Kto jest online

Na forum jest 8 użytkowników :: 0 zarejestrowanych, 0 ukrytych i 7 gości (oraz 1 botów)

Najwięcej użytkowników (28) było obecnych 26 Lis 2010, 16:38

Zarejestrowani użytkownicy: Brak zarejestrowanych użytkowników


Aktywność użytkowników w ciągu ostatnich 24 godzin

Nowych postów 25 • Nowych wątków 5 • Nowych użytkowników 2


18 użytkowników aktywnych w ciągu ostatniej doby: _MD_, Biafra, Clippidlikify, Donald, DoxtraduS, Dźastin, elay, exol, FeannaFuego, Franek, Gregorius, JollyRoger, mister155, Obywatel, Pewien Gość, Qba, Vazurel, venom

Legenda :: Administratorzy, Moderatorzy globalni, Redaktorzy

Ostatnie posty na forum


My wszyscy, zmartwychwstali…
Kategoria: Twórczość - epika  

Postprzez Zygomir Wczoraj, 14:43
Ocena:


„I ujrzałem umarłych - wielkich i małych - stojących przed tronem,
a otwarto księgi. I inną księgę otwarto, która jest księgą życia”
[Obj] 20:12

Od paru dni coś wisiało w powietrzu, jakaś niesamowita groza, która nie pozwalała zasnąć. Nie wszystko da się określić, nie zawsze istnieje przepis na spójny opis jakiegoś zjawiska, a wówczas człowiek staje się szczególnie niespokojny – ludzie nie lubią sytuacji, w których nie potrafią nazwać własnych odczuć, niepokojów, stanów emocjonalnych. Każdy znajduje własny sposób na rozwianie wszelkich niuansów związanych z tzw. bólem istnienia – jednym z takich sposobów jest alkohol.
Mariusz siedział właśnie w Podziemiu nad trzecim piwem i starał się zbyt wiele nie myśleć. Nie miał ochoty na powrót do domu, do żony i dzieci – wszystko to zaczęło go już od pewnego czasu męczyć. Wolał więc po pracy zaglądać do knajp i przepuszczać ciężko zarobione pieniądze na papierosy i alkohol, ryzykując jednocześnie złapanie opinii alkoholika, bądź menela. Nikt normalny przecież nie przesiaduje sam w pubie – czym innym jest alkoholizować się ze znajomymi, a czym innym upijać się w samotności. Tym bardziej, gdy ma się rodzinę, do której należałoby kiedyś jednak wrócić. Ale być może rzeczywiście stawał się alkoholikiem. Wprawdzie jak dotąd rozdzielał picie i pracę, lecz coraz częściej myślał, że mógłby sobie zrobić „dzień wolny”. To co jednak najbardziej go w tym wszystkim przerażało, to fakt iż nie miał zupełnie pojęcia co nim powoduje. Żaden kryzys wieku średniego, żona nie jest upierdliwa, dzieci w miarę jak na…Więcej...

Komentarze: 1

Parę spraw organizacyjnych
Kategoria: Administracyjne  

Postprzez Gregorius 26 Sty 2012, 17:40
Ocena:


Hejka!
Nawarstwiło się trochę spraw organizacyjnych, z których wypada się wytłumaczyć tudzież część rzeczy wyjaśnić. Jak zauważyliście, po dłuższej przerwie stronę zaczął ogarniać DoxtraduS, który będzie mi pomagał w tej materii. Powitać na pokładzie! :)

Druga sprawa - znalazłem sponsora dla serwera AM, więc o to nie musimy się martwić. Serwer w zasadzie będzie opłacony przez następne lata, będziemy się musieli tylko podzielić transferem z inną, firmową witryną, która - myślę - nie będzie nas zbytnio obciążać.

Trzecia sprawa, chyba najprzyjemniejsza. Od numeru, który znalazł się na płycie bieżącego numeru AM wprowadziłem instytucję tekstu miesiąca. Taki wybrany z tych czy innych względów tekst będzie co miesiąc nagradzany niespodzianką - jak najbardziej materialną, wysyłaną na adres podany przez nagrodzonego. W ostatnim numerze szczególnie przypadł mi do gustu artykuł zatytułowany "Słowacki wielkim poetą był!!!" - autorkę proszę o kontakt i podrzucenie adresu.

No i w końcu: opracowałem na potrzeby layoutu metryczkę z oceną, plusami i minusami, a także konkretami. Jak to wygląda - możecie zobaczyć w ostatnich numerach, w dziale Download chociażby. Byłoby miło, gdybyście zrobili z tego użytek i w Waszych testach nie brakowało tych elementów.

Zasadniczo to tyle. Aha, jeszcze jedno - przepraszam, że ostatnio byłem taką pierdołą, jeśli chodzi o stronę i AM. Przyznaję, zaniedbałem AM. Po raz któryś z rzędu obiecuję poprawę - mam nadzieję, że tym razem autentyczną. :)

Jeśli macie pomysły, co można zmienić w layoucie PDF-a, myślicie, że brakuje czegoś - piszcie.

Komentarze: 7

Nam strzelać nie kazano
Kategoria: Twórczość - epika  

Postprzez Redaktor 25 Sty 2012, 18:28
Ocena:


Autor: Bablim

John Supernowak był w istocie Polakiem statystycznym. I wierzcie mi: nie było sondażu, w którym nasz przeciętniak wyłamywałby się z tego schematu choćby o jotę. Ba, nawet zmiana imienia na bardziej anglosaskie na niewiele się zdała – była to w końcu ogólnokrajowa moda, a kto nie chciał być gull lub sucker, ten czym prędzej wybierał sobie jakieś uroczo brzmiące, coolerskie Michael, George albo i Dick. No chyba, że już się z takim szlachetnym przydomkiem narodził. Anonimowość pochłaniała więc Supernowaka bez reszty, lecz wcale jej nie pragnął. Przeciwnie, prawdę mówiąc, miał już tego wszystkiego serdecznie dość. Oczywiście, im bardziej się starał, im mocniej zaciskał pięści i pożółkłe trzonowce, tym bardziej był statystyczny.

Dni mijały, kwantomierz obwieścił z niedającą się przewidzieć euforią XXIII wiek, a John zgodnie z największym kwantowym prawdopodobieństwem obejrzał holograficzny pokaz fajerwerków, ziewnął na koniec i, nie czekając na finał koncertu, posuwistym krokiem udał się do teleportu. Był zniesmaczony do granic. Nawet ogniste pląsy silikonowej Katody nie robiły już na nim wrażenia. Ileż jeszcze stuleci, do pioruna, przyjdzie mu się borykać z taką przeciętnością?

