Menu główne

Kto jest online

Na forum jest 5 użytkowników :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 5 gości (oraz 0 botów)

Najwięcej użytkowników (18) było obecnych 23 Cze 2010, 21:15

Zarejestrowani użytkownicy: Brak zarejestrowanych użytkowników


Activity over the last 24 hours

New Posts 1 • New Topics 0 • New users 0


7 Users active over the last 24 hours: Hazardius, JollyRoger, Kakon, michael798, Ninjin, Pewien Gość, Ula

Legenda :: Administratorzy, Moderatorzy globalni

Ostatnie tematy na forum

Tekst polityczny
Kategoria: Felietony  

Postprzez Pewien Gość 25 Lip 2010, 20:08
Ocena:


Tak to już jakoś jest, że w polityce nigdy nic nie wychodzi. Ale zwykle wszelkie niepowodzenia są efektem bardziej lub mniej misternego planu, a nie ślepego losu. Jednego dnia mamy dwóch braci Kaczyńskich, a tu nagle zostaje tylko jeden. Jednego dnia bracia Kaczyńscy są najbardziej znienawidzonymi politykami w kraju, a tu nagle okazuje się, że kraj mimo wszystko pogrąża się w żałobie, gdy jeden z braci ginie.

Z pewnością przypominacie sobie te wszystkie superdowcipne żarty. Te same gazety, które przez większą część kwietnia ścigały się ze sobą, kto napisze wznioślejszą elegię na cześć zmarłego prezydenta (z litości nie wymieniam tytułów), jeszcze niedawno, również na wyścigi, publikowały na przemian zdjęcia Lecha i Jarosława w różnych głupich sytuacjach, pozach, minach.
Clou tych publikacji zwykle było niewyszukane: niski wzrost, skojarzenia z drobiem albo jakaś wpadka językowa. Zajmowały się tym nawet najpoważniejsze (czy raczej: aspirujące do miana najpoważniejszych) media. Po katastrofie nagle okazało się, że prasa jest w posiadaniu normalnych zdjęć pana prezydenta. I jakoś nikogo już nie śmieszył Irasiad. Wszyscy zgodnym chórkiem przyznali, że Lech wielkim mężem stanu był.

Tak, wiem. De mortuis... Żałoba jest żałobą i trudno oczekiwać, aby ktoś w imię swoich wcześniejszych poglądów politycznych teraz mówił: a w sumie to się cieszę, że ten samolot się rozbił. Fajnie by jednak było, gdyby ktoś z tych tłumów Polaków rzewnie opłakujących prezydenta popukał się w swoją zakutą pałę i doszedł do wniosku, że przez te ostatnie pięć lat trochę się był zapędził w…Więcej...

Komentarze: 2

Polityka polityką
Kategoria: Felietony  

Postprzez Fychan 25 Lip 2010, 19:34
Ocena:


Nigdy jakoś nie słuchałem z uwagą obietnic polityków. Ostatnio jednak zacząłem. Słucham tego co mówią i powiem szczerze, że jakby przy mnie ktoś tak bredził, to bym go z przyjemnością znokautował i wysłał na przymusowe leczenie psychiatryczne bez możliwości wypisania bez kagańca.

Wybory minęły. Było tak fajnie. Każdy uśmiechnięty, miły, grzeczny, potulny i aż słodki. Teraz co? Krzyże, wyścigi, obrzucanie się gównem, bo błotem tego nazwać nie można.

Krzyż sobie daruje, bo w religie nienawidzę się mieszać. Zostawiam to wszystko strapionym duszyczkom.

Jednak czemu nie zacząć od „ciała Prezydenta w błocie”? Tak, leżało sobie zupełnie tak samo jak reszta ciał ofiar. I Premier nie raczył biec tam z parasolką żeby sobie nad nim stać, tylko obściskiwał się z Putinem. Tusk pewnie w przekonaniu PiS-owców powinien czekać na lotnisku w Smoleńsku z parasolką i zaraz po katastrofie pójść i grzecznie sobie ustać nad ciałem Prezydenta. W końcu, jak już wyszło na jaw, to wina Prezesa Rady Ministrów., wiedział o tym wcześniej, to powinien przygotować się należycie. Logiczne!

