Na uboczu
Kategoria: Felietony

W naszym codziennym życiu, niezbyt często zdajemy sobie sprawę z naszego rzeczywistego położenia w obserwowanym przez nas świecie. Zabiegani, przemęczeni uparcie mijamy kolejne dni, których po latach na pewno nie będziemy pamiętać. Wśród tej prozy życia tracimy powoli swoje marzenia i plany na przyszłość ograniczając się do zaspokojenia najprostszych (co nie znaczy, że mało ważnych) potrzeb takich jak porządne wyspanie się przed kolejnym dniem ciężkiej pracy. Pomimo tego ciągle powinniśmy pamiętać, że wszyscy potrzebujemy bliskości i obecności innych osób. Ot, chociażby nawet na kilka(naście) minut żeby przynajmniej opowiedzieć komuś swój dzień lub podzielić się jakąś zaskakującą refleksją. Niestety, świat idzie naprzód. Nie oznacza to jednak, że zmierza w dobrą stronę. Różnego rodzaju serwisy np. facebook, twitter czy Google+ zmuszają nas wręcz do siedzenia przed komputerem i zaszczepiają w nas poczucie, że tylko w Internecie możemy swobodnie komunikować się z drugim człowiekiem. Przez to zanika nasza wrażliwość na obecność innych osób, na ich spojrzenia, gesty i przede wszystkim słowa, które można usłyszeć, a nie przeczytać na monitorze. Szarość „nowoczesnego” świata nie pozwala do końca cieszyć się z jego uroków żyjąc w wielkich metropoliach skazujących nas na całkowitą anonimowość i alienację z normalnego życia.
Największą chorobą naszej cywilizacji stała się samotność. Coraz bardziej dostępna, coraz powszechniej akceptowana i coraz trudniej zauważana. Kiedyś, ludzie decydujący się na takie życie w odosobnieniu musieli mieszkać na pustyni, budować swoje pustelnie w trudno dostępnych miejscach. Jednym słowem, trzeba było się natrudzić, aby uciec od życia w społeczeństwie. Dziś jest o…Więcej...
polsko - rosyjskie nieporozumienie
Kategoria: Felietony

jest całkiem prawdopodobne,
ale kolejka niezbędnych do zrealizowania
projektów w tej sprawie jest bardzo długa
i niekoniecznie możliwa do obsłużenia.
Stosunki polsko- rosyjskie niemal od zarania dziejów były tematem i elementem polityczno- społecznym obu tych narodów. Prawie zawsze posiadały wydźwięk kontrowersyjny i balansowały na cienkiej linii porozumienia. Można tu przywołać wzajemne antagonizmy, jak i wspólne traktaty czy deklaracje. To, że obecnie te dwa bardzo bliskie sobie narody nie zgadzają się na prawie każdym szczeblu i ten większy stara się podporządkować sobie ów mniejszy, jest niemalże w 100% konsekwencją historii. To właśnie Polacy, jako pierwsze i ostatnie wojsko na świecie zdobyło Moskwę i Kreml w 1609 roku po walce zbrojnej. To Polacy zatrzymali komunistyczną ofensywę bolszewików zmierzającą na zachód w pamiętnym 1920 roku. Rosjanie natomiast, jak chyba żaden inny naród, tępili nas sposobami okrutnymi i zasługującymi na najwyższy wymiar kary. Mowa tu chociażby o Katyniu i zaborach XVII i XVIII wieku, czy "świeżym", bo przeszło dwudziestoletnim, tak zwanym "czwartym rozbiorze", czyli socjalizmie pod kontrolą radziecką w Polsce.
Jako iż nasze wspólne doświadczenia historyczne nie są najciekawsze, a to, co dzieje się obecnie nie napawa optymizmem na przyszłość, wydawać by się mogło i jest to wielce prawdopodobne, że do polepszenia wzajemnych stosunków dojść nie może. Mimo wszystko warto jest pomyśleć nad tym, czy możliwe jest pójście tą drogą i jak miałoby to w teorii wyglądać.
Przede wszystkim…Więcej...
Jak to jest z tymi grami?
Kategoria: Felietony

Żyjemy w czasach pełnych stereotypów, udajemy, że wiemy już wszystko. Naszą wiedzę czerpiemy z mediów, czy internetu. A co wiemy o grach? Jakie mamy o nich zdanie?
W tym roku poszedłem do nowej szkoły. Do pewnego momentu było w porządku, pojawili się nowi znajomi, wszystko na swoim miejscu. Do czasu, aż powiedziałem dwa budzące w każdym (prawie) sercu grozę słowa: Gram w gry! Tego było za wiele. Gry? Przecież marnujesz sobie życie. Mówili znajomi. No tak, przecież taka forma spędzania czasu jest tylko dla prymitywów!
Tak duża część społeczeństwa odbiera graczy. Dlaczego my możemy oglądać kolejne seriale, słuchać kolejnych płyt swoich ulubionych kapel, a oni MUSZĄ grać w te głupie gry! No ludzie! Co was tak w tym dziwi? Ile czasu dziennie spędzacie przed TV? Ile czasu słuchacie muzyki? Ile czasu czytacie książki? A wiecie ile czasu ja gram w gry? W tygodniu może łącznie wyjdzie 5-6 godzin, z czego duży procent tej liczby nabijam w weekendy.
Dlatego też dziwi mnie, jak często przez wypowiedzenie tego jednego, paskudnego zdania jestem traktowany. I pewnie nie tylko ja, ale też inni gracze. Choćbym nie wiem, jaką wykazał się elokwencją, wiedzą, oczytaniem, wystarczy, że przyznam się do tego jednego, niezrozumiałego dla społeczeństwa hobby, jestem traktowany „z góry’ w każdej dyskusji. Stereotypy krzywdzą bardzo mocno.
Widziałem ostatnio film dokumentalny, który dotyczył nudy. Wiecie, że najczęściej na nudę skarży się młodzież? No tak, w końcu za waszych czasów było lepiej, nie było…Więcej...
Crystal Stilts
Kategoria: Muzyka - recenzje

