Menu główne

Kto jest online

Na forum jest 10 użytkowników :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 9 gości (oraz 1 botów)

Najwięcej użytkowników (18) było obecnych 23 Cze 2010, 21:15

Zarejestrowani użytkownicy: Brak zarejestrowanych użytkowników


Activity over the last 24 hours

New Posts 19 • New Topics 0 • New users 2


11 Users active over the last 24 hours: Fajter, Fenrir, JollyRoger, Mikiotor, Ninjin, Pewien Gość, piotrmau5, Solar, Ula, UnionJack, zyzio

Legenda :: Administratorzy, Moderatorzy globalni, Redaktorzy

Ostatnie tematy na forum

Siedzę 3
Kategoria: Felietony  

Postprzez Donald 02 Wrz 2010, 16:19
Ocena:


Siedzę i czekam na najnowszą płytę Koldpleja. Powiedzieli w tym radiu, co go słucham, że Koldplej wydaje nową płytę, to czekam. Koldplej to słomiany badziew, ale jest powód do czekania na coś, mówią że na coś trzeba czekać. Radio to jest Chilli Zet czy jakoś, gra dupiastą muzę, która chyba przygrywa szklarzom jak gładzą kryształowe zastawy. Nie wiem, do czego innego by mogła służyć. Pieprzą co chwila coś jak: "relax", "take it easy" i potem znowu jakieś bębenki, dzwoneczki, srululala. A wszystko ma urok majonezu. Majonez to bardzo lubię, ale na kanapkach, a nie żeby mi ktoś nim dekorował wnętrza i przystrajał firanki. Piję (a raczej chlam) czerwoną Cruz de Maltę i czytam po raz setny opowiadania o Wędrowyczu, stąd czasem mogę przynudzić tym stylem Pilipiuka. Puściłbym sobie własną muzę, ale nie mam kompa. Zepsuł się. Ździebko mam na mp3 playerze, ale nie mam baterii. Parę dni temu siadł netbuk, wcześniej przynajmniej można było pójść do pobliskiego Maca i posępić net. Teraz została mi komórka, ale nie mam minut. Biorąc pod uwagę, że cały sprzęt mi sukcesywnie pada, za dwa dni padnie i komórka. A za trzy dni ja. Kasy też nie mam. Dziewczyna jest w Warszawie. Po raz pierwszy w życiu jestem całkowicie i zupełnie samoTny. Żebrzę o dostęp do sieci u znajomych (thx Ninjin, jesteś tak dobrym kolegą jak małomównym). Wysyłam sms-y podobne w brzmieniu do wiadomości, jakie zostawiają na kartkach więźniowie w Malezji, co wpadli na dożywocie z powodu dragów, które im…Więcej...

Komentarze: 2

StarCraft
Kategoria: Gry - recenzje  

Postprzez Fenrir 01 Wrz 2010, 15:28
Ocena:


Gra z serii „była sobie królowa i…”. Wróć, nie ten tekst. Gra z serii „byli sobie Terranie, Zerdzy i Protossi”. Wszystkie rasy żywią u siebie cholernie wielką ksenofobię. Na początku mieliśmy „Free For All”, dopiero później przerodziło się to w częściowy deatchmatch.

Fabuła kampanii początkowo kręci się wokół próby zdobycia władzy przez rebeliantów. Jednak jak to w życiu bywa, trawa nie jest zbyt zielona, a kobiety piękne, a nasi poczciwi Terranie odnajdują ślady Zergów – małych skurwieli, których działanie jak żyw przynosi do głowy jedną doktrynę: „Gdy wrogów kupa i Terran dupa!”

