźnia się tutaj z miejscowymi bezdomnymi, którzy na korytarzach dworca pogrywają sobie w piłkę czym tylko się da (głowami manekinów, puszkami i tak dalej). Jacek (po chwili wahania) godzi się ich profesjonalnie wytrenować.
Nie wiem do końca jak określić gatunek, w który wpisywałby się film Katarzyny Adamik. Komedia, któremu miejscami bliżej do dramatu? Dramat, który czasem…Więcej...
Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna
Kategoria: Film - recenzje
Autor: Pejsol

Mitologia inspiruje twórców od dawna. To świetna kopalnia tematów, postaci, przedmiotów. Kino bardzo lubi czerpać z tego źródełka. Już wkrótce oglądać będziemy remake przygód Perseusza. Lecz już dziś możemy poznać zmagania innego bohatera – Percy Jacksona.
Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna to pierwsza część sagi książek autorstwa Ricka Riordana. Moda na ekranizację powieści więc nie ustaje. Wiemy jednak wszyscy, jak to bywa z tego typu zabiegami (dla obeznanych z lekturą oraz filmem np. Eragona czy Aniołów i Demonów nie muszę tłumaczyć, o co chodzi). Z sagą o Percym styczności nigdy nie miałem, ale wystarczy chwilka internetowej lektury, by uświadomić sobie zbrodnie scenarzysty. Lakonicznie mówiąc: film tylko bazuje na książce, więc fabuła jest zmieniana, postacie wycinane lub doklejane oraz zmienia się ich wiek, wygląd. Ale to norma w Hollywood.
Zanim jednak przejdę do samego filmu, wylać me żale muszę na pewien aspekt z nim związany. Promocja. W naszym kraju nie zaobserwowałem jakiejś szczególnej kampanii reklamowej (nawet małego spotu w TV). Wiem, że nie jest to produkcja kalibru ostatniego hitu Camerona (kasowego na pewno), ale o Percym dowiedziałem się z zapowiedzi przed innym seansem. Tak to raczej film nie zarobi w naszym nadwiślańskim kraju.
Film opowiada o chłopaku – Percym. Jest to nastolatek jak każdy inny, z wyjątkiem tego, że zdaje mu się, iż trochę świruje – słyszy głosy, uważa że ma ADHD i dysleksję. Pewnego dnia (jak to zwykle bywa), dowiaduje się, że jednak nie…Więcej...

Mitologia inspiruje twórców od dawna. To świetna kopalnia tematów, postaci, przedmiotów. Kino bardzo lubi czerpać z tego źródełka. Już wkrótce oglądać będziemy remake przygód Perseusza. Lecz już dziś możemy poznać zmagania innego bohatera – Percy Jacksona.
Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy: Złodziej Pioruna to pierwsza część sagi książek autorstwa Ricka Riordana. Moda na ekranizację powieści więc nie ustaje. Wiemy jednak wszyscy, jak to bywa z tego typu zabiegami (dla obeznanych z lekturą oraz filmem np. Eragona czy Aniołów i Demonów nie muszę tłumaczyć, o co chodzi). Z sagą o Percym styczności nigdy nie miałem, ale wystarczy chwilka internetowej lektury, by uświadomić sobie zbrodnie scenarzysty. Lakonicznie mówiąc: film tylko bazuje na książce, więc fabuła jest zmieniana, postacie wycinane lub doklejane oraz zmienia się ich wiek, wygląd. Ale to norma w Hollywood.
Zanim jednak przejdę do samego filmu, wylać me żale muszę na pewien aspekt z nim związany. Promocja. W naszym kraju nie zaobserwowałem jakiejś szczególnej kampanii reklamowej (nawet małego spotu w TV). Wiem, że nie jest to produkcja kalibru ostatniego hitu Camerona (kasowego na pewno), ale o Percym dowiedziałem się z zapowiedzi przed innym seansem. Tak to raczej film nie zarobi w naszym nadwiślańskim kraju.
Film opowiada o chłopaku – Percym. Jest to nastolatek jak każdy inny, z wyjątkiem tego, że zdaje mu się, iż trochę świruje – słyszy głosy, uważa że ma ADHD i dysleksję. Pewnego dnia (jak to zwykle bywa), dowiaduje się, że jednak nie…Więcej...
Paranormal Activity
Kategoria: Film - recenzje
Autor: Kylie