Jeżeli ktoś zespołowi Crystal Stilts chciał przyporządkować awangardową łatkę, to może sobie odpuścić. Co nie znaczy, ze najnowszy EP "Radiant Door" jest złe. Wręcz przeciwnie.
Pierwsza kompozycja na płycie, czyli "Dark Eyes" charakteryzuje wokal przepuszczony przez efekt echa, odsunięte na tło gitary bądź liczne wstawki organów i harmonijek, co w całkowitym odbiorze może nieco przypominać działalność zespołu R.E.M. Nieco alternatywny utwór tytułowy "Radiant Door" oraz następujący bezpośrednio po nim "Still As The Night" odnoszą się natomiast w znacznej mierze do klasycznego rocka, gdzie przede wszystkim postanowiono uwypuklić rolę gitary, dając jej większe pole do popisu. W obu utworach warto także zwrócić uwagę na partie organów wprowadzonych na tło, jak i na typowo amerykański styl śpiewania z lat 80-tych. "Low Profile" to natomiast indie rockowa propozycja, która zaczyna się od łagodnego wstępu akordeonu, by następnie uraczyć słuchacza oszczędnymi aranżacjami gitar, perkusji i gdzieniegdzie chórków, nie zapominając jednocześnie o prezentowanym na płycie powrocie do korzeni. Ostatnia i zarazem najdłuższa kompozycja na krążku nowojorskiego zespołu, czyli "Frost Inside The Asylums" to lekka ballada, o której można powiedzieć, że w minimalistyczny sposób prezentuje oblicze całego albumu. W utworze postanowiono zrezygnować, z jakiś bardzo wyszukanych motywów poszczególnych instrumentów. Mamy co prawda stonowane akcenty gitary, lecz tak na prawdę kompozycja w całości opiera się na organowym motywie, który to nadaje utworowi nastroju.
Zespół Crystal Stilts z pewnością nie wyróżnia się niczym szczególnym wśród setek mu podobnych, jednak zarówno wydanym w bieżącym roku longplayem "In Love with Oblivion", jak i najnowszym…Więcej...
Knights and Merchants: The Peasants Rebellion
Kategoria: Gry - recenzje

Drogi Budował:
Zann
Knights and Merchants
W 1998 roku powstała jedna z najbardziej niedocenionych gier strategiczno-ekonomicznych: Knights and Merchants, stworzona przez firmę Joymania i wydana przez TopWare Interactive. Gra była bardzo podobna do Settlersów wydanych w 1993 roku, przez co wielu mogło odnieść wrażenie, że KaM był zwykłym klonem. Może i był, ale jakże udanym!
Historia pewnej wojny…
Nim przejdę do rozgrywki wspomnę fabule. Opowiada o zbuntowanym księciu, który wraz ze swoimi oddziałami wypowiada wojnę ojcu. My jako wierny dowódca króla musimy powstrzymać pierwotnego następce tronu. Tak oto czeka na nas 20 misji, w których musimy nie tyle wykazać się umiejętnościami taktycznymi, co umiejętnie zarządzać gospodarką. Gra od samego początku uczy nas, że bez ekonomi nie ma wojska, co za tym idzie, nie ma zwycięstwa. Na szczęścia nim ruszymy w bój możemy zagrać w samouczek, który krok po kroku przeprowadzi po świecie KaM. Historia jest dość prosta, ale ma swój urok, misje nie zawsze sprowadzają się do wybudowania miasta, a potem wyszkoleniu armii, która zaatakuje przeciwnika. Zdarzają się scenariusze, gdzie do dyspozycji będziemy mieli samą armię (czyli bez możliwości uzupełnienia strat) i to z jej pomocą będziemy musieli wykonać zadanie.

Buduj, podbijaj, rządzi!
Sama rozrywka jest bardzo przyjemna, choć czasami monotonna (ale rzadko). Wszystkie nasze budynki są w jakiś sposób powiązane z innymi, gospodarstwo dostarcza zboże, które jest…Więcej...
Źródło
Kategoria: Publicystyka - inne

Współczesny świat bombarduje nas informacjami. Wiedza jest praktycznie na wyciągnięcie ręki, paradoksalnie jednak ten zalew informacji staje się wręcz problemem. Jak się odnaleźć w tej powodzi informacji, jak zweryfikować, co jest właściwe, a co jest niepotrzebnym śmieciem?
W szkole często spotykałam się z problemem wiarygodności źródeł pozyskiwanych informacji. Nigdy jednak nie uzyskałam wyczerpującej odpowiedzi oprócz ogólnikowej rady, by szukać w wielu źródłach i konfrontować ze sobą uzyskaną wiedzę. Postanowiłam przyjrzeć się tej sprawie i opisać metody, jakimi sama się kieruję w weryfikacji źródeł.
Jak już wspomniałam, w szkole dowiedziałam się, że trzeba zawsze szukać wiedzy w różnych źródłach, choć nie wszystkie są właściwe. Dobrze, co jednak zrobić, jeśli dwa źródła podają dwie różne informacje odnośnie tego samego tematu? Czy zaufać intuicji? Albo, licząc na łut szczęścia, wybrać metodę na "chybił trafił"? W tej ostatniej metodzie może pomóc któraś z wielu znanych z dziecięcych lat wyliczanek. Niestety, żadna z tych metod nie daje gwarancji na wybranie właściwej odpowiedzi.
W tym wypadku można sprawdzić rzetelność informacji, porównując ją z kolejnymi źródłami - przypuszczalnie ta z informacji, która będzie pojawiała się częściej w różnych źródłach, ta ma prawdopodobnie jest właściwa.... Czyżby? I tutaj nie mamy zupełnej pewności, czy informacja jest zgodna z prawdą. Zwłaszcza w internecie, gdzie publikować może każdy, niekoniecznie kompetentny. Wypowiedzi rzadko są weryfikowane pod kątem rzetelności, ktoś często wrzuca pospiesznie jakiś niesprawdzony tekst, w którym mogła zajść niepozorna literówka czy inny błąd, który jednak istotnie zaważy na wartości merytorycznej wypowiedzi-a…Więcej...
Star Wars - Knights of the Old Republic
Kategoria: Gry - recenzje