Niektórzy mogą ryknąć śmiechem, gdy zobaczą obszerność ras w grze, biorąc pod uwagę chociażby serię Europa Universalis. Ok, tylko że w EU zróżnicowanie było bardzo pozorne, tu zaś każda rasa jest inną historią. Terranie to ludzcy koloniści, stawiający na mobilność bazy i siłę ognia, Protossi to niezwykle zaawansowani kosmici, drodzy jak cholera i wolni, ale gdy pierdolną… Zergowie to z kolei bracia Protossów, pomimo faktu, że z zewnątrz nieznacznie się różnią… Ci z kolei stawiają na ilość i prędkość. I to sprawia, że niezwykle trudno wybrać najlepszą rasę do gry. Teoretycznie Terranie posiadają najlepsze możliwości obrony wąskich przejść prowadzących do bazy, jednak ich jednostki naziemne wypadają dość blado w porównaniu chociażby do Hydralisków Zergów, którzy w większej ilości (i całkiem tania jednostka, i silna) potrafią zrobić z bazy składnicę złomu. Jednak Zergowie dysponują najsłabszymi jednostkami powietrznymi, co zmusza ich do ataków naziemnych, narażając się na ciężki ogień Siege Tanków. Protossi z kolei są najwolniejsi w rozwoju, rozwój całej ich bazy kosztuje dość sporo i…Więcej...

Komentarze: 2

Grzechy Literatury
Kategoria: Publicystyka - inne  

Postprzez Fenrir 01 Wrz 2010, 15:09
Ocena:


Mamy grzechy w świecie gier komputerowych, jednak te w literaturze są temat mało powszechnym. Jako czytasz z wieloletnim doświadczeniem oraz nałogowy zbieracz książek, tudzież także pisarz, postanowiłem trochę pośmiać się zarówno z autorów jak i wydawnictw.

[center]1. Sztuczne rozszerzanie fabuły.[/center]
Zarzut ten nie jest bezpodstawny, bo nawet ja jako początkujący autor miewałem takie pomysły, że jeśli tekst wydaje mi się niezbyt obszerny, to krótką podróż potrafiłem opisać z drobnymi szczegółami na kilku stronach. Nienawidzę książek z długim wstępem, gdzie nic się nie dzieje. Problem w tym, że wydawnictwa nie lubią tytułów, w których akcja kipi od samego początku. Znam kilka książek, które z 500 stron tekstu miały ponad 250 stron wstępu, co jest karygodne. Tak, więc albo dajemy krótki wstęp i rozwijamy akcję, albo robimy z tego nudną opowiastkę, z jakimś zwrotem akcji na końcu, którego czytelnik i tak nie pozna, bo zaśnie z nudów.

[center][b]2. Mieszanie gatunków.[ /b][/center]
To jedna z najgorszych rzeczy, jakie można uczynić. Rzygać mi się chce, gdy widzę coś w stylu science fantasy fiction. Zdaję sobie sprawę z istnienia gatunku takiego jak tech fantasy. Jednak jeśli mamy wyraźne fantasy i s-fi, to coś jest nie tak. Tu za przykład służy Sebastian Uznański ze swoim „Żałując za jutro”. Mimo faktu, że nie spełnia ona pierwszego punktu, bo wstęp jest króciutki, tak pomieszanie gwiezdnych flot z admirałem Vesselem na czele i wszelkiej maści robotami wraz z królestwem demonów, archaniołami, dodając do tego wątek żywcem wzięty z tanich romansideł sprawiły, że całość jest mocno nieapetyczna.

[center][b]3. Wstawianie absurdalnych wątków fabularnych.[ /b][/center]
Zjawisko częste…Więcej...

Komentarze: 3

Adama Mickiewicza cudem odnaleziony wiersz...
Kategoria: Twórczość - liryka  

Postprzez UnionJack 31 Sie 2010, 14:36
Ocena:


ADAMA MICKIEWICZA CUDEM ODNALEZIONY WIERSZ DO NIEZNANEJ KOCHANKI

Moja droga [tu przerwa]! Siedziałem lat siedem,
by w tym wierszu pomieścić: mą miłość i Ciebie.

Metrum dzielnie liczyłem, wymyślałem frazy
i tak kładłem akcenty, by wiersz był bez skazy.

Potem wersy łączyłem w najprzednie dystrychy,
wykreślałem przecinki i ciąłem spójniki.

Cały czas dla Cię-m pisał: nie jadłem, nie spałem
i panien też wcale-m nie chciał, choć-m przecież nie frajer.

* * *

W końcu take-m się napiął przy ostatnim rymie,
że zapomniałem całkiem, jak Ci jest na imię.