Kokony Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Świetlnej ustawione były w schludnych rządkach, a ich wnętrza sprawiały wrażenie ciepłych i przytulnych, szczególnie, że na zewnątrz temperatura oscylowała w granicach zera absolutnego. Nie dziwi więc, że wszyscy od dawna trzymali kciuki za efekt cieplarniany. John natchniony wspomnieniem wygodnej sofy i beztroskiej drzemki przyspieszył kroku i natychmiast wcisnął zieloną strzałkę kabiny. Wciąż jednak rozmyślał o swoim marnym…Więcej...

Komentarze: 0

Kasabian - Velociraptor
Kategoria: Muzyka - recenzje  

Postprzez JollyRoger 24 Sty 2012, 07:37
Ocena:



Szukając nowości i mając na myśli melodyczny indie rock, miałam na myśli najnowsze dzieło Coldplay "Mylo Xyloto". Jak się póżniej okazało otrzymałam jedynie pop krążek średniej jakości, co zmusiło mnie do dalszego poszukiwania. I na całe szczęście, bo trafiłam na Kasabiana i "Velociraptor!".

Wstęp "Let's Roll Just Like We Used To" nastawiał na meksykańską fiestę, lecz cały utwór opiera się na arabskich motywach przeplatanych bluesowym tematem głównym. "Days Are Forgotten" to natomiast esensja Kasabian, czyli chwytliwy gitarowy riff z bardzo rytmicznym podkładem i odrobiną pozytywnego zakręcenia. Utwór od pierwszych sekund wpada w ucho i pozostaje w pamięci przez długi czas. Następnie zespół raczy nas dwiema balladami w swoim melodyjnym wydaniu tj "Goodbye Kiss" i "La Fee Verte", aby następnie przejść do genialnego utworu tytułowego - "Velociraptor!". Da się w nim momentami usłyszeć inspiracje meksykańskim folklorem, zresztą łatwo zauważyć, że cała płyta jest aranżacyjnie "meksykańska". Jedyne co może przeszkadzać w tym utworze to fakt, iż trwa niecałe 3 minuty. Na płycie znajdziemy też jeszcze nieco orientalne, nieco inspirowane twórczością The Beatles "Acid Turkish Bath (Shelter From The Storm)", elektroniczną, stonowaną wersję piosenki przyjaznej radiu, czyli "I Hear Voices", a
następnie świetne "Re-Wired", czyli zabójcze partie basu, gdzie wstawka przed refrenem zakrawa o majstersztyk. "Man Of Simple Pleasures" - spokojna 4 minutowa indie rockowa kompozycja bazująca na meksykańskim gitarowym riffie, bądź podobnie jak w "Acid Turkish Bath" orientalnych motywach. "Switchblade Smiles" to zaraz po "Velociraptor!" drugi genialny numer na płycie. Sam początek zdradza, że możemy…Więcej...

Komentarze: 0

Young Statues- Young Statues
Kategoria: Muzyka - recenzje  

Postprzez JollyRoger 24 Sty 2012, 07:34
Ocena:



Jaki jest patent na stworzenie dobrego indie rockowego zespołu? W przypadku Young Statues był nim spontaniczny wyjazd do Aten, który to zapoczątkował prace nad debiutanckim albumem o takim samym tytule.

Pierwsze dwa utwory "Spacism" i "Athens" to bardzo melodyjne kompozycje, przywodzące nieco na myśl zespoły takie jak Death Cab for Cutie, bądź Coldplay. Szczególnie przewodni motyw gitary w "Athens" do złudzenia przypomina Colplay'owskie "Charlie Brown". "Half Ligh"t to natomiast piosenka przypominająca dokonania Arcade fire z płyty "The Suburbs", zresztą nie tylko ze względu na tytuł. "Bumble Bee" nawiązujące do radosnej melodyjności Doves czy Counting Crows, wyróżniający się oszczędnymi, lecz ciekawie zaaranżowanymi motywami w przejściach. Delikatne chórki, spokojny motyw przewodni gitary oraz pobrzmiewające w tle syntezatory czynią z "Losing A Friend" kolejną dobrą balladę na krążku. Utwór tytułowy "Young Statues" jest trochę połączeniem pop punkowości z rockową energią. Piosenka może przypominać nieco dokonania The All-American Rejects, czy The Red Jumpsuit Apparatus poprzez charakterystyczny styl śpiewania wokalisty Carmen'a Cirignano, będącego jednocześnie autorem całego materiału na longplayu. W "We Trusted Everything Enough" warto zwrócić szczególnie uwagę na ciekawą aranżację partii gitarowych, którym wtórują chórki oraz delikatne tło syntezatorów. "Keep It Dark" to natomiast utwór odznaczający się silniej zaakcentowanymi przejściami oraz wyszczególnioną rolą perkusji. Na krążku znajdziemy jeszcze "Pretty Girls Make Raves" do której najbardziej pasuje łatka indie rockowej kompozycji. Beztroska, melodyczna, przeplatana gdzieniegdzie partiami gitar, czy chórków. Jeden z lepszych utworów na płycie. "Your Seasons Stay The Same" to zaś żywiołowa pop punkowa propozycja , przeplatana krótkimi…Więcej...

Komentarze: 0

Thee Oh Sees - Carrion Crawler The Dream
Kategoria: Muzyka - recenzje  

Postprzez JollyRoger 22 Sty 2012, 16:25
Ocena:



Za niekwestionowanych królów rock'n'rolla dzisiejszych czasów uważałam do niedawna Kings of Leon. Zespół jednak swoimi ostatnimi dokonaniami odpływa w szeroko pojętą alternatywę, co zmusiło mnie do weryfikacji mojej opinii. Tak oto trafiłam na grupę ze słonecznej Kalifornii - Thee Oh Sees, z ich drugą w tym roku płytą "Carrion Crawler/The Dream".

Pierwszy z dwóch numerów tytułowych "Carrion Crawler" tylko z początku wydaje się mieć nieco alternatywną formę, w rzeczywistości to bardzo solidny kawał rock and rolla lat 80-tych w świetnym wydaniu. O ile jednak kompozycja jest doskonałym przykładem tego, czego można się spodziewać na trzynastym krążku grupy z San Francisco, to już utwór następny tj. "Contraption/Soul Desert" jest całkowitą esencją rocka. Strasznie żywiołowy, ciężko podczas słuchania nie wybijać nogą rytmu. Ciekawe partie wokalne, genialne motywy zarówno gitar, perkusji jak i basu czynią z tej 5 minutowej piosenki prawdziwą imprezową bombę. Na całe szczęście następna kompozycja "Robber Barons" - o ile nadal znajdująca się w kanonach rocka, o tyle jako nieco bardziej stonowany utwór pozwala ochłonąć przed wysłuchaniem reszty materiału na krążku. "Chem-Farmer" jest pierwszym instrumentalnym numerem na albumie. Uwypuklono znacznie rolę basu i perkusji, wprowadzono też partie syntezatorów na tło, a całości dopełnia gitara wygrywająca minimalistyczne, lecz dobrze pasujące aranżacyjne partie. Po nim następuje, krótkie bo zaledwie półtoraminutowe, rockowe interludium "Opposition", by następnie przejść do najdłuższej - bo aż 7 minutowej, tytułowej kompozycji na płycie "The Dream". Uwydatniono tutaj rolę chórków, lecz nie są one w stanie zwieść słuchacza od rzeczywistego wymiaru utworu. To…Więcej...