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce… A dokładniej 19 listopada 2003 narodziła się legenda RPG i najlepsza gra osadzona w uniwersum Gwiezdnych Wojen, w jaką kiedykolwiek grałem. Star Wars: Knights of the Old Republic, bo o nim tu mowa, to wspaniały twór zmajstrowany przez firmę BioWare, który pokazał że można sobie poradzić z presją i stworzyć naprawdę świetną grę w świecie Gwiezdnych Wojen.
Akcja gry rozgrywa się na 3956 lat przed bitwą o Yavin, a dokładniej 40 lat po pokonaniu Exara Kuna. Republika właśnie wyszła zwycięsko z wojny z Madalorianami, którzy przez 16 lat podbijali inne planety (wojna trwała od 3976-3960 BBY). Dopiero podczas kontrataku republiki w latach 3963-3960 udało się zmusić Madalorian do odwrotu. Republika dokonała tego głównie dzięki pomocy Jedi, a zwłaszcza ich przywódcy młodego Jedi Revana znakomitego wojownika, który dzięki swoim umiejętnościom taktycznym przyniósł zwycięstwo. Mandalorianie się wycofali, a Revan - pod pretekstem ścigania uciekinierów - skoczył wraz z całą flotą w nadprzestrzeń. Słuch o nim zaginął na prawie rok. Jako że Revan zabrał maskę Mandalora (przywódcy całej nacji, który zginął podczas pojedynku z Jedi), jedyną rzecz pozwalającą wybrać Mandalorianom nowego lidera, na wiele lat stali się oni zwykłymi najemnikami i łowcami nagród. Wojownicy ci nigdy już nie wrócili do poprzedniej chwały. Następnie Revan wraz ze swoim przyjacielem, Malakiem, ruszyli za Mandalorianami, by ścigać niedobitki ich floty. Powrócili po dwóch latach, ale nie jako Jedi, tylko jako Sithowie na czele potężnej armady okrętów, mając na celu podbicie…Więcej...
Świerszcz
Kategoria: Twórczość - epika

Obudził mnie ten wiercący dziury w mózgu, nieustępliwy i przerażający dźwięk budzika. Sądzę, że budzik jest jedną z najstraszniejszych rzeczy wymyślonych przez człowieka, a wierzcie mi- wiele strasznych rzeczy w życiu widziałem. Po uciszeniu wyjącej maszyny, opadłem bez sił z powrotem na łóżko. Kiedy złapałem już oddech, ponownie podniosłem z łoża moje doczesne szczątki i wyruszyłem, aby rozpocząć kolejny dzień mojego życia.
Spoglądając w lustro ze zdziwieniem stwierdziłem, że wyglądam dokładnie tak samo jak wczoraj! Ba! Przedwczoraj również prawie identycznie! Jakież to niesamowite od lat oglądać w odbiciu swoją nieuporządkowaną czuprynę czarnych włosów, parę swych oczu. Nos również był zdecydowanie mój. Robiłem to, co robiłem również prawie każdego ranka przedtem- jadłem śniadanie, goliłem się, myłem zęby. Ubrałem się. Zadzwonił mój telefon. To szef. Miałem pojechać od razu na miejsce zbrodni. Zapowiadał się kolejny dzień, taki jak dziesiątki, setki poprzednich. Ale- jakżeby inaczej- myliłem się, a ironii dopełniał fakt, że jeszcze o tym nie wiedziałem.
Podjechawszy niedaleko miejsca odgrodzonego żółtą taśmą, wysiadłem z samochodu. Mijając policjanta, mimowolnie pokazałem swoją legitymację, tak na wszelki wypadek, gdyby facet po pięciu latach pracy ze mną zapomniał, kim jestem i jak wyglądam.
Sam nie wiem, co sprawiło, że zostałem detektywem. Zwyczajnie potrafiłem obserwować, dochodzić do trafnych wniosków. Często widziałem to, co innym umykało.
-Czołem- powiedziałem szefowi. Poczciwy z niego chłop.
-Łukaszu- nie wiem czemu nie lubię, kiedy akurat on używa mojego imienia- jak widzisz po prawej- mamy tu zwłoki i jak widzisz po lewej, mamy tu również gości.…Więcej...
Caveman - CoCo Beware
Kategoria: Muzyka - recenzje