Komentarze: 5

All you got to do is dream!
Kategoria: Publicystyka - inne  

Postprzez Othaas 29 Sie 2010, 12:04
Ocena:


Broadwayowski sen wczoraj i dziś

Widzowie się schodzą! Wszyscy gotowi? Co to za plama?! Niech ktoś to sprzątnie! Światła… Światła! Co jest!? Gdzie oświetleniowcy?! Statyści! – Dwa, cztery, sześć… dwanaście! Wszyscy! A wy!? Jeszcze w garderobie?! Czego?! Rekwizyty? A tak, na lewo… Niech ktoś pobiegnie na górę i przyniesie tu kopię skryptu… i walerianę. No i może cyjanek na wszelki wypadek… Wszyscy są. Alleluja! Boże, pełna sala! Światła! Już czas. Wychodźcie! Kurtyna! W imię ojca i syna…

Ciche zwady, głośne boje
„- Pan Edwin Forrest nadał tej roli zupełnie nowy wydźwięk, obsadzenie go w roli Lizandra było doskonałym pomysłem.” „- Pan raczy żartować? Komedia jaką jest ‘Sen nocy letniej’ powinna śmieszyć komizmem sytuacyjnym i zabawnymi dialogami, nie zaś stawać się pośmiewiskiem!” Przechadzając się po nowojorskiej Bowery Street początku XIX wieku i przystając na chwilę pod wielkim jak na tamte czasy gmachem z czterema dumnie wznoszącymi się ku niebu kolumnami korynckimi, moglibyśmy zapewne usłyszeć podobną wymianę poglądów i nie byłoby niczym dziwnym, iż jej temat byłby taki a nie inny, gdyż jakim by nie był obecnie sen teatru broadwayowskiego, na początku był to sen iście Szekspirowski. Oprócz hamletowskiego ‘Być czy nie być?’ na scenach królowała opera, jednakże zupełnie odmienna od tej znanej dotychczas na starym kontynencie, wyrażająca sprzeciw wobec włoskiego podboju anglojęzycznego świata rozrywki, charakteryzująca się odważnymi dialogami o zabarwieniu satyrycznym. Pierwszym tego typu dziełem jakie wystawiono przed nowojorską publicznością była „Opera Żebracza” odegrana po raz pierwszy…Więcej...

Komentarze: 6

Wyścig szczurów. Brudne zagrywki producentów cyfrówek.
Kategoria: Publicystyka - inne  

Postprzez Angelus 29 Sie 2010, 11:34
Ocena:


Czytając jeden z poprzednich numerów CDA ucieszył mnie widok rankingu aparatów fotograficznych. Nie jestem może profesjonalnym fotografem, natomiast uważam, że mogę doradzić osobom zaczynającym przygodę z fotografią chociażby w kwestii technicznej. Chciałbym zaprezentować krótki poradnik dla osób nie ogarniających wszystkich tych zawiłych parametrów i nazw.

Wiele osób kupujących nowy sprzęt sugeruje się z braku laku opinią sprzedawcy, który często poleca coś, czego chce się pozbyć. Bardzo często stosuje się również taktykę wypisywania w opisie szczegółów, które nie mają dużego znaczenia przy robieniu zdjęć, a o zgrozo nawet wbrew pozorom mogą przyczynić się do gorszej jakości fotek. Ostatnimi czasy producenci aparatów fotograficznych, szczególnie kompaktów, toczą bezpardonowy bój o klienta. Zjawisko powinno wyjść na dobre temu ostatniemu, jednak czy jest tak naprawdę? Główną płaszczyzną na której odbywa się rywalizacja jest ilość megapikseli znajdujących się na matrycy, lub cyfra określająca cyfrowy zoom w naszym sprzęcie. Niestety wiele osób dopiero zaczynających robienie zdjęć, a nie fotek na NK, nie zdaje sobie sprawy, że ilość mpix (megapikseli) nie jest tak ważna jak mówią chociażby sprzedawcy. Bardzo często jest odwrotnie. Producenci aparatów znaleźli knif, który pozwoli im windować ceny, kosztem nieuświadomionych klientów, ale po kolei.