Komentarze: 0

Cass McCombs - Humor Risk
Kategoria: Muzyka - recenzje  

Postprzez JollyRoger 22 Sty 2012, 16:21
Ocena:



Jesień z tą swoją charakterystyczną chandrą to okres obfitujący w folkowe premiery. Cass McCombs zdaje się tylko potwierdzać tą tezę prezentując nam kolejne LP w swojej karierze zatytułowany "Humor Risk", będący jednocześnie mniej mroczną kontynuacją swojej poprzedniczki "Wit’s End".

Pierwszy utwór na liście "Love Thine Enemy" to indie rockowa kompozycja z basowo-gitarowym groov'em. Dalej mamy nastrojową balladę "The Living Word" i nieco podobne aranżacyjnie do pierwszego utworu "The Same Thing". Końcówka wspomnianej kompozycji to natomiast zaczerpnięcie motywów śródziemnomorskich, o czym przypominają lekkie partie gitary dodające piosence uroku. Dalej Cass McCombs serwuje słuchaczowi zabawę słowem w "Meet Me At the Mannequin Gallery". Na krążku znajdziemy także najdłuższy, bo aż 8 - minutowy, indie rockowy eksperyment, zresztą bardzo przyzwoity - "Mystery Mail", nieco letargiczne "To Every Man His Chimera", bądź typową folkową kompozycję w gitarą w roli głównej - "Robin Egg Blue". Na zakończenie krążka pozostaje nam natomiast utwór "Mariah", będący typową balladą w stylu Cass'a McComba. Stonowany z często występującymi, aczkolwiek skromnymi chórkami, aranżacyjnie jakby pochodzący z czasów świetności płyt winylowych.
Mimo, iż cała płyta zdaje się być podzielona na utwory typowo inspirowane folkiem i jego odmianami, a także melodyjnym indie rockiem, to kompozycje stoją na całkiem dobrym poziomie. W sam raz na jesienny spacer.

INFO
Cass McCombs - "Humor Risk"
Data premiery - 8 listopada 2011
Czas trwania: - 41:06

UTWORY:
1 - Love Thine Enemy
2 - The Living Word
3 - The Same Thing
4 - To Every Man His…Więcej...

Komentarze: 0

Coldplay - Mylo Xyloto
Kategoria: Muzyka - recenzje  

Postprzez JollyRoger 22 Sty 2012, 10:56
Ocena:



"Cześć wszystkim. Skończyliśmy nową płytę, nosi tytuł "Mylo Xyloto" i wychodzi 24 października." Tymi słowami grupa Coldplay zdążyła jednocześnie wprowadzić zamieszanie w świecie muzycznym, jak i je zażegnać. Bowiem od ostatniego dzieła tej popularnej grupy minęły przeszło 3 lata, podczas których wielu zastanawiało się, czy wyspiarze będą w stanie nie tyle powielić, co przebić swoje ostatnie dokonania. I uprzedzając wszelkie pytania zespół dodał: "Wymawia się "MY-lo Zy-letoe" (maileu zaileteu)", nie wyjaśniając jednak, co te słowa znaczą.

Panów z Coldplay nie trzeba nikomu przedstawiać. 4 świetne płyty ustawiły ich na muzycznym piedestale XXI wieku, z którego nie zamierzają schodzić. W szczególności poprzednią płytą: "Viva la Vida, or Death and All His Friends", przyjętą gorąco zarówno przez fanów jak i krytyków, wyspiarze ustawili sobie poprzeczkę bardzo wysoko.
Najnowszy - 5 studyjny album i jego premiera wprowadziły spory chaos w mass mediach, a to za sprawą słów frontmana - Chrisa Martina, który stwierdził iż nie wie, czy zespół będzie w stanie jeszcze coś stworzyć: "Zawsze czuję, że każda płyta jest naszą ostatnią, ale w tym momencie jestem na etapie, gdy naprawdę to mam na myśli". Panika wśród fanów została zażegnana, gdy Martin sprostował, iż te słowa użyte były jedynie w stosunku do ich najnowszego dzieła. Bowiem jak twierdzi: "Po prostu nie mogę sobie wyobrazić, jak moglibyśmy zrobić następny album, skoro włożyliśmy wszystko w ten. Jest on o miłości, uzależnieniu, nerwicy natręctw, ucieczce i pracy dla kogoś, kogo nie lubisz. To przysłonięta cienką zasłoną…Więcej...

Komentarze: 0

Nosowska - 8
Kategoria: Muzyka - recenzje  

Postprzez JollyRoger 22 Sty 2012, 10:51
Ocena:



Najnowszy, szósty solowy krążek Katarzyny Nosowskiej można określić na wiele sposobów. Awangardowy, klasyczny, akustyczny, synth-popowy, elektroniczny. I tak na prawdę każde z tych określeń oddaje po części, czym tak na prawdę jest album "8". Bo ponad wszystko jest to płyta eksperymentalna.

Pierwszy utwór na płycie - "Rozszczep" totak na prawdę intro do całej płyty - nieco filmowe, gdzie główną rolę grają partie skrzypiec i delkatne tło wykonywane przez dzwonki. "Daj Spać!" to natomiast fortepianowy rytm zapadający łatwo w pamięć, plus różne dobrze zaaranżowane przeskadzajki (saksofon barytonowy) i głos Nosowskiej w nieco ostrzejszej wersji. Dodać należy przejście rodem z jakiegoś starego horroru i poetycki tekst o życiu, aby otrzymać piosenkę wartą uwagi. Dalej "Polska" - bardzo przyjemne, autotematyczne 2 minutowe interludium , które występuje bezpośrednio przed "Nomadą", czyli singlem z tego krążka. Wiele osób opowiada się za tym, że intro tego utworu, czyli wstawka na pianinie i wybijany rytm, a także elektroniczne wstawki pod koniec, gdzie przoduje chór przypominają dział Toma Yorka i jego kolegów z zespołu Radiohead, jeżeli jednak któryś z utworów mógłby przypominać kompozycje Brytyjczyków, to jest to z pewnością "Kto?". Zresztą jest to jeden z lepszych utworów na płycie, z tekstem, który jednocześnie wyróżnia się prostotą, a jednocześnie zmusza do refleksji. "Ulala" i "Pa" to natomiast 2 ballady z tym, że "Pa" bardziej pasuje ta łatka. Kompozycja opierająca się głównie na gitarze akustycznej, a w przejściu delikatnymi wstawkami trąbki i saksofonu. W "Ulala" natomiast przoduje motyw fortepianu podobnie zresztą jak w "Nomadzie"…Więcej...