Niekonwencjonalny scenariusz, doborowa obsada, rewelacyjna reżyseria i trzymająca w napięciu akcja. Żadnej z tych rzeczy nie można powiedzieć o najnowszym filmie Orena Peli. „Paranormal Activity”, bo o nim tu mowa, to jeden z najgorszych tytułów jakie w ciągu ostatnich lat zagościły na ekranach kin.
Pomysł nie był zły. Może nawet jeden z lepszych w dziedzinie horroru ostatnimi czasy. Igranie z głęboko zaszytym w naszej podświadomości strachem z dzieciństwa. Duch na schodach, potwór pod łóżkiem, demon rodem z piekła - te klimaty. Mamy też standardowe love story w wykonaniu Katie Fetherson i Micah Sloat – jakże sprytnie nazwanymi w filmie Kasią i Michałkiem. Bo przecież jak każdy dobry horror i ten zmyślnie udaje dokument. No i jak na dokument przystało obraz czasem fruwa tu i tam, urywa się, a innym razem mamy kilku minutowe ujęcia „nicnierobienia”. Do gry aktorskiej nie sposób się przyczepić, ale tylko dlatego że jest jej w filmie tyle co za paznokieć. Co do muzyki, hm, cóż tej nie ma w filmie wcale. Nawet podczas napisów końcowych. Efektów specjalnych, ot niespodzianka, również w zasadzie nie ma, nie licząc uroczego buczenia. Dzielna małoliczna ekipa dała czadu trzaskając drzwiami i „wiejąc” wentylatorem. Duży respekt.
Ale przyznać trzeba, że jedno udało się twórcom filmu. Doskonale zobrazowali sceny nocne (nie mylić z łóżkowymi, bo tych też nie było). Tak szybko złapałam klimat sypialni, że sama przekimałam się ze trzy razy. Niestety „Paranormal Activity” - amerykański film o jakże polskim…Więcej...

Niekonwencjonalny scenariusz, doborowa obsada, rewelacyjna reżyseria i trzymająca w napięciu akcja. Żadnej z tych rzeczy nie można powiedzieć o najnowszym filmie Orena Peli. „Paranormal Activity”, bo o nim tu mowa, to jeden z najgorszych tytułów jakie w ciągu ostatnich lat zagościły na ekranach kin.
Pomysł nie był zły. Może nawet jeden z lepszych w dziedzinie horroru ostatnimi czasy. Igranie z głęboko zaszytym w naszej podświadomości strachem z dzieciństwa. Duch na schodach, potwór pod łóżkiem, demon rodem z piekła - te klimaty. Mamy też standardowe love story w wykonaniu Katie Fetherson i Micah Sloat – jakże sprytnie nazwanymi w filmie Kasią i Michałkiem. Bo przecież jak każdy dobry horror i ten zmyślnie udaje dokument. No i jak na dokument przystało obraz czasem fruwa tu i tam, urywa się, a innym razem mamy kilku minutowe ujęcia „nicnierobienia”. Do gry aktorskiej nie sposób się przyczepić, ale tylko dlatego że jest jej w filmie tyle co za paznokieć. Co do muzyki, hm, cóż tej nie ma w filmie wcale. Nawet podczas napisów końcowych. Efektów specjalnych, ot niespodzianka, również w zasadzie nie ma, nie licząc uroczego buczenia. Dzielna małoliczna ekipa dała czadu trzaskając drzwiami i „wiejąc” wentylatorem. Duży respekt.
Ale przyznać trzeba, że jedno udało się twórcom filmu. Doskonale zobrazowali sceny nocne (nie mylić z łóżkowymi, bo tych też nie było). Tak szybko złapałam klimat sypialni, że sama przekimałam się ze trzy razy. Niestety „Paranormal Activity” - amerykański film o jakże polskim…Więcej...
Avatar
Kategoria: Film - recenzje
Autor: Gregorius