Jeżeli chcielibyśmy połączyć muzykę lat 80 reprezentowaną przez The Beach Boys, Bob'a Dylana czy Fleetwood Mac'a z dzisiejszą odmianą melodyjnego indie rocka, to wysłuchanie płyty "CoCo Beware" nowojorskiego bandu Caveman będzie czystą przyjemnością.
Pierwszy na liście "A Country's King of Dreams ", oparty jest głównie na basie i elektrycznych wstawkach, końcówka zaś to popis gitary elektrycznej. Utwór jest dobrym wprowadzeniem do dwóch następnych, podobnych stylistycznie kompozycji tj. singla "Decide", będącego wersją piosenki idealnej na podroż i "My Time", który zdaje się być dwuminutowym rozszerzeniem poprzedniego utworu z tym, że bardziej żywiołowym, gdzie znacznie wyszczególniono rolę gitary. Wstawki na tej kompozycji przypominają nieco Coldplay'owskie "Hurts Like Heaven", z równie pozytywnym wrażeniem. "Vampirer" to jedyny numer instrumentalny na płycie - nieco tajemniczy, nieco groteskowy. Duża ilość przeszkadzajek oraz wstawki gitary dopełniają tego efektu. Kolejna pozycja na płycie, czyli "Old Friend" jest połączeniem folkowego stonowania i melodyjności indie rocka z zaznaczoną - podobnie jak w "A Country's King of Dreams" rolą basu. W refrenach pojawiają się także partie gitary, która dawkowana jest bardzo oszczędnie, za to nadrabia ciekawią aranżacją. Kompozycja przypomina nieco dokonania Arcade Fire z płyty "The Suburbs". Nadluższy utwór na płycie - "Great Life" to przede wszystkim uwidocznienie subtelnych partii gitarowych wspomaganych przez delikatny podkład bębnów, basu i fortepianu. Również sporadyczne chórki przyczyniają się do pogłębienia togo sielankowego nastroju. "December 28th" charakteryzuje się wstawionymi syntezatorami na tło, natomiast delikatne plumkanie gitary i pobrzmiewająca w tle basowa, wraz z dobrze brzmiącymi chórkami sprawiają, że te trzy…Więcej...
My wszyscy, zmartwychwstali…
Kategoria: Twórczość - epika
„I ujrzałem umarłych - wielkich i małych - stojących przed tronem,a otwarto księgi. I inną księgę otwarto, która jest księgą życia”
[Obj] 20:12
Od paru dni coś wisiało w powietrzu, jakaś niesamowita groza, która nie pozwalała zasnąć. Nie wszystko da się określić, nie zawsze istnieje przepis na spójny opis jakiegoś zjawiska, a wówczas człowiek staje się szczególnie niespokojny – ludzie nie lubią sytuacji, w których nie potrafią nazwać własnych odczuć, niepokojów, stanów emocjonalnych. Każdy znajduje własny sposób na rozwianie wszelkich niuansów związanych z tzw. bólem istnienia – jednym z takich sposobów jest alkohol.
Mariusz siedział właśnie w Podziemiu nad trzecim piwem i starał się zbyt wiele nie myśleć. Nie miał ochoty na powrót do domu, do żony i dzieci – wszystko to zaczęło go już od pewnego czasu męczyć. Wolał więc po pracy zaglądać do knajp i przepuszczać ciężko zarobione pieniądze na papierosy i alkohol, ryzykując jednocześnie złapanie opinii alkoholika, bądź menela. Nikt normalny przecież nie przesiaduje sam w pubie – czym innym jest alkoholizować się ze znajomymi, a czym innym upijać się w samotności. Tym bardziej, gdy ma się rodzinę, do której należałoby kiedyś jednak wrócić. Ale być może rzeczywiście stawał się alkoholikiem. Wprawdzie jak dotąd rozdzielał picie i pracę, lecz coraz częściej myślał, że mógłby sobie zrobić „dzień wolny”. To co jednak najbardziej go w tym wszystkim przerażało, to fakt iż nie miał zupełnie pojęcia co nim powoduje. Żaden kryzys wieku średniego, żona nie jest upierdliwa, dzieci w miarę jak na…Więcej...
Parę spraw organizacyjnych
Kategoria: Administracyjne
Nawarstwiło się trochę spraw organizacyjnych, z których wypada się wytłumaczyć tudzież część rzeczy wyjaśnić. Jak zauważyliście, po dłuższej przerwie stronę zaczął ogarniać DoxtraduS, który będzie mi pomagał w tej materii. Powitać na pokładzie!
Druga sprawa - znalazłem sponsora dla serwera AM, więc o to nie musimy się martwić. Serwer w zasadzie będzie opłacony przez następne lata, będziemy się musieli tylko podzielić transferem z inną, firmową witryną, która - myślę - nie będzie nas zbytnio obciążać.
Trzecia sprawa, chyba najprzyjemniejsza. Od numeru, który znalazł się na płycie bieżącego numeru AM wprowadziłem instytucję tekstu miesiąca. Taki wybrany z tych czy innych względów tekst będzie co miesiąc nagradzany niespodzianką - jak najbardziej materialną, wysyłaną na adres podany przez nagrodzonego. W ostatnim numerze szczególnie przypadł mi do gustu artykuł zatytułowany "Słowacki wielkim poetą był!!!" - autorkę proszę o kontakt i podrzucenie adresu.
No i w końcu: opracowałem na potrzeby layoutu metryczkę z oceną, plusami i minusami, a także konkretami. Jak to wygląda - możecie zobaczyć w ostatnich numerach, w dziale Download chociażby. Byłoby miło, gdybyście zrobili z tego użytek i w Waszych testach nie brakowało tych elementów.
Zasadniczo to tyle. Aha, jeszcze jedno - przepraszam, że ostatnio byłem taką pierdołą, jeśli chodzi o stronę i AM. Przyznaję, zaniedbałem AM. Po raz któryś z rzędu obiecuję poprawę - mam nadzieję, że tym razem autentyczną.
Jeśli macie pomysły, co można zmienić w layoucie PDF-a, myślicie, że brakuje czegoś - piszcie.
Nam strzelać nie kazano
Kategoria: Twórczość - epika
Autor: BablimJohn Supernowak był w istocie Polakiem statystycznym. I wierzcie mi: nie było sondażu, w którym nasz przeciętniak wyłamywałby się z tego schematu choćby o jotę. Ba, nawet zmiana imienia na bardziej anglosaskie na niewiele się zdała – była to w końcu ogólnokrajowa moda, a kto nie chciał być gull lub sucker, ten czym prędzej wybierał sobie jakieś uroczo brzmiące, coolerskie Michael, George albo i Dick. No chyba, że już się z takim szlachetnym przydomkiem narodził. Anonimowość pochłaniała więc Supernowaka bez reszty, lecz wcale jej nie pragnął. Przeciwnie, prawdę mówiąc, miał już tego wszystkiego serdecznie dość. Oczywiście, im bardziej się starał, im mocniej zaciskał pięści i pożółkłe trzonowce, tym bardziej był statystyczny.
Dni mijały, kwantomierz obwieścił z niedającą się przewidzieć euforią XXIII wiek, a John zgodnie z największym kwantowym prawdopodobieństwem obejrzał holograficzny pokaz fajerwerków, ziewnął na koniec i, nie czekając na finał koncertu, posuwistym krokiem udał się do teleportu. Był zniesmaczony do granic. Nawet ogniste pląsy silikonowej Katody nie robiły już na nim wrażenia. Ileż jeszcze stuleci, do pioruna, przyjdzie mu się borykać z taką przeciętnością?
Kokony Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Świetlnej ustawione były w schludnych rządkach, a ich wnętrza sprawiały wrażenie ciepłych i przytulnych, szczególnie, że na zewnątrz temperatura oscylowała w granicach zera absolutnego. Nie dziwi więc, że wszyscy od dawna trzymali kciuki za efekt cieplarniany. John natchniony wspomnieniem wygodnej sofy i beztroskiej drzemki przyspieszył kroku i natychmiast wcisnął zieloną strzałkę kabiny. Wciąż jednak rozmyślał o swoim marnym…Więcej...
Kasabian - Velociraptor
Kategoria: Muzyka - recenzje