Zostawmy to jednak, żeby skupić się na czymś innym. Mianowicie na rozmowach brat – brat. Zastanawia mnie, co jeden z braci powiedział drugiemu tuż przed katastrofą? Chwila! Rozmawiali!? Przez telefon!? Przecież takie urządzonka są chyba zabronione na pokładzie samolotu. Pewnie dlatego, że zakłócają dosyć skutecznie inne urządzonka, zwane „pokładowymi”. Czyżby to była przyczyna katastrofy!? No to bratobójstwo i wszystko jasne.

Pfff! To jeszcze nic. Przecież prezydent wrócić do…Więcej...

Komentarze: 0

Projekt Sigma
Kategoria: Twórczość - epika  

Postprzez mister155 25 Lip 2010, 19:04
Ocena:



Prolog
…W odpowiedzi na groźby, rząd Niemiec ostrzega, że w przypadku wystrzelenia rakiety z głowicą nuklearną, odpowie tym samym. Nieważne, kto to zrobi, lecz tym samym rozpocznie III wojnę światową. Świat staje na krawędzi kryzysu…
…Prezydent Rzeczpospolitej zaprzecza, że atak rakietowy miałby pochodzić z naszego kraju…
…Kiepską sytuację Polski komplikuje fakt, że to właściwie „most” między państwami Europy Wschodniej i Zachodniej, przez co właśnie my możemy być narażeni na atak…
…Został ujawniony czas do rozpoczęcia III wojny światowej. Do odpalenia pierwszej rakiety pozostały nam trzy dni. Trzy dni do końca znanego nam świata. Prawdopodobnie do końca życia na naszej planecie…
Media. Wszystko muszą skomplikować. Wszystko muszą podbarwić, naopowiadać bzdur, w które uwierzy większość ludzi.
W jednym się nie pomyliły. Zostało siedemdziesiąt dwie godziny do końca świata. Siedemdziesiąt dwie godziny do puenty, która nastąpi przez nas. Mieliśmy okazję powstrzymać gościa, który zdobył tę głowicę. Nie udało się.
Ale media nie wiedziały i nigdy nie dowiedzą się o jednym. Nie dowiedzą się, że na świecie istnieje pewna grupa ludzi z różnych agencji. Będą myśleć, że to wszystko pic na wodę, że jesteśmy skazani na śmierć, że nikt i nic nas nie uratuje. Jeśli nawet ktoś by im o tym doniósł, wyzywaliby go od idiotów. Przecież takie rzeczy istnieją tylko w książkach, filmach czy grach komputerowych. Ale nie w naszym świecie!
- Koniec świata… - wyszeptała moja mama, oglądając telewizję. Wszędzie były wiadomości, wszyscy mówili tylko…Więcej...

Komentarze: 0

Służba
Kategoria: Twórczość - epika  

Postprzez mister155 25 Lip 2010, 18:32
Ocena:


Prolog
To było w samym środku wakacji. Nie mam pamięci absolutnej i wiele mogłem zapomnieć, lecz postaram się opisać wszystko jak najdokładniej zdołam.
Mam piętnaście lat. Nie uważam się za wyjątkową osobę, po prostu zwyczajny, młody chłopak. Nie piję, nie palę, nie chodzę na imprezy. Nie jestem szczególnie towarzyski. Interesuję się komputerami, militariami i japońską kreską, lubię czytać książki przygodowe i sensacyjne. Swego czasu ćwiczyłem karate, jednak nie zdobyłem w tym wielkiej wprawy. Słucham rocka, czasami podchodzącego pod metal. Nie jestem niezwykły.
Była właśnie jakaś impreza rodzinna u mojego kuzyna. Muzyka grała głośno, wszyscy rozmawiali i śmiali się. Wyszedłem na dwór. Chciałem trochę się przewietrzyć. Z lewej strony usłyszałem krzyk. Może dwa metry przede mną leżała na ziemi dziewczyna. Wyglądała na kogoś w moim wieku, dość wysoka, brunetka z blond pasemkami i zielonymi oczyma. Ubrana w jakąś dżinsową kurtkę i długą do kolan spódnicę. Obok niej stali dwaj zamaskowani mężczyźni. Ich cele były wiadome na pierwszy rzut oka: chcieli zgwałcić nieszczęsną dziewczynę. Widać wbiegła tu, wołając o pomoc, a my nic nie słyszeliśmy przez muzykę. Wciąż nie zauważyli mojej obecności.
- Zostawcie ją! – wrzasnąłem. W moim głosie czuć było wyraźny gniew. Nie zwrócili na mnie większej uwagi. – Powiedziałem, żebyście ją zostawili, debile!
Zeskoczyłem ze schodów, które prowadziły do drzwi wejściowych. Moje wrzaski wciąż nie zwróciły ich większej uwagi. Popatrzyli się na mnie tylko, a w ich oczach dostrzegłem pogardę. Tego było za wiele. Bez uprzedzenia, ja,…Więcej...