Nie wiem, jakie obrazy pochłaniały myśli Camerona podczas pracy nad Avatarem, ale przyziemne to one raczej nie były. W zasadzie można zaryzykować stwierdzenie, że myślał on przede wszystkim o niebieskich migdałach.
Mimo że Pandora na pierwszy rzut oka wydaje się planetą zieloną, to właśnie niebieski jest kolorem filmu. No, przynajmniej dla czterometrowych tubylców – Na’vi, którzy to - uchylając rąbka fabuły – staną na straży planety kryjącej złoża cennego metalu.
Historia wydaje się banalna. I taka w zasadzie jest. Gdyby ktoś próbował szukać analogii, na pewno znajdzie je gdzieś w obrazach podobnych do Tańczącego z wilkami, czy chociażby... Pocahontas. Nie jest to jednak wadą filmu. Rozciągnięta na ponad 160 minut historia, pomimo klasycznych zwrotów akcji, ani się nie dłuży, ani nie pozostawia uczucia znużenia po wyjściu z kina. Mamy więc uzbrojone w technikę plemię nomadów łupieżców ludzi pochodzących z oddalonej o pięć lat kosmicznego lotu planety Ziemia; mamy również lokalne plemię (w zasadzie to kilka) szamanów zakochanych w naturze, żyjących w harmonii z nią. Klasyczny konflikt interesów. Nie muszę chyba pisać, że pomimo rasowych powinności szybko utożsamiamy się z niebieskimi olbrzymami?
Spora w tym zasługa efektów specjalnych. Wizja świata przyrody Pandory robi niesamowite wrażenie! Film świetnie kontrastuje zimny, bezduszny świat maszyn ludzi z żywym arsenałem natury – niebezpiecznym, ale przede wszystkim pięknym. Jarzący się feerią barw las, fluorescencja roślin, osobliwe zwierzęta – tym Avatar czaruje w zasadzie przez cały seans.
W tym miejscu wypadałoby również…Więcej...
Nie wiem, jakie obrazy pochłaniały myśli Camerona podczas pracy nad Avatarem, ale przyziemne to one raczej nie były. W zasadzie można zaryzykować stwierdzenie, że myślał on przede wszystkim o niebieskich migdałach.
Mimo że Pandora na pierwszy rzut oka wydaje się planetą zieloną, to właśnie niebieski jest kolorem filmu. No, przynajmniej dla czterometrowych tubylców – Na’vi, którzy to - uchylając rąbka fabuły – staną na straży planety kryjącej złoża cennego metalu.
Historia wydaje się banalna. I taka w zasadzie jest. Gdyby ktoś próbował szukać analogii, na pewno znajdzie je gdzieś w obrazach podobnych do Tańczącego z wilkami, czy chociażby... Pocahontas. Nie jest to jednak wadą filmu. Rozciągnięta na ponad 160 minut historia, pomimo klasycznych zwrotów akcji, ani się nie dłuży, ani nie pozostawia uczucia znużenia po wyjściu z kina. Mamy więc uzbrojone w technikę plemię nomadów łupieżców ludzi pochodzących z oddalonej o pięć lat kosmicznego lotu planety Ziemia; mamy również lokalne plemię (w zasadzie to kilka) szamanów zakochanych w naturze, żyjących w harmonii z nią. Klasyczny konflikt interesów. Nie muszę chyba pisać, że pomimo rasowych powinności szybko utożsamiamy się z niebieskimi olbrzymami?
Spora w tym zasługa efektów specjalnych. Wizja świata przyrody Pandory robi niesamowite wrażenie! Film świetnie kontrastuje zimny, bezduszny świat maszyn ludzi z żywym arsenałem natury – niebezpiecznym, ale przede wszystkim pięknym. Jarzący się feerią barw las, fluorescencja roślin, osobliwe zwierzęta – tym Avatar czaruje w zasadzie przez cały seans.
W tym miejscu wypadałoby również…Więcej...