Szukając nowości i mając na myśli melodyczny indie rock, miałam na myśli najnowsze dzieło Coldplay "Mylo Xyloto". Jak się póżniej okazało otrzymałam jedynie pop krążek średniej jakości, co zmusiło mnie do dalszego poszukiwania. I na całe szczęście, bo trafiłam na Kasabiana i "Velociraptor!".
Wstęp "Let's Roll Just Like We Used To" nastawiał na meksykańską fiestę, lecz cały utwór opiera się na arabskich motywach przeplatanych bluesowym tematem głównym. "Days Are Forgotten" to natomiast esensja Kasabian, czyli chwytliwy gitarowy riff z bardzo rytmicznym podkładem i odrobiną pozytywnego zakręcenia. Utwór od pierwszych sekund wpada w ucho i pozostaje w pamięci przez długi czas. Następnie zespół raczy nas dwiema balladami w swoim melodyjnym wydaniu tj "Goodbye Kiss" i "La Fee Verte", aby następnie przejść do genialnego utworu tytułowego - "Velociraptor!". Da się w nim momentami usłyszeć inspiracje meksykańskim folklorem, zresztą łatwo zauważyć, że cała płyta jest aranżacyjnie "meksykańska". Jedyne co może przeszkadzać w tym utworze to fakt, iż trwa niecałe 3 minuty. Na płycie znajdziemy też jeszcze nieco orientalne, nieco inspirowane twórczością The Beatles "Acid Turkish Bath (Shelter From The Storm)", elektroniczną, stonowaną wersję piosenki przyjaznej radiu, czyli "I Hear Voices", a
następnie świetne "Re-Wired", czyli zabójcze partie basu, gdzie wstawka przed refrenem zakrawa o majstersztyk. "Man Of Simple Pleasures" - spokojna 4 minutowa indie rockowa kompozycja bazująca na meksykańskim gitarowym riffie, bądź podobnie jak w "Acid Turkish Bath" orientalnych motywach. "Switchblade Smiles" to zaraz po "Velociraptor!" drugi genialny numer na płycie. Sam początek zdradza, że możemy…Więcej...
Young Statues- Young Statues
Kategoria: Muzyka - recenzje

Jaki jest patent na stworzenie dobrego indie rockowego zespołu? W przypadku Young Statues był nim spontaniczny wyjazd do Aten, który to zapoczątkował prace nad debiutanckim albumem o takim samym tytule.
Pierwsze dwa utwory "Spacism" i "Athens" to bardzo melodyjne kompozycje, przywodzące nieco na myśl zespoły takie jak Death Cab for Cutie, bądź Coldplay. Szczególnie przewodni motyw gitary w "Athens" do złudzenia przypomina Colplay'owskie "Charlie Brown". "Half Ligh"t to natomiast piosenka przypominająca dokonania Arcade fire z płyty "The Suburbs", zresztą nie tylko ze względu na tytuł. "Bumble Bee" nawiązujące do radosnej melodyjności Doves czy Counting Crows, wyróżniający się oszczędnymi, lecz ciekawie zaaranżowanymi motywami w przejściach. Delikatne chórki, spokojny motyw przewodni gitary oraz pobrzmiewające w tle syntezatory czynią z "Losing A Friend" kolejną dobrą balladę na krążku. Utwór tytułowy "Young Statues" jest trochę połączeniem pop punkowości z rockową energią. Piosenka może przypominać nieco dokonania The All-American Rejects, czy The Red Jumpsuit Apparatus poprzez charakterystyczny styl śpiewania wokalisty Carmen'a Cirignano, będącego jednocześnie autorem całego materiału na longplayu. W "We Trusted Everything Enough" warto zwrócić szczególnie uwagę na ciekawą aranżację partii gitarowych, którym wtórują chórki oraz delikatne tło syntezatorów. "Keep It Dark" to natomiast utwór odznaczający się silniej zaakcentowanymi przejściami oraz wyszczególnioną rolą perkusji. Na krążku znajdziemy jeszcze "Pretty Girls Make Raves" do której najbardziej pasuje łatka indie rockowej kompozycji. Beztroska, melodyczna, przeplatana gdzieniegdzie partiami gitar, czy chórków. Jeden z lepszych utworów na płycie. "Your Seasons Stay The Same" to zaś żywiołowa pop punkowa propozycja , przeplatana krótkimi…Więcej...
Thee Oh Sees - Carrion Crawler The Dream
Kategoria: Muzyka - recenzje

Za niekwestionowanych królów rock'n'rolla dzisiejszych czasów uważałam do niedawna Kings of Leon. Zespół jednak swoimi ostatnimi dokonaniami odpływa w szeroko pojętą alternatywę, co zmusiło mnie do weryfikacji mojej opinii. Tak oto trafiłam na grupę ze słonecznej Kalifornii - Thee Oh Sees, z ich drugą w tym roku płytą "Carrion Crawler/The Dream".
Pierwszy z dwóch numerów tytułowych "Carrion Crawler" tylko z początku wydaje się mieć nieco alternatywną formę, w rzeczywistości to bardzo solidny kawał rock and rolla lat 80-tych w świetnym wydaniu. O ile jednak kompozycja jest doskonałym przykładem tego, czego można się spodziewać na trzynastym krążku grupy z San Francisco, to już utwór następny tj. "Contraption/Soul Desert" jest całkowitą esencją rocka. Strasznie żywiołowy, ciężko podczas słuchania nie wybijać nogą rytmu. Ciekawe partie wokalne, genialne motywy zarówno gitar, perkusji jak i basu czynią z tej 5 minutowej piosenki prawdziwą imprezową bombę. Na całe szczęście następna kompozycja "Robber Barons" - o ile nadal znajdująca się w kanonach rocka, o tyle jako nieco bardziej stonowany utwór pozwala ochłonąć przed wysłuchaniem reszty materiału na krążku. "Chem-Farmer" jest pierwszym instrumentalnym numerem na albumie. Uwypuklono znacznie rolę basu i perkusji, wprowadzono też partie syntezatorów na tło, a całości dopełnia gitara wygrywająca minimalistyczne, lecz dobrze pasujące aranżacyjne partie. Po nim następuje, krótkie bo zaledwie półtoraminutowe, rockowe interludium "Opposition", by następnie przejść do najdłuższej - bo aż 7 minutowej, tytułowej kompozycji na płycie "The Dream". Uwydatniono tutaj rolę chórków, lecz nie są one w stanie zwieść słuchacza od rzeczywistego wymiaru utworu. To…Więcej...
Cass McCombs - Humor Risk
Kategoria: Muzyka - recenzje