Komentarze: 4

Menu hardkorowego gracza
Kategoria: Publicystyka - inne  

Postprzez darksiderm 22 Sty 2012, 10:47
Ocena:



Uznając podstawową zasadę, że pożywienie jest nam do życia niezbędne, nietrudno metodą dedukcji dojść do wniosku, iż przyjemne i długie granie jest również uzależnione od tego ważnego czynnika. Każdy posiada własne upodobania, lecz jak to w kulturze ludzkiej bywa, często się one powielają. Cóż, w przeciwnym razie COD:Black Ops nie sprzedałby się w liczbie 14 milionów kopii.

W każdym razie codzienna rutyna jedzenia nie bardzo odnosi się do wymogów, jakie stawiają osoby urządzające wielogodzinne maratony grania. Tu liczy się czas, wygoda oraz szeroko pojęta "towarzyskość", czyli zdatność do łatwego dzielenia. Oto kilka porad, obserwacji oraz dodatkowo - ekscentryzmów stworzonych szczególnie dla graczy.

Pierwszym aspektem jest wygoda. Jeżeli zamierzamy uniknąć sterty naczyń, sztućców i mozolnego sprzątania, gdy po jednej (lub kilku) dobach grania ze znajomymi wejdziemy do kuchni, powinniśmy postawić na przekąski. Tutaj polecane są klasyczne produkty jak chipsy, paluszki, ciastka wraz z pochodnymi (np. Nachos z sosem Salsa). Plusem tego rozwiązania jest łatwa dystrybucja wśród growej "braci" i wydajność cenowa. Minusem jest natomiast fakt, że w ferworze grania możemy zabrudzić kontrolery/klawiatury/myszki oraz tracimy kontrolę przez tłuszczące się ręce. Pewien amerykański producent wyszedł temu problemowi naprzeciw, wypuszczając na rynek mieszankę o wymownej nazwie Gamer Grub. Firma zapewnia, że niby jest tu wiele wartości odżywczych oraz brak zjawiska "tłustych palców". Patrząc na skład produktu odniosłem wrażenie, że mam przed oczami suplement diety dla kulturystów, znajdując: L-Glutaminę, Magnez, Witaminy (wszystko dla lepszej pracy mózgu i podwyższenia staminy podobnie jak energy drinki). Na naszym rodzimym…Więcej...

Komentarze: 4

O daremności apelów do rodzaju ludzkiego
Kategoria: Felietony  

Postprzez Pewien Gość 21 Sty 2012, 09:45
Ocena:



Uważam, że lekarze powinni trzymać się od mediów z
daleka. Wiem, że w dzisiejszych czasach zabronić komuś
lansowania się w życiodajnej ti-wi to trochę tak,
jakby kazać rybie wyskoczyć z wody i leżeć spokojnie
na piasku. Gdyby jednak trendy miały się kiedyś odmienić,
to oprócz polityków, pseudoekologów i braci
Mroczków należałoby wyeliminować z życia publicznego
również wszystkich łapiduchów.


Wszystko, co absolwenci nauk medycznych potrafią zrobić
przed kamerami i mikrofonami, to biadolenie, że ludzie się
za mało badają.

Rozumiem, że jak ci podtykają mikrofon pod otwór gębowy,
to coś wypada powiedzieć, ale może by tak od czasu
do czasu coś sensownego, panowie (i panie) lekarze? Nie
każdy dysponuje nadmiarem wolnych godzin, żeby dla
rozrywki eksplorować gąszcze waszych gabinetów. Ponieważ
godziny otwarcia tych przybytków zwykle pokrywają
się z godzinami pracy przedstawicieli innych zawodów, więc owi przedstawiciele muszą najpierw zwolnić się
z owej pracy, co oczywiście wiąże się z niezliczonymi komplikacjami.
Na szczęście można wziąć L4, sponsorowane
przez nasze socjalistyczne opiekuńcze państwo. Tak
czy siak, kilka godzin z życiorysu wyjęte. Badania są różne.
Może lekarz zajrzy tylko do gardła, a może do... mniejsza
o szczegóły, fachowo nazywa się to kolonoskopią. Potem
przypisze jakieś medykamenty, które oczywiście jak zawsze
pomogą - wzbogacić się koncernom farmaceutycznym.
Nic zatem nie ma w tym dziwnego, że nikt się specjalnie
nie pali, żeby badać sobie każdy, za przeproszeniem,
pryszcz na tyłku.

Tak, oczywiście. Może się zdarzyć to nieszczęście, że gdzieś
w mrocznych głębiach naszego organizmu zagnieździł
się jakiś…Więcej...

Komentarze: 0

Owen - Ghost Town
Kategoria: Muzyka - recenzje  

Postprzez JollyRoger 21 Sty 2012, 09:35
Ocena:




Artyści tworząc poboczne projekty chcą zazwyczaj przedstawić słuchaczom inną niż dotychczas wersję swego muzycznego "ja". "Ghost Town" będący najnowszym longplayem Owen'a, a właściwie Mike'a Kinsella nie wyróżnia się jednak niczym od tego, co artysta zazwyczaj nam przedstawia. To nadal folkowe granie, gdzie prym wiodą gitary.

Na "Too Many Moons" składają się głównie wstawki skrzypiec, na końcu zaś słychać delikatne akcenty fortepianu i perkusji. W "No Place Like Home" występuje natomiast początkowy motyw przewodni ksylofonu, cały utwór to natomiast czysto indie rockowa kompozycja z silnie zaakcentowaną rolą gitary elektrycznej. "O, Evelyn..." to 3 minutowy stonowany utwór, gdzie znajdziemy ciekawe partie zarówno dla gitar akustycznych, elektrycznych jak i smyczków. Najdłuższa, bowiem aż 6 minutowa kompozycja na płycie - "I Believe" jest natomiast połączeniem beztroskości ballady z rockową zadziornością. W "The Armoire" możemy usłyszeć nieliczne, za to bardzo dobrze zaaranżowane wstawki fortepianu. Nawet występujące w utworze partie gitary elektrycznej, zdają się dodawać piosence uroku. W "An Animal" warto zwrócić uwagę na ciekawe partie basu oraz perkusji. Podobnie - nieco improwizacyjne partie perkusji w "No Language" zasługują, aby im się bliżej przyjrzeć. Gitara elektryczna, tak obecna na tej płycie, nie pozostaje bez echa także w tym utworze i zaznacza swą obecność m.in. krótką solówką pod koniec utworu. "Mother's Milk Breath" to zaraz po "I Believe" druga najdłuższa kompozycja na krążku, z tą różnicą, że o ile pierwszy utwór był udanym indie-folkowym połączeniem, o tyle "Mother's Milk Breath" to już bezsprzecznie ballada. Kompozycję urozmaicają natomiast chórki bądź…Więcej...