Komentarze: 0

PES 2009
Kategoria: Gry - recenzje  

Postprzez Mikołaj Wyrzykowski 25 Lip 2010, 17:53
Ocena:


PES to znana gra dla fanów piłki nożnej, bowiem jest ona jej symulatorem. Od lat konkuruje z produktem od EA, czyli FIFA. Co roku starcie, można by powiedzieć, gigantów, wygrywa albo PES albo FIFA. W roku 2009 rządziła FIFA, lecz jej panowanie trwało tylko na konsolach nowej generacji. Dlaczego? A to dlatego, że na konsole jest ona po prostu bardziej dopracowana. Nie wiedzieć czemu, EA wypuściło jedną grę, tą samą, lecz zupełnie różniącą się od siebie na konsole i pecety.
Więc na komputer stacjonarnych, jak na razie, niepodzielnie rządzi PES. Dlatego też zakupiłem jego wersję z 2009 roku, która, zgodnie z moimi oczekiwaniami, naprawdę mi się spodobała.

Gra
Gra instaluje się dość szybko, dlatego prawie od razu po wyjęciu jej z pudełka można zacząć grać o mistrzostwo. Menu też jest bardzo ładne, choć po angielsku. Ale teraz czas na samą rozgrywkę. Otóż mamy do wyboru takie tryby gry:
Mecz towarzyski (exibithion)
Zostań legendą (become a legend)

Kampania ligowa (master league)
Liga Mistrzów (uefa champions league)
Legendy (legends)
Ligue/Cup (liga/puchar)
Gra sieciowa (network)
Training (trening)

Zdecydowanie podobają mi się dwa tryby gry, oczywiście nie licząc meczu towarzyskiego. Są to Master League i UEFA Champions League. Opiszę je, lecz najpierw zajmijmy się rozgrywką.
Sterowanie jest bardziej skomplikowane niż w FIFA, lecz, przynajmniej ja, bardzo szybko się do niego przyzwyczaiłem.
A więc czas zacząć mecz!

Od razu po usłyszeniu pierwszego gwizdka widać, że jest tu o wiele lepsza grafika niż w FIFIE. Wszystko…Więcej...

Komentarze: 1

GTA Vice City
Kategoria: Gry - recenzje  

Postprzez Spooky 20 Lip 2010, 21:52
Ocena:


5. VII. 1987 r.

Drogi Vladimirze,

Trudno mi w to uwierzyć, ale dokładnie dzisiaj mija okrągły rok, odkąd znalazłem się w tym niesłychanym, wciąż zadziwiającym Twojego przyjaciela mieście, jakim jest Vice City.

Zapewne nie muszę Ci przypominać okoliczności w jakich się tutaj znalazłem. Facet, już niemłody, po kilkunastu latach spędzonych w więzieniu, wychodzi na wolność. Niechętnie widziany w mieście, zostaje wysłany przez pracodawców do jakiegoś turystycznego kurortu na Florydzie.