Jesień z tą swoją charakterystyczną chandrą to okres obfitujący w folkowe premiery. Cass McCombs zdaje się tylko potwierdzać tą tezę prezentując nam kolejne LP w swojej karierze zatytułowany "Humor Risk", będący jednocześnie mniej mroczną kontynuacją swojej poprzedniczki "Wit’s End".
Pierwszy utwór na liście "Love Thine Enemy" to indie rockowa kompozycja z basowo-gitarowym groov'em. Dalej mamy nastrojową balladę "The Living Word" i nieco podobne aranżacyjnie do pierwszego utworu "The Same Thing". Końcówka wspomnianej kompozycji to natomiast zaczerpnięcie motywów śródziemnomorskich, o czym przypominają lekkie partie gitary dodające piosence uroku. Dalej Cass McCombs serwuje słuchaczowi zabawę słowem w "Meet Me At the Mannequin Gallery". Na krążku znajdziemy także najdłuższy, bo aż 8 - minutowy, indie rockowy eksperyment, zresztą bardzo przyzwoity - "Mystery Mail", nieco letargiczne "To Every Man His Chimera", bądź typową folkową kompozycję w gitarą w roli głównej - "Robin Egg Blue". Na zakończenie krążka pozostaje nam natomiast utwór "Mariah", będący typową balladą w stylu Cass'a McComba. Stonowany z często występującymi, aczkolwiek skromnymi chórkami, aranżacyjnie jakby pochodzący z czasów świetności płyt winylowych.
Mimo, iż cała płyta zdaje się być podzielona na utwory typowo inspirowane folkiem i jego odmianami, a także melodyjnym indie rockiem, to kompozycje stoją na całkiem dobrym poziomie. W sam raz na jesienny spacer.
INFO
Cass McCombs - "Humor Risk"
Data premiery - 8 listopada 2011
Czas trwania: - 41:06
UTWORY:
1 - Love Thine Enemy
2 - The Living Word
3 - The Same Thing
4 - To Every Man His…Więcej...
Coldplay - Mylo Xyloto
Kategoria: Muzyka - recenzje

"Cześć wszystkim. Skończyliśmy nową płytę, nosi tytuł "Mylo Xyloto" i wychodzi 24 października." Tymi słowami grupa Coldplay zdążyła jednocześnie wprowadzić zamieszanie w świecie muzycznym, jak i je zażegnać. Bowiem od ostatniego dzieła tej popularnej grupy minęły przeszło 3 lata, podczas których wielu zastanawiało się, czy wyspiarze będą w stanie nie tyle powielić, co przebić swoje ostatnie dokonania. I uprzedzając wszelkie pytania zespół dodał: "Wymawia się "MY-lo Zy-letoe" (maileu zaileteu)", nie wyjaśniając jednak, co te słowa znaczą.
Panów z Coldplay nie trzeba nikomu przedstawiać. 4 świetne płyty ustawiły ich na muzycznym piedestale XXI wieku, z którego nie zamierzają schodzić. W szczególności poprzednią płytą: "Viva la Vida, or Death and All His Friends", przyjętą gorąco zarówno przez fanów jak i krytyków, wyspiarze ustawili sobie poprzeczkę bardzo wysoko.
Najnowszy - 5 studyjny album i jego premiera wprowadziły spory chaos w mass mediach, a to za sprawą słów frontmana - Chrisa Martina, który stwierdził iż nie wie, czy zespół będzie w stanie jeszcze coś stworzyć: "Zawsze czuję, że każda płyta jest naszą ostatnią, ale w tym momencie jestem na etapie, gdy naprawdę to mam na myśli". Panika wśród fanów została zażegnana, gdy Martin sprostował, iż te słowa użyte były jedynie w stosunku do ich najnowszego dzieła. Bowiem jak twierdzi: "Po prostu nie mogę sobie wyobrazić, jak moglibyśmy zrobić następny album, skoro włożyliśmy wszystko w ten. Jest on o miłości, uzależnieniu, nerwicy natręctw, ucieczce i pracy dla kogoś, kogo nie lubisz. To przysłonięta cienką zasłoną…Więcej...
Nosowska - 8
Kategoria: Muzyka - recenzje

Najnowszy, szósty solowy krążek Katarzyny Nosowskiej można określić na wiele sposobów. Awangardowy, klasyczny, akustyczny, synth-popowy, elektroniczny. I tak na prawdę każde z tych określeń oddaje po części, czym tak na prawdę jest album "8". Bo ponad wszystko jest to płyta eksperymentalna.
Pierwszy utwór na płycie - "Rozszczep" totak na prawdę intro do całej płyty - nieco filmowe, gdzie główną rolę grają partie skrzypiec i delkatne tło wykonywane przez dzwonki. "Daj Spać!" to natomiast fortepianowy rytm zapadający łatwo w pamięć, plus różne dobrze zaaranżowane przeskadzajki (saksofon barytonowy) i głos Nosowskiej w nieco ostrzejszej wersji. Dodać należy przejście rodem z jakiegoś starego horroru i poetycki tekst o życiu, aby otrzymać piosenkę wartą uwagi. Dalej "Polska" - bardzo przyjemne, autotematyczne 2 minutowe interludium , które występuje bezpośrednio przed "Nomadą", czyli singlem z tego krążka. Wiele osób opowiada się za tym, że intro tego utworu, czyli wstawka na pianinie i wybijany rytm, a także elektroniczne wstawki pod koniec, gdzie przoduje chór przypominają dział Toma Yorka i jego kolegów z zespołu Radiohead, jeżeli jednak któryś z utworów mógłby przypominać kompozycje Brytyjczyków, to jest to z pewnością "Kto?". Zresztą jest to jeden z lepszych utworów na płycie, z tekstem, który jednocześnie wyróżnia się prostotą, a jednocześnie zmusza do refleksji. "Ulala" i "Pa" to natomiast 2 ballady z tym, że "Pa" bardziej pasuje ta łatka. Kompozycja opierająca się głównie na gitarze akustycznej, a w przejściu delikatnymi wstawkami trąbki i saksofonu. W "Ulala" natomiast przoduje motyw fortepianu podobnie zresztą jak w "Nomadzie"…Więcej...
Menu hardkorowego gracza
Kategoria: Publicystyka - inne