Piksel, to pojedynczy punkt na matrycy (sensorze). Punkt taki ma za zadanie pobrać określoną ilość światła i przekazać ją dalej. Przeważnie matryce są wielkości kilku milimetrów kwadratowych, więc proszę sobie wyobrazić jak małe są te punkciki, kiedy na obszarze powiedzmy 1 cm2 ich liczba często przekracza 10 milionów. Wielkość takiego punktu (piksela)…Więcej...

Komentarze: 3

"Zapiski z 1000 i jednej nocy", Eldo
Kategoria: Muzyka - recenzje  

Postprzez Krzycztow 29 Sie 2010, 11:23
Ocena:


Właściwie pisanie o muzyce to rzecz co najmniej dziwna. Jak oddać słowami nuty, melodię, bity…? Jak opisać emocje towarzyszące każdemu dźwiękowi? A może po prostu skupić się tylko i wyłącznie na… słowach?

Bo rynek teraz mierzy inną już miarą,
I żeby przeżyć głośny krzyk to dziś za mało,
Ma dość tych rycerzy, dziś energia i styl,
Bo MC to ten, co bez rąk umie dać ci w ryj.


Truizmem jest pisanie, że Leszek Kaźmierczak w środowisku hiphopowym uchodzi za postać wybitną. Ma wielu zwolenników, jak i przeciwników, owszem, ale nikt nie odmówi Eldoce, bo pod takim pseudonimem skrywa się artysta, specyficznego stylu i znakomitych tekstów. A spory o to, który raper ma lepszy flow, kto wygrał kiedyś tam bitwę na słowa, kto najlepiej reprezentuje enklawę hiphopową w Polsce, pozostawmy cyklistom, pieniaczom i ludziom zbyt hermetycznym bo docenić ten muzyczny pluralizm.

Idealiści jak ja – naiwna mniejszość,
Aktywiści - zaangażowanie kontra obojętność,
Myśli przeciętność…
Tak, to plaga, tak świat szybko – łatwo i niczego nie wymagać,
Wiem, tyle tu pokus, ja też uczę się odmawiać,
Myślisz, że mam swój sposób, żeby była równowaga?


My skupmy się tymczasem na Eldo i jego najnowszym albumie. Warszawiak z krwi i kości swoim najnowszym albumem dobitnie pokazał, że trzyma formę. „Zapiski z 1001 nocy”, znakomicie wydane (stylowa zieleń, jewel box włożony do kartonowego, tłoczonego opakowania), są doskonałe tak pod względem formy, jak i treści. Wspomniałem na początku, że wręcz niemożliwym jest oddać atmosferę…Więcej...

Komentarze: 3

Equilibrium
Kategoria: Film - recenzje  

Postprzez Fenrir 29 Sie 2010, 11:15
Ocena:


Tylko jeden czynnik nie pozwolił temu filmowi zaistnieć – w tym samym czasie na ekranach kin pojawił się Matrix, który był dużo bardziej rozreklamowany i wysłodzony. Gdyby nie film braci Wachowskich, Równowaga w obecnej chwili byłaby chyba filmem kultowym, który zna każdy kinoman. A tak ostała się tylko garstka fanów tego arcydzieła. Wielka szkoda…

Doczekaliśmy się – XXI wiek minął pod znakiem III Wojny Światowej. Ludzkość nagle opanowała się, i doszła do wniosku że IV najzwyczajniej nie przetrwają. I tu wkracza Orwellowska wizja – W mieście-państwie Libria, mieszkańcy codziennie przyjmują lek zwany Prozium. Substancja ma na celu całkowite stłumienie negatywnych emocji, i wygłuszenie innych. W końcu jednostka niewybijająca się ponad poziom nie jest w stanie uczynić nic złego, zaś wszyscy żyją w spokoju, pomimo braku jakichkolwiek ludzkich emocji. Buntownicy ukrywają się w Nether - ruinach dawnej metropolii, poza Librią.