Przyznaję, z początku nie podobał mi się ten zamysł. Jednak uwierz mi, niemal od wyjścia z pokładu samolotu, spotykały mnie rozmaite przygody. Nigdy wcześniej nie sądziłem, że tak ciekawie może się to wszystko potoczyć. W każdym razie, nie można tego wszystkiego opisać w liście – opowiem Ci o tym przy naszym najbliższym spotkaniu (oby jak najprędzej!). Wspomnę tylko, że przez te dobre kilkadziesiąt dni wytężonej pracy m.in. brałem udział w ekscytujących wyścigach ulicami miasta, dokonywałem różnego rodzaju zamachów, śledziłem podejrzane osoby, a nawet do swych zadań wykorzystywałem helikoptery czy też czołgi! Tak, wiem, brzmi niesłychanie. Ale tak było! Być może uznasz, że przez tutejszy klimat stałem się zbyt pewny siebie, ale myślę, że moje przygody, mogłyby posłużyć scenarzystom do jakiegoś wysokobudżetowego filmu akcji.

Poza wspomnianymi przygodami, spotkałem się także z nieprawdopodobnymi i nieoczekiwanymi zachowaniami ze strony ludzi. Wielu uważałem za przyjaciół, a wręcz towarzyszy broni, którzy okazywali się zdrajcami! Ale poza tymi podłymi tchórzami, na szczęście, spotkałem kilka naprawdę fantastycznych osób. Wspomnę tu np. pułkownika Corteza (ależ mi go…Więcej...

Komentarze: 4

Wiedźmin
Kategoria: Gry - recenzje  

Postprzez michael798 20 Lip 2010, 21:31
Ocena:


Wersja testowana: 1.5, Platforma: PC, język polski
Wydawca: CD Projekt, cena: 69,90 zł

W 2 lata i 6 miesięcy po premierze, na rok przed ukazaniem się sequela, po 3 krotnym przejściu gry, w tym raz na Flash Modzie pisze recenzję megahitu znad Wisły. Wiedźmin, bo o nim mowa pierwotnie miał się ukazać już w 2006 roku, niestety data wydania była wielokrotnie przesuwana. I tak 26 października Anno Domini 2007 po szeroko zakrojonej kampanii reklamowej gra trafia do sklepów, media huczą, bo o to w Nadwiślańskim państwie ukazuje się tytuł, który zdobywa ponad 100 prestiżowych nagród, między innymi: "Najlepsza gra na E3", "Empik Wydarzenie roku 2007", czy "Znak jakości CD-ACTION". Tak naprawdę jednak 26 października do sprzedaży trafiła zaawansowana wersja beta zawierająca sporo niewielkich niedoróbek, np. długie czasy ładowania, mała liczba modeli postaci, itp. Prawdziwa pozbawiona już niemalże wszystkich wad edycja rozszerzona ukazała się w niecały rok po premierze oryginału. I to ona jest zrecenzowana poniżej.

Nadchodzą trudne czasy. Trudne i niebezpieczne. Nadchodzi czas zmian. Przykro byłoby starzeć się w przekonaniu, że nie uczyniło się niczego, by zmiany, które nadchodzą, były zmianami na lepsze. Prawda?

Jak wiadomo Geralt [UWAGA SPOJLER] w ostatnim tomie sagi "Pani Jeziora" ponosi śmierć i trafia do mistycznej krainy Avalonu, znanej m.in. z legendy o królu Arturze(do której trafił sam…Więcej...

Komentarze: 10

Zwierciadło
Kategoria: Twórczość - epika  

Postprzez Mikołaj Wyrzykowski 20 Lip 2010, 21:09
Ocena:


Kiedyś, bardzo, bardzo dawno temu pewien król imieniem Krostar sprawiedliwie sprawował swe rządy w krainie Meldurgii. Zapewniał on swoim poddanym wszystko to, co było im potrzebne, pomagał biedakom i wysłuchiwał każdego, kto do niego przyszedł, nie ważne czy ze skargą lub pochwałą. Na kruczoczarnych włosach spoczywała korona wykonana ze szlachetnego metalu, zdobiona wieloma drogocennymi kamieniami. Zbroi nie nosił, ponieważ jeszcze nikt za jego panowania nie zaatakował Meldurgii. Krostar za to zawsze miał na sobie czerwony płaszcz, symbolizujący jego władzę. Płaszcz był spięty potężną, złotą broszką i sięgał mu aż do stóp, tam gdzie swój koniec miały ciemnoniebieskie, jedwabna spodnie. Króla wszyscy bardzo podziwiali, jednak bali się z nim spotykać, ponieważ był on niewiarygodnie brzydki i każdy, kto na niego spojrzał przemieniał się w kamień. Pomóc mu mogło jedynie magiczne lustro, znajdujące się w daleko położonej grocie zwącej się Dragnadrel. Lustro to potrafiło zdejmować z ludzi różne klątwy, jednak, jak głosiła legenda, bardzo trudno było się dostać do Dragnadrel, ponieważ wejścia strzegł potężny smok ziejący ogniem. Krostar zdecydował się mimo to na wyprawę po lustro, bo nie mógł już znieść tej samotności, w jakiej spędzał wszystkie swoje dotychczasowe dni. W tym celu kazał przygotować sobie latający powóz zaprzęgnięty w śnieżnobiałe jednorożce.

Wreszcie nadszedł ten dzień, w którym król mógł wyruszyć. Krostar zasiadł na wyściełanym fotelu w powozie i skinął na poddanego, dając sygnał do odjazdu . Jednorożce, coraz szybciej łopocąc skrzydłami, wzbijały się w podniebną przestrzeń, kierując pyski na wschód, w miejsce, gdzie leżała magiczna…Więcej...

Komentarze: 5

Marzenia i koszmary, S. King
Kategoria: Książka - recenzje  

Postprzez Fenrir 20 Lip 2010, 21:02
Ocena:


Wszystkim wielbicielom literatury, szczególnie tej z gatunku horroru, Stephena Kinga nie trzeba przedstawiać. Mistrz grozy, jednak w tym zbiorze opowiadań mistrz nie jest w formie…
To nie znaczy, że jest źle. Przytoczę słowa z innego zbioru opowiadań, który miałem okazję przeczytać (Niech żyje Polska! HURA! Tom 1 i 2): „zbiory opowiadań są jak pudełko czekoladek. Każdy znajdzie coś dla siebie”.
I owszem – znajdziemy tu aż 25 opowiadań, ale jako subiektywny recenzent powiem od razu: niektóre prezentowały wręcz żenujący poziom, co autorowi takiemu jak King najzwyczajniej nie przystoi.
A w samych opowiadaniach znajdziemy multum nawiązań. Znajdziemy tu nawet Cthulhu, (wielbiciele twórczości Lovecrafta wiedzą czym jest to stworzenie), w którym świetnie oddano nastrój grozy. Szczególnie polecam fragment z ulicą – jak dla mnie ta zmiana nazwy jest niezapomniana.
Kolejne opowiadanie, które szczególnie zapadło mi w pamięć „Popsy”. Tytuł bardzo niepozorny, jednak niesamowicie oddany. Nie będę jednak zdradzał fabuły, to trzeba przeczytać samemu.
Inne opowiadanie to „Gryziszczęka”. Może nie emanuje grozą, jednak bardzo dobrze oddaje strach przed przedmiotami. Kto wie, czy ta gumowa zabawka zaraz nie zacznie żyć własnym życiem?

Tytuł: Marzenia i koszmary
Autor: Stephen King
Wydawca: Albatros
Rok wydania: 2009
Stron: 752
Ocena: 8/10

Komentarze: 0

LittleBigPlanet
Kategoria: Gry - recenzje  

Postprzez Gregorius 10 Lip 2010, 13:37
Ocena:


LittleBigPlanet - tytuł, który powinien kojarzyć się każdemu graczowi i to bez zależności od platformy, na jakiej się bawi. Ta gra może wydawać się zwykłą platformówką, lecz pewnie każdy, kto miał okazję w nią zagrać za takową jej nie uważa. Czasem gry, które wydają się być „proste” i z początku nie przyciągać, mogą być nawet ładniejsze, dające więcej radości niż tytuły opracowywane przez wielkie studia i po kilku godzinach gry odkładane na półki. LittleBigPlanet zaliczamy do tego pierwszego gatunku gier, opuszczając słowa „mogą z początku nie przyciągać”. Jest to gra, która każdego, kto miał z nią styczność ujmie za serce swym urokiem, nie tylko podczas przechodzenia poziomów, lecz także przy tworzeniu własnych leveli.