Komentarze: 1

Czarna krowa
Kategoria: Twórczość - dramat  

Postprzez JollyRoger 21 Sty 2012, 09:31
Ocena:




Osoby dramatu:
-Czarna Krowa
-Lis
-Niedźwiedź Grizzly
-Kret
-Wąż
-Pszczoły

Opcjonalnie:
-Fioletowe jabłuszko
-Dubeltówka
-Smutna Piosenka Kreta
-Ryż

AKT I

Scena I
Czarna Krowa... Czarna Krowa chce zostać dziennikarką.
Czarna Krowa biegnie po polu w poszukiwaniu kreta.
Niebieski Lis pędem przegania Czarną Krowę. Czarna Krowa na odchodnym pokazuje Lisowi język.
Lis jest głodny.

Scena II

Niebieski Lis skacze po polu w poszukiwaniu fioletowego jabłuszka. Niebieski Lis nie wie, że panuje zima.
Na pole wkracza Grizzly z dubeltówką. Niebieski Lis zauważa swój odwłok 3 metry dalej.

Scena III
Grizzly nie ma śrutu. Różowy Niedźwiedź płacze.
Z drzewa spełza wąż - pyta się o Lisa.
Grizzly idzie do piekła.

Scena IV
Wąż wraca na drzewo zrzucając na dół fioletowe jabłuszko.
Przybywa Kret w żółtych slipkach. Nadgryza jabłuszko. Zakłada firmę komputerową.
Kret zostaje oskarżony przez Czarną Krowę o plagiat. Zrozpaczony komponuje smutną piosenkę.

AKT II


Scena I
Czarna Krowa wygrywa proces. Kret popełnia samobójstwo dubeltówką Misia. Piosenka Kreta staje się hitem.
Młode pszczoły buntują się. Pszczelarze buntują się. Sprzedawcy buntują się.
Człowiek pobierający opłatę za stoiska na targu buntuje się.
Pszczoły demonstrują pod pałacem prezydenckim, domagając się podwyżek. Służba Zdrowia się dołącza.
W kraju wybuchają zamieszki. Prezydent się buntuje.

Scena II
Złotówka traci na wartości. W Europie zwiększa się inflacja. Następuje masowa migracja i exodus zwierząt…Więcej...

Komentarze: 3

Linux
Kategoria: Felietony  

Postprzez Redaktor 17 Sty 2012, 08:01
Ocena:




Od niespełna sześciu lat regularnie czytam CD-Action, natomiast od roku używam Linuxa.
Ostatnio zacząłem zastanawiać się dlaczego na łamach pisma, chociażby w dziale publicystyka, nie pojawił się ani jeden, króciutki artykulik na temat tego jakże zacnego systemu operacyjnego. Tak więc idąc za namową mojej dziewczyny sam postanowiłem takowy artykuł nasmarować.



Linux kontra reszta świata


Historia Linuxa zaczęła się na początku lat 90. XX wieku, kiedy to młody Fin Linus Torvalds niezadowolony z panującego w tych czasach systemu DOS Microsoftu, postanowił napisać własny system operacyjny. Jego system od samego początku miał być oprogramowaniem wolnym, a w jego strukturę mógł mieć wkład każdy kto chciał. Dlatego też Torvalds zamieścił informację o swoim projekcie na jednym z forów hobbistycznych. Fin stworzył jednak samo jądro systemu, natomiast aby Linux stał się pełnoprawnym systemem wymagał jeszcze bibliotek, powłoki systemowej oraz kompilatora. Do tych niecnych celów użyto oprogramowania GNU opartego o licencję GPL, czyli licencję wolnego i otwartego oprogramowania.
Tak właśnie w wielkim skrócie powstał system operacyjny, który może poszczycić się oszałamiającą liczbą dystrybucji (odmian takich jak np. Ubuntu czy Debian). Z czasem Linux zrobił tak dużą furorę, że sam Bill Gates przestraszony jego popularnością miał powiedzieć, że ludzie odpowiedzialni za produkcje tego systemu to socjaliści którzy dążą do zniszczenia własności prywatnej.
Tyle tytułem wstępu.


Windows multimedialny i funkcjonalny?

Większość z Was używa systemu Microsoftu ponieważ jest ładny, prosty w obsłudze i co najważniejsze multimedialny – za jego pomocą…Więcej...

Komentarze: 2

The Mighty Mighty Bosstones - The Magic of Youth
Kategoria: Muzyka - recenzje  

Postprzez JollyRoger 17 Sty 2012, 07:55
Ocena:



Tym co można wymagać od The Mighty Mighty Bosstones to solidna porcja ska w dobrym wykonaniu. Dziewiąty album w karierze bostończyków, zatytułowany "The Magic of Youth" z całą pewnością wypełnia ten plan minimum.

Jednak zanim przejdę do poszczególnych utworów, od razu chciałam zaznaczyć, że osoby oczekujące jakiejkolwiek rewolucji srodze się zawiodą. Ba - nie jestem nawet w stanie powiedzieć, czy najnowszy album w jakikolwiek sposób ewoluuje pod względem poprzednich krążków. Jak na wstępie zaznaczyłam "The Magic of Youth" to porcja ska przeplatanej nieco innymi gatunkami - z całą pewnością połączenie to urozmaica nieco płytę, lecz nie zmienia to faktu, iż nie wyróżnia się zbytnio od konkurencji. Ale wracając już do utworów, to na płycie znajdziemy między innymi nawiązanie do punku, w kompozycjach takich jak rozpoczynający krążek "The Daylights", "The Package Store Petition", bądź bardzo przebojowy utwór tytułowy - "The Magic of Youth". Następnie mamy "Sunday Afternoons on Wisdom Ave" oraz "The Horseshoe and the Rabbit's Foot" będące typowymi dla bostońskiego zespołu kompozycjami, z charakterystycznym dla ska prześmiewczym tekstem. Przechodząc do kolejnego podgatunku na tej płycie: "Like a Shotgun", "The Upper Hand" to melodyjne, nieco zakrawające na indie rock kompozycje. Faktem jest, że bardzo szybko wpadają w ucho, lecz niestety podobnie szybko wylecą nam z głowy. Co do ostatniego na płycie "Open and Honest", to jest on nawiązaniem do wspomnianego przed chwilą "The Upper Hand". W tym wypadku słowo "inspiracja" jest użyte na wyrost, bowiem w tym nieco stonowanym utworze muzycy po prostu "pożyczają" fragment…Więcej...