Pewnego dnia wzorowych mnich John Preston (idealnie dobrany do tej roli Christian Bale) zbija swoją ampułkę z lekiem. Od tej pory zaczyna poznawać świat ludzkich uczuć. Już nic nie będzie tak jak dawniej…

Wg mojej prywatnej opinii, jeśli chodzi o całokształt, jest to niedoścignione arcydzieło, któremu Avatar niegodny taśmy czyścić. Idealny przykład na to, że można połączyć dramat, thriller, s-fi i akcję w jednym, nie tracąc żadnej składowej tych gatunków.
Nie zastosowano tu jakiejś oszałamiającej liczby efektów specjalnych. Jednak jeśli już się pojawiają, są one na poziomie niebotycznym i niemożliwym do osiągnięcia nawet dzisiaj, prawie 8 lat…Więcej...

Komentarze: 7

StarCraft 2
Kategoria: Gry - recenzje  

Postprzez Aris 29 Sie 2010, 10:40
Ocena:


Dawno temu, bodajże w roku 2000 (choć może nie pamiętam dokładnie), pewien dwunastoletni chłopiec po raz pierwszy przeszedł grę, której nazwa póki co niewiele mu mówiła, (oprócz tego, że miała coś wspólnego z gwiazdami) – StarCraft i spędził przy niej wiele ekscytujących godzin. Przez kolejnych dziesięć lat, czekał ów chłopiec na kontynuację losów bohaterów, których poznał podczas rozgrywki. W końcu się doczekał.

”Make no mistake. War is comming.”*
Nietrudno się domyślić po tym tandetnym, sentymentalnym wstępie, że tym chłopcem byłem (konkretnie rzecz biorąc nadal jestem) ja. Możecie więc wywnioskować, że gdy jakieś trzy lata temu Blizzard oficjalnie zapowiedział kontynuację StarCrafta, ciśnienie podskoczyło mi do niebezpiecznych granic i do czasu premiery utrzymywało się mniej więcej w takim stanie. Wiem, że przypomina to wywód jakiejś rozhisteryzowanej nastolatki, która zapytuje redakcję Bravo o to, czy to bocian przynosi dzieci, czy też może, jak powiedzieli jej rodzice, to przez tenis. Chciałbym jednak, żebyście zrozumieli, że żadnej innej premiery nie wyczekiwałem z takim utęsknieniem jak to miało miejsce w przypadku drugiej części StarCrafta. Gdy zaś trzymałem w ręce świeżo nabyty egzemplarz gry, czułem się jak mały chłopiec oglądający prezenty pod choinką.

Z premierą gry była związana również pewna obawa. Pierwszy StarCraft był grą epokową, która już przez ponad dekadę nie traci na popularności. Uzasadniony był więc strach o to, czy sequel mu dorówna. Czy te obawy się spełniły? Cóż, moim zdaniem StarCraft II nie tylko dorównał swojemu poprzednikowi, ale również znacznie go przewyższył.
Więcej...

Komentarze: 10

"Straż! Straż!", T. Pratchett
Kategoria: Książka - recenzje  

Postprzez Fenrir 29 Sie 2010, 09:29
Ocena:


Dla Ankh-Morpork nastały niespokojne czasy. Tajemnicza sekta której udaje się przyzwać smoka, a gadzina sieje zgrozę i zniszczenie na ulicach miasta, oraz Marchewa, krasnolud który krasnoludem nie jest. Ten ambitny typ gotowy jest aresztować szefa Gildii Skrytobójców tylko za to, że ten morduje ludzi! A jak wszyscy wiemy, zarówno Gildia Złodziei jak i Gildia Skrytobójców działa zgodnie z prawem, zrzeszając uczciwych siepaczy i złodziei!

Ankh-Morpork jest dość specyficznym miastem. Gdy wieść o ptaku brodzącym… smoku wydostaje się na światło dzienne, ludność nie wpada w panikę, nie zaczyna szabrować sklepów i w popłochu wyjeżdżać z miasta. O nie! Nagrodą za łeb potwora jest 50 000 dolarów, co powoduje że potencjalni łowcy nie chcą pracować za półdarmo (zwyczajową stawkę za takie usługi jest pół królestwa i królewna za żonę, a Patrycjusz może zaoferować tylko ciotkę z odległego miasta), toteż wszyscy mieszkańcy biorą sprawę w swoje ręce. A także łuki i łopaty (Uniwersytet Magiczny także będzie miał w tym swój wkład – do jutrzejszego dnia smok będzie spał na podłodze, jeśli ma gdzieś legowisko) Co do samej Straży – dowiecie się m.in., że nie mogą oni używać łuków (nawet podczas polowania na smoka – a inni przynieśli, jak powiedział sierżant Colon).