Rozgrywka
Mamy tu okazję posterować Sackboyem, czyli po prostu szmacianką, którą biegamy po lokacjach, mając za zadanie zebrać jak najwięcej punktów i bonusów, dostając się do prawego końca planszy. Brzmi, jakby była to gra dla dzieci, lecz wcale taką nie jest, a przejście całego poziomu przy zebranych wszystkich bonusach wcale nie jest takie proste! Tutaj należy też wspomnieć, że LittleBigPlanet zrealizowano w grafice 2,5D, dzięki czemu możemy się przemieszczać na pierwszy i drugi plan planszy. Wrażenia, myślę, że nie tylko moje, przy przechodzeniu kolejnych poziomów są naprawdę fantastyczne, właśnie dzięki nietypowym rozwiązaniom i powrocie do przeszłości, jakże urozmaiconym i upiększonym. A całą śmietankę tej produkcji dostaniemy w swoje łapki dopiero w rozbudowanym edytorze!

Tworzenie
I tu właśnie nastał czas dla graczy z wyobraźnią, którzy chcieliby przelać jej…Więcej...

Komentarze: 3

Czeluść
Kategoria: Twórczość - epika  

Postprzez Fenrir 10 Lip 2010, 12:35
Ocena:


[Od autora: Oderwałem się od mojej powieści, by napisać coś lekkiego. Poniższe opowiadanie inspirowane jest „Workiem kości” Stephena Kinga. Nie jest to nic specjalnego, jeśli ktoś jednak lubi opowiadanka w takim klimacie, to może przeczytać.]


Koła samochodu leniwie toczyły się po dziurawej nawierzchni drogi. Niewielkie drzewa rosły rzędami po obu stronach drogi prowadzącej do niewielkiej mieściny na południu Polski. Tak niewielkiej, że nie doczekała się ona nawet własnej nazwy. Po raz kolejny spojrzałem na wskazania GPS-u, który uparcie nakazywał mi dalszą jazdę. Bałem się jednego – byleby nie stracić zawieszenia, co było jednak zbyt prawdopodobne w tych warunkach.
Wymruczałem pod nosem kilka obelg pod adresem administracji drogi. Przez chwilę patrzyłem z niepokojem na wyświetlacz nawigacji – zaczął mrugać, w poszukiwani sygnału. Jedyne czego mi brakowało, to zgubienie sygnału w tej głuszy, bez żadnego zalążka cywilizacji!
Moja narzeczona, Katarzyna, zaczęła mruczeć coś pod nosem, mimo że spała. Zastanawiałem się, jakim cudem udaje jej się to na tych wertepach. Na tę chwilę pozostawało to jej słodką tajemnicą. Delikatnie odgarnąłem kosmyk jej długich, ciemnych włosów, opadających na podłużną twarz. Kolejna dziura, tym razem głębsza niż pozostałe, skutecznie wyrwała mnie ze sfery marzeń, a ja sam musiałem wrócić do szarej rzeczywistości. Przez kilka sekund z niepokojem nasłuchiwałem odgłosów auta, mając przed oczami obraz zniszczeń wywołanych przez tak niespodziewany wstrząs. Kaśka podniosła powieki, po czym popatrzyła na mnie swoimi niebieskimi oczami.
- Nieźle nas wpakowałeś z tym spadkiem. – uśmiechnęła się znacząco.…Więcej...

Komentarze: 3

Żywioł ognia, M. Wells
Kategoria: Książka - recenzje  

Postprzez Fenrir 10 Lip 2010, 11:49
Ocena:


Poznajcie Thomasa Bonifacy, dowódcę Gwardii Królowej. Mężczyznę przystojnego, a także elokwentnego i zabójczo niebezpiecznego.

Thomasa poznajemy przy okazji szturmu na dom pewnego maga. Gwardziści porwali się na nie lada zadanie, bo jak wiadomo, magowie słyną nie z tego, że potrafią ładnie ruszać palcami, ale z magii, i co się z tym wiąże, różnorodnych pułapek którymi upodobali sobie obstawiać swoje domostwa. A wszystko po to, by wydobyć z pułapki Dubella, młodego czarnoksiężnika.