Uznając podstawową zasadę, że pożywienie jest nam do życia niezbędne, nietrudno metodą dedukcji dojść do wniosku, iż przyjemne i długie granie jest również uzależnione od tego ważnego czynnika. Każdy posiada własne upodobania, lecz jak to w kulturze ludzkiej bywa, często się one powielają. Cóż, w przeciwnym razie COD:Black Ops nie sprzedałby się w liczbie 14 milionów kopii.
W każdym razie codzienna rutyna jedzenia nie bardzo odnosi się do wymogów, jakie stawiają osoby urządzające wielogodzinne maratony grania. Tu liczy się czas, wygoda oraz szeroko pojęta "towarzyskość", czyli zdatność do łatwego dzielenia. Oto kilka porad, obserwacji oraz dodatkowo - ekscentryzmów stworzonych szczególnie dla graczy.
Pierwszym aspektem jest wygoda. Jeżeli zamierzamy uniknąć sterty naczyń, sztućców i mozolnego sprzątania, gdy po jednej (lub kilku) dobach grania ze znajomymi wejdziemy do kuchni, powinniśmy postawić na przekąski. Tutaj polecane są klasyczne produkty jak chipsy, paluszki, ciastka wraz z pochodnymi (np. Nachos z sosem Salsa). Plusem tego rozwiązania jest łatwa dystrybucja wśród growej "braci" i wydajność cenowa. Minusem jest natomiast fakt, że w ferworze grania możemy zabrudzić kontrolery/klawiatury/myszki oraz tracimy kontrolę przez tłuszczące się ręce. Pewien amerykański producent wyszedł temu problemowi naprzeciw, wypuszczając na rynek mieszankę o wymownej nazwie Gamer Grub. Firma zapewnia, że niby jest tu wiele wartości odżywczych oraz brak zjawiska "tłustych palców". Patrząc na skład produktu odniosłem wrażenie, że mam przed oczami suplement diety dla kulturystów, znajdując: L-Glutaminę, Magnez, Witaminy (wszystko dla lepszej pracy mózgu i podwyższenia staminy podobnie jak energy drinki). Na naszym rodzimym…Więcej...
O daremności apelów do rodzaju ludzkiego
Kategoria: Felietony

Uważam, że lekarze powinni trzymać się od mediów z
daleka. Wiem, że w dzisiejszych czasach zabronić komuś
lansowania się w życiodajnej ti-wi to trochę tak,
jakby kazać rybie wyskoczyć z wody i leżeć spokojnie
na piasku. Gdyby jednak trendy miały się kiedyś odmienić,
to oprócz polityków, pseudoekologów i braci
Mroczków należałoby wyeliminować z życia publicznego
również wszystkich łapiduchów.
Wszystko, co absolwenci nauk medycznych potrafią zrobić
przed kamerami i mikrofonami, to biadolenie, że ludzie się
za mało badają.
Rozumiem, że jak ci podtykają mikrofon pod otwór gębowy,
to coś wypada powiedzieć, ale może by tak od czasu
do czasu coś sensownego, panowie (i panie) lekarze? Nie
każdy dysponuje nadmiarem wolnych godzin, żeby dla
rozrywki eksplorować gąszcze waszych gabinetów. Ponieważ
godziny otwarcia tych przybytków zwykle pokrywają
się z godzinami pracy przedstawicieli innych zawodów, więc owi przedstawiciele muszą najpierw zwolnić się
z owej pracy, co oczywiście wiąże się z niezliczonymi komplikacjami.
Na szczęście można wziąć L4, sponsorowane
przez nasze
czy siak, kilka godzin z życiorysu wyjęte. Badania są różne.
Może lekarz zajrzy tylko do gardła, a może do... mniejsza
o szczegóły, fachowo nazywa się to kolonoskopią. Potem
przypisze jakieś medykamenty, które oczywiście jak zawsze
pomogą - wzbogacić się koncernom farmaceutycznym.
Nic zatem nie ma w tym dziwnego, że nikt się specjalnie
nie pali, żeby badać sobie każdy, za przeproszeniem,
pryszcz na tyłku.
Tak, oczywiście. Może się zdarzyć to nieszczęście, że gdzieś
w mrocznych głębiach naszego organizmu zagnieździł
się jakiś…Więcej...
Owen - Ghost Town
Kategoria: Muzyka - recenzje

Artyści tworząc poboczne projekty chcą zazwyczaj przedstawić słuchaczom inną niż dotychczas wersję swego muzycznego "ja". "Ghost Town" będący najnowszym longplayem Owen'a, a właściwie Mike'a Kinsella nie wyróżnia się jednak niczym od tego, co artysta zazwyczaj nam przedstawia. To nadal folkowe granie, gdzie prym wiodą gitary.
Na "Too Many Moons" składają się głównie wstawki skrzypiec, na końcu zaś słychać delikatne akcenty fortepianu i perkusji. W "No Place Like Home" występuje natomiast początkowy motyw przewodni ksylofonu, cały utwór to natomiast czysto indie rockowa kompozycja z silnie zaakcentowaną rolą gitary elektrycznej. "O, Evelyn..." to 3 minutowy stonowany utwór, gdzie znajdziemy ciekawe partie zarówno dla gitar akustycznych, elektrycznych jak i smyczków. Najdłuższa, bowiem aż 6 minutowa kompozycja na płycie - "I Believe" jest natomiast połączeniem beztroskości ballady z rockową zadziornością. W "The Armoire" możemy usłyszeć nieliczne, za to bardzo dobrze zaaranżowane wstawki fortepianu. Nawet występujące w utworze partie gitary elektrycznej, zdają się dodawać piosence uroku. W "An Animal" warto zwrócić uwagę na ciekawe partie basu oraz perkusji. Podobnie - nieco improwizacyjne partie perkusji w "No Language" zasługują, aby im się bliżej przyjrzeć. Gitara elektryczna, tak obecna na tej płycie, nie pozostaje bez echa także w tym utworze i zaznacza swą obecność m.in. krótką solówką pod koniec utworu. "Mother's Milk Breath" to zaraz po "I Believe" druga najdłuższa kompozycja na krążku, z tą różnicą, że o ile pierwszy utwór był udanym indie-folkowym połączeniem, o tyle "Mother's Milk Breath" to już bezsprzecznie ballada. Kompozycję urozmaicają natomiast chórki bądź…Więcej...
Czarna krowa
Kategoria: Twórczość - dramat