A na horyzoncie pojawia się król Ankh-Morpork (a jak wiadomo wszem i wobec, ostatni z nich panował kilkaset lat temu), oraz smok, który także ma chrapkę na zostanie królem. Pytanie pozostaje jedno – czy kapitan Vimes wraz ze swymi ludźmi zdoła powstrzymać zagładę?

Przyznam…Więcej...

Komentarze: 2

"Zbrojni", T. Pratchett
Kategoria: Książka - recenzje  

Postprzez Fenrir 29 Sie 2010, 09:27
Ocena:


Kolejna część cyklu powieści o Straży Miejskiej Ankh-Morpork. Zaprzecza ona równi pochyłej przy sequelach – tu zamiast w dół, idzie w górę. A co tym razem w swoje ręce dostanie kapitan Vimes?

Zacznie się niewinnie – od wybuchniętego smoka w Gildii Skrytobójców. A to dopiero zapoczątkuje dalszy ciąg wydarzeń. Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że Vimes niedługo odchodzi ze straży. Nasz dzielny kapitan się żeni! I to nie z byle jaką dziewoją – wybranką jego serca jest Lady Ramki, najbogatsza kobieta w Ankh-Morpork. W tle zaś przewija się pies imieniem Gaspode, tajemnicza funkcjonariuszka Angua, a także bardzo tajemniczy Rusznic, o którym wiadomo tylko tyle, że z tej właśnie broni został zastrzelony krasnoludzki rzemieślnik. A ta śmierć zapoczątkuje wydarzenia, o których nie śniło się filozofom.

Bo któż mógłby pomyśleć, że zapuszkowanie jednego z trolli przez nadgorliwego kapitana dziennej zmiany (jest trollem! Na pewno jest winny!) doprowadzi do zamieszek na skalę całego miasta. A tajemniczy Rusznic zbiera swe krawe żniwo. Sprawą priorytetową jest jego odnalezienie i doprowadzenie mordercy przed oblicze sprawiedliwości. Przy okazji dowiemy się, kim tak naprawdę jest Marchewa (mimo wszystko nie przyzna się do swojego pochodzenia).

Książka obfituje w jeszcze większą ilość zabawnych opisów. A to trolle zmusiły G.S.P. Diggera do zjedzenia dwóch jego kiełbasek, co zakrawa na zbrodnię, czy to Detrytusowi mózg zoptymalizował się w chłodni do wydajniejszej pracy, czego owocem była cała matematyka zapisana na ścianach.

Jeszcze więcej humoru, ironii i sarkazmu niż w części…Więcej...

Komentarze: 5

Wojna o rozum
Kategoria: Felietony  

Postprzez Kretu 29 Sie 2010, 09:23
Ocena:


W 29 numerze „Gościa Niedzielnego” z 25 lipca znalazł się na stronie 43 tekst autor-stwa Tomasza Pucha, zatytułowany „Wojna o dusze”. Traktuje on o złym wpływie gier komputerowych. Niniejszy tekst stanowi polemikę z tezami zawartymi w opisanym wyżej artykule.