Komentarze: 0

,,Cena wody w Finistere”, autor – Bodil Malmsten
Kategoria: Książka - recenzje  

Postprzez DoxtraduS 17 Sty 2012, 07:52
Ocena:





W swoim życiu czytałem już różne książki. Jednak opowieść szwedzkiej pisarki Bodil Malmsten zupełnie wykracza poza wszelkie, znane nam ramy gatunkowe. Pytanie tylko czy w dobrym kierunku…

Widzę w „Cenie wody w Finistere” naprawdę duży potencjał. Książka stara się emanować ciepłem, dobrodusznością, swego rodzaju lekkością. Jednak w tym wszystkim jest pewien problem. Autorka jest po prostu słabą pisarką. Jej opowieść jest po prostu strasznie nudna. Na początku myślałem, że dostałem do przeczytania historię kobiety, dotyczącą miasta, do którego się przeprowadziła. Szybko jednak okazuje się, że jest to poradnik Dobrego Ogrodnika.

Stanowczo zbyt wiele miejsca pani Malmsten poświęciła na opis kwiatów, roślin, czy ogólnie uprawy własnego ogródka. Problem jednak leży w tym, że poza tymi opisami w tej książce praktycznie NIC się nie dzieje! Fabuła w tej książce praktycznie nie istnieje, nie utożsamiamy się z żadnym ze spotkanych przez bohaterkę ludzi. Ba! Nawet i sama pisarka (główna bohaterka książki) jest postacią, którą ciężko polubić. Cała historia wydaje mi się zresztą maksymalnie uproszczona, tak jakby była pisana dla wiecznie zestresowanych odbiorców, którzy nerwowo nie wytrzymaliby już jakiegokolwiek napięcia. Nie rozumiem, dlaczego autorka nie pokusiła się by wybić się ze swoją powieścią do trochę bardziej wymagającego grona czytelników. Może po prostu pani Malmsten nie jest w stanie napisać takiej książki? Nie powiem, czyta się to lekko, bez zadumy, ale co z tego jeśli my nic z przeczytania tego „dzieła” nie wynosimy. Choć czy aby na pewno nic? Cóż, jedna z czytelniczek, Pani Krystyna…Więcej...

Komentarze: 6

The Elder Scrolls V: Skyrim
Kategoria: Gry - recenzje  

Postprzez venom 17 Sty 2012, 07:45
Ocena:



Otwieram oczy. Słyszę tętent kopyt. Widzę twarz jakiegoś zarośniętego mężczyzny. Nie mogę się uwolnić z więzów. Wóz powoli dojeżdża do małego miasteczka. Zrozumiałem, że jestem tu, aby zginąć. W końcu zatrzymujemy się. Każdy z nas – skazańców wychodzi. Widzę kata i pieniek, na którym zaraz przyjdzie złożyć mi głowę. Wzywają mnie. Ruszam, powoli, ospale zastanawiając się - ,,Czy to już koniec?” Składam głowę na pieńku. Kat unosi topór, ale nagle, tuż za nim, na wieży ląduje wielki smok. Korzystam z sytuacji i uciekam, jak najdalej stąd.

Brzydkie słowa smoków.
Do zagrania w Skyrim nie znałem serii Elder Scrolls. Nigdy nie grałem w żadną część serii, a zapowiedzi Skyrim omijałem wzrokiem, szukając tytułów, dla mnie, o wiele wartościowszych. Jednak piąta część sagi była tak obficie zapowiadana, że zaciekawiłem się i kupiłem to RPG. Zupełnie nie żałuję. Skyrim należy do czołówki RPG-ów. Niesamowita fabuła, ciekawe dialogi, nieziemska grafika, fantastyczne audio – to tylko parę z wielu zalet piątej części TES. Gra opowiada o Smoczym Dziecięciu – mitycznym bohaterze, umiejącym krzyczeć jak smoki. Tak, krzyczeć. Smoki mówiąc w specyficznym języku używają mocy takich jak: niewidzialność, zianie ogniem, czy rozbrojenie. No i właśnie nasz bohater pojawia się w samą porę: Do Skyrim –krainy, w której dzieje się cała akcja- wróciły właśnie krzyczące ogniem potwory. Jak wróciły, skoro uznano je za wymarłe? Zamieszany jest w to pewien smok Alduin, ale nie będę spoilerować. Historie musicie poznać sami.

Ale to wielkie!
Skyrim jest…Więcej...

Komentarze: 6

Wiewiórka
Kategoria: Twórczość - liryka  

Postprzez JollyRoger 15 Sty 2012, 11:20
Ocena:




SŁOWACKI WIELKIM POETĄ BYŁ!!!

[I]
Ach! Wychodzę sobie wieczorem o trzeciej rano do szkoły i widzę - ot! Trawniki mam nieogolone. No to daję sąsiadowi 3 centy i mówię, żeby wziął - tą swoją nową taczkę z przebitym denkiem i skosił wszystkie kwiaty. Na to rzecze - ja nie mogę droga pani, słonie mam do nakarmienia nawozem. A to cham - dumam, lecz po chwili na myśl przyszła mi jego matka, więc się pytam - a zaś dziadka? Na to rzecze - tato też nie może bo w polu orze. Później zaś naprawiał będzie - znów pierdofon, cóż orędzie prezydenta nań się zbliża. I rolnikom naubliżał, że kradzieje są ostatni, że dotacje, że prywatni - za to robić nie ma komu!

[II]
No to trudno - mówię przeto. Zostawiłam na krawężniku moje wiaderka z kukurydzą i ruszyłam do tyłu na poszukiwania zaginionych grabek. Tu zasię koło ogródka leży skromniutka - dla psa budka. No to wołam - hejże, hola! Droga babciu, wyjdź jak wołam! Tu mnie franca zaskoczyła - i ze szpadlem wtem przybyła! No to rzeczę - coś mi tutaj zaś się zdaje, że dla babci dwa hanaje! Na to babcia wzrokiem tęgim i zrzuciła trzy sukienki. I zaś lata goła cała, wlecze fałdy co oddała jej natura - od obżarstwa ziaren, taka ci to kura. (Domowa)

[III]
W tej przygodzie szczęście miałam, że mi grabki zaś oddała. Przeto teraz z swym sumieniem przenieść trzeba te kamienie. Zapodałam do…Więcej...