Jednak co zrobić, gdy pistolety zawodzą (mamy do czynienia ze światem techniki i magii). Pech chciał, że pułapki były wyjątkowo złośliwe, toteż cała akcja, mimo sukcesu, zakończyła się nad wyraz efektownymi fajerwerkami oraz tematem do długich rozmów mieszkańców na temat skuteczności gwardzistów.

Thomas wplątuje się w coraz bardziej zawiłe intrygi. Pojawienie się na zamku nieślubnej córki króla to tylko wierzchołek góry lodowej. Po drodze napotkamy m.in. próbę objęcia władzy, kolejną próbę pogrążenia kraju w chaosu, otwarcie portalu prowadzącego do świata demonów, nie wspominając o licznych momentach, gdy Thomas mógłby zacząć pisać testament. Mimo to kapitan straży cały czas wychodzi zwycięsko z opresji.

Książka pisana jest przystępnym językiem. Może nie powala oryginalnością, ale da się to przeżuć jako kawałek strawnego fantasy.

Tytuł: Żywioł ognia
Autor: Martha Wells
Wydawca: Dom wydawniczy Rebis
Rok wydania: 1999
Stron: 422
Ocena: 7/10

Komentarze: 1

Miasteczko Salem, S. King
Kategoria: Książka - recenzje  

Postprzez Fenrir 10 Lip 2010, 11:42
Ocena:


Nazwanie tej książki arcydziełem to wręcz ujma na jej wartości. Po raz pierwszy spotykam się z horrorem na takim poziomie, na dodatek książkowym. Z pozoru mamy banalną historię o wampirach. Jednak Stephen King udowodnił, że nawet zwykłą bajkę dla dzieci można przeinaczyć w pełnoprawny horror, przy którym rozglądacie się nerwowo po pokoju, szczególnie często zerkając w kierunku okna, czy nie unosi się za nim coś, czego nie powinno tam być.

Mogłoby się zdawać, że Salem to leniwe miasteczko, gdzie nie dzieje się nic ważnego. Może i tak było, ale do czasu, gdy do miasteczka przybyła para dwóch starszych biznesmenów. Od tamtego czasu zaczęły się dziać niewyjaśnione zjawiska.

Pierwszą ofiarą był miejscowy chłopiec, który zginął w lesie w tajemniczych okolicznościach. Jego towarzysz umiera niedługo po tym na białaczkę. Nie wiadomo, skąd wzięła się u niego choroba. Wkrótce potem w niesamowicie tajemniczych okolicznościach umiera grabarz, który grzebał chłopca. Jego przyjaciel, który nocował go w domu, słyszy głosy i kroki w jego pokoju, jednak boi się poruszyć. Pętla strachu zaciska się, każdy może być następną ofiarą.

Gdy zagrożenie pokazuje swoje oblicze, jest już za późno – prawie wszyscy mieszkańcy zostali pogryzieni, co automatycznie równa się przemianie w krwiopijcę.

Ojciec Callahan, Ben i Mark muszą powstrzymać wampiry za wszelką cenę. Jednak nie wszyscy z nich przeżyją. Czas ucieka, z każdym dniem w miasteczku przybywa wampirów. Czy zdołają sprostać wyzwaniu?

Komentarze: 3

Fable: Zapomniane opowieści
Kategoria: Gry - recenzje  

Postprzez kamiltt33 10 Lip 2010, 11:27
Ocena:


Dzień dobry, witam wszystkich zainteresowanych historią. Dzisiejszy wykład będzie o epoce zwanej średniowieczem. Nie będzie to jednak opowieść o tych wiekach średnich, które znacie z lekcji historii w szkole. Będzie to opowieść, jak wieki średnie wyglądały naprawdę…