W „Panu Tadeuszu” przedstawiona jest scena przybycia Gerwazego do zaścianka Dobrzyńskich. Celem jego wizyty jest zachęcenie szlachty do wzięcia udziału w zajeździe na Soplicowo. Krewcy mieszkańcy Dobrzyna gotowi są do walki, jednak wcześniej zasięgają opinii Maćka nad Maćkami – nieformalnego przywódcy zaścianka, cenionego za ogromne doświadczenia w wielu dziedzinach życia. Przywołana przed chwilą scena pokazuje, jak duże znaczenie w podejmowaniu trafnych decyzji ma opinia eksperta darzonego powszechnym szacunkiem (wszak zajazd na Soplicowo, któremu Maciek był przeciwny, nie przyniósł niczego dobrego). Niestety, przekleństwem dzisiejszych czasów jest to, że im mniej ktoś orientuje się w danym zagadnieniu, tym głośniej wypowiada się w danej sprawie. Zdarzają się jednak gorsze sytuacje – gdy ktoś nie zna lub nie rozumie sedna sprawy, a zna tylko część jej okoliczności. Wtedy słuchacze skłonni są dać wiarę słowom takiego „eksperta”, bo „przecież coś tam wie, więc na pewno dobrze zna sprawę”.

Podobnie ma się sprawa z artykułem Przemysława Pucha „Wojna o dusze”, zamieszczonym w „Gościu Niedzielnym”. Autorowi nie można zarzucić kompletnej nieznajomości tematyki gier komputerowych. Nie obce są mu co bardziej znane tytuły („Counter Strike”, „Hitman”, „Modern Warfare 2” oraz pojęcia związane z grami (obraz o wysokiej rozdzielczości – HD), choć już screen – obraz z monitora – z gry „Left…Więcej...

Komentarze: 1

Demokracja sykstyńska
Kategoria: Felietony  

Postprzez Kretu 29 Sie 2010, 09:15
Ocena:


„Ludowładztwo. Ustrój, w którym rządził będzie lud, Ogół obywateli wszystkich stanów, poprzez wyłonionych w uczciwych wyborach najgodniejszych i najuczciwszych reprezentantów... Rience ryknął śmiechem. Zaśmiał się dziko Bonhart. Serdecznie, choć trochę skrzekliwie, zaśmiał się z ksenoglozu czarodziej Vilgefortz. Wszyscy trzej długo śmiali się i rechotali, roniąc łzy jak grochy.”
Andrzej Sapkowski „Pani Jeziora”


Podróże kształcą. Zawsze myślałem, że stwierdzenie to można zastosować tylko do wiedzy potrzebnej na lekcjach wiedzy o kulturze lub do sprawdzenia swojej biegłości we władaniu obcym językiem. Jak jednak przekonałem się na własnym przykładzie, podróże nie tylko kształcą, ale są również w stanie wyostrzyć nasze spojrzenie na otaczającą rzeczywistość, a co za tym idzie, pomagają formułować dojrzalsze sądy na temat świata, który nas otacza. W moim przypadku do swego rodzaju ubogacenia wewnętrznego doszło, gdy przestąpiłem próg Kaplicy Sykstyńskiej w Watykanie.

Kaplica sykstyńska uznawana jest za jedno ze szczytowych osiągnięć sztuki doby renesansu – okresu, w którym artyści czerpali pełnymi garściami z dokonań antyku. Jej piękno możemy podziwiać w całej okazałości także dzięki operacji czyszczenia fresków dokonanej w latach 90. ubiegłego wieku. Renesansowy architekt Georgio Vasari pisał o Kaplicy Sykstyńskiej „Cały świat pospieszył oglądać ten cud i stanął przed nim olśniony, nie mogąc wypowiedzieć słowa ze zdumienia.”

Za poprzednika demokracji, jaką znamy z dzisiejszych czasów, można uznać ustrój panujący w starożytnych Atenach za czasów ich świetności od końca VI w.p.n.e. Wtedy to wypracowano mechanizm udziału obywateli w rządzeniu państwem, a nawet dokonano czegoś, co dzisiaj…Więcej...

Komentarze: 2

Linia śmierci
Kategoria: Twórczość - epika  

Postprzez LeviBlue 29 Sie 2010, 08:54
Ocena:


Widzę siebie idącego tartanowym boiskiem, wracającego ze szkoły. Wieje wiatr a kolorowe jesienne liście błądzą między nogami. Z głową pochyloną myślę o obiedzie, który zrobiła mama, która dziś nie poszła do pracy, bo zaspała. Uwielbiam te dni. Zimno. Krok za krokiem przemierzam, krótką trasę. Druga klasa podstawówki to była.