Komentarze: 2

Wielka podróż
Kategoria: Twórczość - epika  

Postprzez Redaktor 15 Sty 2012, 11:14
Ocena:




Słońce nareszcie wyszło z za horyzontu. Równina nabrała kolorów. Poranna mgła zaczęła opadać i odkrywać oddalone pasma górskie. Wszystko to działo się z perspektywy człowieka, który wyszedł o poranku ze swojego namiotu. Podróżnik rozbił obóz na środku stepu. Gdzie nie spojrzeć rozciągały się połacie wysokich traw. Koło namiotu dymiło się jeszcze wczorajsze ognisko. Mężczyzna stał wyprostowany wpatrując się w odległe wzniesienia. Odpiął juki muła i wyciągnął bukłak z wodą. Pociągnął kilka łyków. Podróżny był ubrany w długi płaszcz sięgający do kostek. Na głowie miał obszerny kaptur chroniący przed wiatrem szalejącym po równinach. Chmury na niebie przemieszczały się w kierunku północy i zachodu. Było tak już od blisko 30 dni. Mogłoby się wydawać, że żywią ściga zakapturzonego podróżnika. W rzeczywistości pomagał mu dotrzeć do celu wyprawy. Mężczyzna rozejrzał się ostatni raz przed ruszeniem w drogę. Ziemia była jeszcze mokra od rosy i krwi, a wokół ogniska leżały resztki po oprawionym wierzchowcu.

***

Wielka podróż trwała już od dawna. Zaczęła się niespodziewanie. Nic jej nie zapowiadało, a tym bardziej nikt ani nic nie mogło przewidzieć jej końca. Każda z wypraw rozpoczyna się od pierwszego kroku. W tym przypadku była nim tragedia.

***

Chłopak wychował się w małej wiosce w okolicy potężnych lasów Arozdan’u. Życie w tych okolicach było bardzo ciężkie. Ludność trudniła się łowiectwem i wyrębem drzew. Większość mężczyzn w wiosce było postawnymi drwalami z iskrą w oczach. Machali toporami jak szaleni, a ich muskuły prężyły się w rytm uderzeń ostrzy. W…Więcej...

Komentarze: 0

Dead Milkmen - The King in Yellow
Kategoria: Muzyka - recenzje  

Postprzez JollyRoger 15 Sty 2012, 11:10
Ocena:



The King in Yellow to dziewiąty studyjny album punk alternatywnej formacji Dead Milkmen. Wartym uwagi jest jednak fakt, iż jest to pierwsze wydawnictwo od ponad 16 lat, kiedy to ukazał się "Stoney's Extra Stout (Pig)"

Od razu mogę zaznaczyć, że najnowszy album jest bez wątpienia krążkiem dobrym, ale z wyraźnym zaznaczeniem na dobry. Znajdziemy tutaj aż siedemnaście utworów utrzymanych w punkowych klimatach mieszanych niekiedy z innymi gatunkami. I mimo faktu, że płyta ma dość średnią długość jak na longplaya - bo ponad czterdzieści minut, to podczas słuchania miałam nieodparte wrażenie, że przynajmniej z kilku utworów można było spokojnie zrezygnować. W głównej mierze jest to spowodowane tym, że utwory są do siebie strasznie podobne i niczym szczególnym się nie wyróżniają, a momentami partie wokalne są przesadzone w swej wymowie. Bo o ile utwór "Some Young Guy" może być nieco satyrycznym interludium, "Or Maybe It Is" alternatywnym eksperymentem z wstawkami ksylofonu, bądź ostatnia piosenka poniżej dwóch minut "13th Century Boy" trybutem do rock and rolla, to "Meaningless Upbeat Happy Song" można było sobie darować. Podobnie zresztą jak nieco odstające od reszty refreny w "Fauxhemia". Na płycie znajdziemy też próby nawiązania do klasycznego rocka w "Hangman", lub w "Caitlin Childs", alternatywy prezentowanej w "Cold Hard Ground", gdzie utwór urozmaicono sporadycznymi partiami skrzypiec oraz nieco Kasabianowego "She's Affected". "Passport to Depravity" to zaś typowo punkowa propozycja urozmaicona tłem syntezatorów, podobnie jak w "Commodify Your Dissent", gdzie jednak postanowiono wyszczególnić partie gitary. Tytułowa "The King in Yellow/William Bloat" to…Więcej...

Komentarze: 0

Assassin's Creed
Kategoria: Gry - recenzje  

Postprzez venom 15 Sty 2012, 11:06
Ocena:



Podchodzisz cicho do uzbrojonego strażnika. Strażnik dzierży miecz w dłoni. Nie widzi cię. Z twego rękawa wysuwa się ostrze. Jedna chwila i go zabijesz. W końcu wbiłeś nóż w plecy nieświadomego człowieka. Jego oddech zatrzymuje się. Umiera, ale ty już jesteś na dachu jednego z Jerozolimskich domów czekając na krzyki przerażenia.

Fabularnie Sprawna

Powyższy opis dotyczy jednej z wielu podobnych sytuacji w grze Assassin’s Creed. Dzieło Ubisoft cechuje się przede wszystkim czystą akcją i bezpardonowymi zabójstwami. Produkcja opowiada o zabójcy Altairze, który aby odzyskać swą dawną rangę musi zabić dziewięciu ludzi. W trakcie misji natrafia na spisek grożący całej ziemi świętej. Dlaczego stracił swą dawną rangę? Przez swą pewność siebie zawalił misję odzyskania świętego Grala. Później okazuje się, iż jednemu z towarzyszy Altaira jednak zdobył i przyniósł do siedziby Assasynów Grall, ale przypłacił to życiem swego brata i stratą ręki. No, więc Altair wyrusza na misje do trzech miast, aby zabić dziewięciu ,,złych” ludzi.

Graficznie Piękna


Pod względem graficznym mimo czterech lat na karku gra dalej zachwyca. Silnik pięknie generuje krajobrazy, tekstury stoją na wysokim poziomie, a co do doczytywania nie mam zastrzeżeń. Animacje zabójstw nie są tak soczyste jak w Deus Ex: Bunt ludzkości czy Batman Arkham Asylum, ale i tak satysfakcjonują. Postacie ładnie wyglądają i prezentują się nie najgorzej. Przepiękny, otwarty świat zaskakuje swymi wymiarami i dokładnością wykonania. Miasta są duże i wypełnione ludźmi. Trochę szkoda, że nie wykorzystano ich pełnego potencjału i nie…Więcej...