Osoby dramatu:
-Czarna Krowa
-Lis
-Niedźwiedź Grizzly
-Kret
-Wąż
-Pszczoły
Opcjonalnie:
-Fioletowe jabłuszko
-Dubeltówka
-Smutna Piosenka Kreta
-Ryż
AKT I
Scena I
Czarna Krowa... Czarna Krowa chce zostać dziennikarką.
Czarna Krowa biegnie po polu w poszukiwaniu kreta.
Niebieski Lis pędem przegania Czarną Krowę. Czarna Krowa na odchodnym pokazuje Lisowi język.
Lis jest głodny.
Scena II
Niebieski Lis skacze po polu w poszukiwaniu fioletowego jabłuszka. Niebieski Lis nie wie, że panuje zima.
Na pole wkracza Grizzly z dubeltówką. Niebieski Lis zauważa swój odwłok 3 metry dalej.
Scena III
Grizzly nie ma śrutu. Różowy Niedźwiedź płacze.
Z drzewa spełza wąż - pyta się o Lisa.
Grizzly idzie do piekła.
Scena IV
Wąż wraca na drzewo zrzucając na dół fioletowe jabłuszko.
Przybywa Kret w żółtych slipkach. Nadgryza jabłuszko. Zakłada firmę komputerową.
Kret zostaje oskarżony przez Czarną Krowę o plagiat. Zrozpaczony komponuje smutną piosenkę.
AKT II
Scena I
Czarna Krowa wygrywa proces. Kret popełnia samobójstwo dubeltówką Misia. Piosenka Kreta staje się hitem.
Młode pszczoły buntują się. Pszczelarze buntują się. Sprzedawcy buntują się.
Człowiek pobierający opłatę za stoiska na targu buntuje się.
Pszczoły demonstrują pod pałacem prezydenckim, domagając się podwyżek. Służba Zdrowia się dołącza.
W kraju wybuchają zamieszki. Prezydent się buntuje.
Scena II
Złotówka traci na wartości. W Europie zwiększa się inflacja. Następuje masowa migracja i exodus zwierząt…Więcej...
Linux
Kategoria: Felietony

Od niespełna sześciu lat regularnie czytam CD-Action, natomiast od roku używam Linuxa.
Ostatnio zacząłem zastanawiać się dlaczego na łamach pisma, chociażby w dziale publicystyka, nie pojawił się ani jeden, króciutki artykulik na temat tego jakże zacnego systemu operacyjnego. Tak więc idąc za namową mojej dziewczyny sam postanowiłem takowy artykuł nasmarować.
Linux kontra reszta świata
Historia Linuxa zaczęła się na początku lat 90. XX wieku, kiedy to młody Fin Linus Torvalds niezadowolony z panującego w tych czasach systemu DOS Microsoftu, postanowił napisać własny system operacyjny. Jego system od samego początku miał być oprogramowaniem wolnym, a w jego strukturę mógł mieć wkład każdy kto chciał. Dlatego też Torvalds zamieścił informację o swoim projekcie na jednym z forów hobbistycznych. Fin stworzył jednak samo jądro systemu, natomiast aby Linux stał się pełnoprawnym systemem wymagał jeszcze bibliotek, powłoki systemowej oraz kompilatora. Do tych niecnych celów użyto oprogramowania GNU opartego o licencję GPL, czyli licencję wolnego i otwartego oprogramowania.
Tak właśnie w wielkim skrócie powstał system operacyjny, który może poszczycić się oszałamiającą liczbą dystrybucji (odmian takich jak np. Ubuntu czy Debian). Z czasem Linux zrobił tak dużą furorę, że sam Bill Gates przestraszony jego popularnością miał powiedzieć, że ludzie odpowiedzialni za produkcje tego systemu to socjaliści którzy dążą do zniszczenia własności prywatnej.
Tyle tytułem wstępu.
Windows multimedialny i funkcjonalny?
Większość z Was używa systemu Microsoftu ponieważ jest ładny, prosty w obsłudze i co najważniejsze multimedialny – za jego pomocą…Więcej...
The Mighty Mighty Bosstones - The Magic of Youth
Kategoria: Muzyka - recenzje

Tym co można wymagać od The Mighty Mighty Bosstones to solidna porcja ska w dobrym wykonaniu. Dziewiąty album w karierze bostończyków, zatytułowany "The Magic of Youth" z całą pewnością wypełnia ten plan minimum.
Jednak zanim przejdę do poszczególnych utworów, od razu chciałam zaznaczyć, że osoby oczekujące jakiejkolwiek rewolucji srodze się zawiodą. Ba - nie jestem nawet w stanie powiedzieć, czy najnowszy album w jakikolwiek sposób ewoluuje pod względem poprzednich krążków. Jak na wstępie zaznaczyłam "The Magic of Youth" to porcja ska przeplatanej nieco innymi gatunkami - z całą pewnością połączenie to urozmaica nieco płytę, lecz nie zmienia to faktu, iż nie wyróżnia się zbytnio od konkurencji. Ale wracając już do utworów, to na płycie znajdziemy między innymi nawiązanie do punku, w kompozycjach takich jak rozpoczynający krążek "The Daylights", "The Package Store Petition", bądź bardzo przebojowy utwór tytułowy - "The Magic of Youth". Następnie mamy "Sunday Afternoons on Wisdom Ave" oraz "The Horseshoe and the Rabbit's Foot" będące typowymi dla bostońskiego zespołu kompozycjami, z charakterystycznym dla ska prześmiewczym tekstem. Przechodząc do kolejnego podgatunku na tej płycie: "Like a Shotgun", "The Upper Hand" to melodyjne, nieco zakrawające na indie rock kompozycje. Faktem jest, że bardzo szybko wpadają w ucho, lecz niestety podobnie szybko wylecą nam z głowy. Co do ostatniego na płycie "Open and Honest", to jest on nawiązaniem do wspomnianego przed chwilą "The Upper Hand". W tym wypadku słowo "inspiracja" jest użyte na wyrost, bowiem w tym nieco stonowanym utworze muzycy po prostu "pożyczają" fragment…Więcej...