Widzę siebie strzelającego pierwszego gola i gratulacje kolegów. Euforia radości. Teraz wystawiają mnie do pierwszego składu. Słoneczny ranek. Zawsze przed lekcjami na szkolnym boisku rozgrywane mecze z wielką pasją, jak i zaangażowaniem każdego z nas. Dziś wiem: to nie byli koledzy, to byli bracia.

Widzę siebie na rozpoczęciu roku w nowej szkole. Tutaj już niektórych drogi się rozdzieliły, ale rdzenna większość została. Pierwsze zauroczenie koleżanką, a kim innym miałby się... zauroczyć.
Odważne wygłupy, niekiedy tak głupie, że nie mogłem sam uwierzyć w to co czynie. Nowe stare twarze w nowej starej klasie. Długa droga do domu upiększona gwarnymi dyskusjami o wynikach Man Utd. Czwarta klasa podstawówki - wejście w nowy stan ducha.

Widzę siebie siedzącego z koleżanką od zauroczenia spoglądającego na tyłek wychowawczyni. Sławetny pierwszy pocałunek z koleżanką uznaję, że mam za sobą. Od tamtąd doceniam go i zachwalam, uważając, że nic nie jest smaczniejsze. Wewnętrzna rewolucja następuje w głębinach świadomości. Teraz to ja mam racje, a inny to innowiercy. Staje się postawny, zaczynający zauważać w którą stronę kręci się świat. Szósta klasa podstawówki - uznana za najgorszą w dziejach szkoły. Okres ten zwany jest złotym wiekiem mego żywota.

Widzę siebie idącego na…Więcej...

Komentarze: 3

Krzyżacy 2.0
Kategoria: Felietony  

Postprzez Gregorius 29 Sie 2010, 08:43
Ocena:


Autor: pomaraqcz

"Odwołali - WIELKI BŁĄD - pokazuje to słabość służb i uległość wobec toczących pianę z pysków fanatyków. Takim ludziom nie wolno ustępować, po prostu nie wolno."

To zdanie, które znalazłem na jednym z forum, idealnie obrazuje moje odczucia względem próby przeniesienia krzyża. Ludzie protestujący pod nim, nie potrafią pogodzić się z decyzja o jego przeniesieniu, podjęta w dużej mierze przez osoby które ten krzyż wzniosły. Nie rozumiem tych krzyków rozpaczy, które mogły by świadczyć o tym, że ktoś ten krzyż chce przerobić na wykałaczki, a nie przenieść do miejsce odpowiedniego dla symboli religijnych czyli kościoła.

W zupełności nie rozumiem sytuacji gdy paręnaście osób ma wpływ na to czy decyzja władz zostanie wykonana czy nie. Wykrzykują, że wracamy do czasów PRL'u, a wszyscy którzy się z nimi nie zgadzają, są opętani i niewierzący. Mam tylko nadzieje, że objawy pseudopatriotyzmu i fanatyzmu religijnego w jednym, wzięły się stąd, ze ostatniego czasu słoneczko mocniej przygrzało. Oby krzyż został przeniesiony jak najszybciej, a osoby mające skłonności do nadinterpretacji słowa "patriota" i Katolik" jak najszybciej zniknęły z ulic naszych miast. Niestety, zdaje sobie sprawę, że dziś wygrała grupa zaślepionych fanatyków, pozbawiona jakiejkolwiek własnej świadomości. Poniesiono też niestety straty finansowe, ponieważ pieniądze przeznaczone na zapewnienie ochrony podczas ceremonii poszły na marne. Czy ci wszyscy ludzie skandujący pod pałacem prezydenckim nie maja pracy, że mają tyle czasu aby siedzieć tam całe dnie? Czy w ich mniemaniu ochrona krzyża polega na obrażaniu osób…Więcej...

Komentarze: 4

Zaloguj się

Nazwa użytkownika:

Hasło:


Pamiętaj mnie
Ukryj mnie

Zarejestruj się

Nowe komentarze (Articles)

Statystyki

Wszystkich postów: 1313
Wszystkich tematów: 283
Wszystkich użytkowników: 104
Ostatnio zarejestrowany: piotrmau5