Komentarze: 5

Polska stereotypami stoi
Kategoria: Felietony  

Postprzez Redaktor 14 Sty 2012, 19:47
Ocena:





Otaczający nas świat jest na tyle dziwny, że nie trzeba szukać długo aby natknąć się na coś, co na zdrowy rozum nie powinno się mieścić w głowie. By znaleźć jakieś dziwne zjawisko, czy też zachowanie ludzi, nie trzeba przełączać kanałów i słuchać wiadomości, by być takowych świadkiem. Czasami wystarczy wyjść poza cztery ściany, pomiędzy ludzi, by doświadczyć tak wielu dziwnych zjawisk, że aż głowa boli. Jednym z nich są stereotypy, które w naszym ukochanym kraju, gdzie absurd goni absurd, trzymają się aż za dobrze.

Najdziwniejszym z nich (moim subiektywnym zdaniem, oczywiście) jest to, że dla wielu oryginalność z miejsca musi równać się gej albo pedał, gdyż jego wygląd nie świadczy o oryginalności, a chorobie psychicznej, gdyż dana osoba poprzez swój ubiór wyróżnia się za bardzo spośród tłumu. I w tym miejscu dochodzimy do pewnego zjawiska, które jest tak powszechne, że można pokusić się o stwierdzenie, że każdy z nas (prędzej czy później) nie tyle zetknął się z nim, co sam je propagował, jeśli można tak powiedzieć o potrzebie zrozumienia i akceptacji. Każdy z nas wymaga, aby inni zaakceptowali to kim jesteśmy, co robimy i według jakich zasad żyjemy. Ujmując to najprościej jak się tylko da, można powiedzieć, że: ludzie wymagają zrozumienia i akceptacji, a sami jej nie dają. Dla wielu przyjęło się, że pryszczaty chłopak w okularach, to zapalony komputerowiec, spędzający przed monitorem większość wolnego czasu, choć ten stereotyp osłabł już na tle iż jest już w stanie agonalnym. Jednak…Więcej...

Komentarze: 4

The Black Keys - El Camino
Kategoria: Muzyka - recenzje  

Postprzez JollyRoger 14 Sty 2012, 14:15
Ocena:




Trzeba przyznać, że panowie z The Black Keys swoim poprzednim albumem "Brothers" ustawili sobie poprzeczkę bardzo wysoko. Już od 6 grudnia możemy sprawdzić czy najnowszy, siódmy krążek "El Camino" spełnia oczekiwania w nim pokładane.

Trudno tak na prawdę ocenić cały album biorąc pod uwagę pojedyncze piosenki. El Camino to bowiem nadal odmiana blues-folku znana chociażby z "Brothers". W przypadku tegorocznej płyty patenty użyte przez The Black Keys są nadal takie same - to przeszło czterdziestominutowa podróż w świat rock and rolla z szeregiem przeszkadzajek, syntezatorów, melodycznych partii gitarowych i wyszczególnionych chórków. I co prawda uprzednie wydawnictwo otrzymało nagrodę Grammy w kategorii najlepszy alternatywny album, lecz tym razem będzie znacznie trudniej. Co nie zmienia oczywiście faktu, że jest to płyta ponadprzeciętna. Może i jest niezbyt rozwinięta tekstowo, ale na El Camino chodzi przede wszystkim o czystą radość płynącą z muzyki. Już pierwszy przebojowy utwór na setliście, będący jednocześnie singlem "Lonely Boy" w pełni ukazuje czego możemy się po tej płycie spodziewać. "Dead And Gone" to kompozycja stojąca na bardzo wysokim poziomie. Nieco alternatywna propozycja z ciekawie zaaranżowanymi na tło syntezatorami, pobrzmiewającymi dzwonkami, czy krótkimi wstawkami gitary. 3 to natomiast utwór do złudzena przpominający piosenkę Norman'a Greenbaum'a i jego tak doskonale wszystkim znane - "Spirit In The Sky". Z tą różnicą, że aranżacja The Black Keys jest o niebo lepsza - w szczególności jeżeli weźmiemy pod uwagę łatwo zapadające w pamięć chórki w refrenach. Dalej - "Money Maker" którą wyróżnia wyraźnie zarysowana rola basu oraz…Więcej...

Komentarze: 0

Podróże z Oksanką - dzika Islandia
Kategoria: Reportaże  

Postprzez Redaktor 14 Sty 2012, 14:09
Ocena:



Zapraszam do drogi.

Witam was w moim małym przewodniku po świecie. Nazywam się Oksanka i specjalnie dla Action Maga postaram się wam przybliżyć realia odległej Islandii. Może zacznijmy małego przybliżenia wam od historii tej niezwykłej wyspy. Islandia dla osadników była surową wyspą porośniętą z rzadka drzewami, przybyli tu wikingowie i celtowie nieświadomi tego, że drzewa nie rosną tu tak szybko jak na terenach wcześniej przez nich zamieszkiwanych, sukcesywnie je wycinali. Wkrótce brak roślinności spowodował wypłukanie najbardziej wartościowej warstwy gleby i doprowadził do zniszczenia środowiska. Jako że wyspa jest zamkniętym środowiskiem, język islandzki jest językiem który od swojego początku prawie się nie zmienił, przez co współczesny Islandczyk może bez problemu czytać w oryginalne 1000 letnie sagi.


Blonduos - czyli jak wygląda życie w mieście na północy

Wyobraź sobie że budzą cię promienie słońca. Jest kwiecień, piąta rano, a słońce z zaciekawieniem wygląda na ciebie zza gór. Wychodzisz z domu czując na twarzy słony wiatr od oceanu, a czyste, rześkie powietrze wypełnia twoje płuca tak że wydaje ci się jakbyś po raz pierwszy czuł jego smak. To czyste powietrze sprawiło również że świat tego ranka wyglądał jak tak jakby patrzyło się na niego przez idealnie umytą szybę. Odległe lodowce, czy góry były tak wyraźne że obraz wydawał się nierealny do granic możliwości. Dlatego właśnie sądzę że poranki bywają najpiękniejsze właśnie tutaj.

Zejdźmy jednak trochę na ziemię i znów rozejrzyjmy się dookoła. Jakim krajem jest ta Islandia? To chyba najtrudniejsze z…Więcej...

Komentarze: 1

Zaloguj się

Nazwa użytkownika:

Hasło:


Pamiętaj mnie
Ukryj mnie

Zarejestruj się

Nowe komentarze (Articles)

Statystyki

Wszystkich postów: 4506
Wszystkich tematów: 857
Wszystkich użytkowników: 420
Ostatnio zarejestrowany: FeannaFuego
cron