DZIECKO
Wszystko to, o czym wam teraz opowiem, zostało zawarte w pewnej bardzo starej księdze, która nosi tytuł „Fable”. Księga ta była przez wiele lat niedostępna dla zwykłych ludzi, oficjalnie wydano ją dopiero w 2004 roku. Jej autorem jest niejaki Peter Molyenux.
Wszyscy wiemy, jaki jest oficjalny obraz średniowiecza – epidemie, bezsensowne wojny, ogólna ciemnota, itp. Może faktycznie tak wtedy było, – kto to wie? Muszę wam jednak powiedzieć, że istniała wtedy pewna kraina, zwana królestwem Albionu, w której średniowiecze przebiegało trochę inaczej – było bardziej wesołe, kolorowe ( a może i wręcz baśniowe), no i niestety, było też dość niebezpieczne. A wszystko to za sprawą narodzin pewnego dziecka – bohatera…

CHŁOPIEC
Pewnego dnia w królestwie Albionu urodził się pewien chłopiec, który na pozór niczym szczególnym się nie wyróżniał od innych dzieci, który to jednak za sprawą dziwnych wydarzeń trafił do Gildii Bohaterów. Chłopiec ten pierwsze lata swego życia spędził na zabawie, dopiero później, i z własnej zresztą woli, zaczął trenować sztukę walki, i umiejętność rzucania różnych zaklęć. Młodzieniec szybko rósł, błyskawicznie uczył się nowych rzeczy. Całe swoje życie spędził na wykonywaniu zadań, które zlecała mu Gildia. Często też narażał dla niej życie. Nie robił tego oczywiście za darmo – w miarę, jak…Więcej...

Komentarze: 2

Spadkobiercy kryształu, Ł. Staniszewski - rozdziały 13-16
Kategoria: Twórczość - epika  

Postprzez garnithron 04 Lip 2010, 14:48
Ocena:


[poprzednie rozdziały znajdziesz na karcie użytkownika]

Rozdział 13

Widział Lomakas z pewnej wysokości. Panorama miasta coraz szybciej zaczęła przypominać jeden, zbity fragment terenu, stwarzając iluzję nieregularnej figury geometrycznej. Warstwa chmur powstałych z kłębów gazów wyrzucanych z maszynerii chłodniczej powoli stapiała się z gorącą atmosferą planety. Jedyne większe osiedle opasane zasłoną gazowych chmur, znikało pośród spieczonych, dawno wymarłych ziem.
― Wiem, co sobie myślisz, Xentorze. ― Thorne usiadł na fotelu obok w przedziale pasażerskim.
― Wątpię ― odparł Nurdo. Wciąż patrzył na czerwonawą powierzchnię, teraz już niemal jednorodną, jakby pomalowaną tą samą farbą. Poczuł lekkie drgania, gdy statek przechodził przez pierwsze warstwy atmosferycznych chmur.
― Wyglądasz tak, jakbyś z żalem opuszczał to miejsce, choć wiem, że jest odwrotnie.
― Swoje zdanie o tej planecie wyraziłem już asystentowi. Nie sądzę byś był z tej wypowiedzi zadowolony. ― Xentor wstał z fotela i zaczął odpinać elementy zbroi wzmacniającej. Najpierw zdjął wielki napierśnik połączony maszynowymi stawami z naramiennikami. Thorne słyszał przy tym cichy, elektroniczny syk, niepalatynowych komponentów.
Byli sami w tylnej części statku. Pozostali Harponici przybywali w pomieszczeniu na przedzie, zaraz przed fotelami sterowniczymi; Nurdo widział ich krzątające się postacie. Doomer i Braxter dyskutowali nad czymś, ale tematu ich rozmowy mógł się jedynie domyślać. Rush na chwilę do nich dołączył, by zaraz zniknąć w dolnym pokładzie.
Nigdzie nie widział Lanceforda. Już chciał zapytać Thorne`a, czy aby złotowłosy Harponita nie zrezygnował w…Więcej...

Komentarze: 3

Zaloguj się

Nazwa użytkownika:

Hasło:


Pamiętaj mnie
Ukryj mnie

Zarejestruj się

Nowe komentarze (Articles)

Statystyki

Wszystkich postów: 811
Wszystkich tematów: 227
Wszystkich użytkowników: 67
Ostatnio zarejestrowany: Dudek
cron