Dają darmo to biere - Defender
Kategoria: Gry - recenzje

'Dają DARMO to biere" to propozycja cyklu krótkich, luźnych recenzji z darmowych gier dla systemu Android z myślą, abyście mieli alternatywę, w drodze do roboty od przyglądania się współtowarzyszom metra, autobusu, tramwaju, latającego dywanu czy czegokolwiek innego, czym podróżujecie.
Jeśli nie lubicie się denerwować, grać w gry stawiające na zręczność oraz nie rozumiecie ludzi rzucających swoimi smartfonami to... zakończcie czytanie na tym etapie ponieważ przedstawiam wam dziś Defender, grę przy której łamiesz zębami 5 ołówków po to by w końcu przejść ten "%#@#*^&$^ etap" i poczuć się przez chwilę szczęśliwym. Serio!
Przepis na tą rozrywkę jest prosty. Dostajemy do ręki (co prawda jej nie widać, ale tak to sobie tłumaczę
MISSION IMPOSSIBLE - GHOST PROTOCOL
Kategoria: Film - recenzje

Zazwyczaj filmy akcji charakteryzują się szczątkową fabułą, jednak nadrabiają to godnymi podziwu efektami specjalnymi. Faszerują widza różnorodnymi scenami przemocy, eksplozji, czy też zapierających dech w piersiach pościgów zupełnie się w tym zatracając. Istnieją oczywiście wyjątki, które zdołały się wybić poza ten stereotyp. Najnowsza część MI do nich jednak nie należy...
Ghost protocol to najświeższa odsłona klasycznej już serii Mission Impossible skupiającej się głównie na losach agenta Ethana Hunta.Tym razem zostaje on wplątany w międzynarodową aferę i wrobiony w terrorystyczny zamach bombowy na Kreml. Działalność jego agencji znanej jako IMF zostaje zawieszona, a on i członkowie jego drużyny jako jedyne pozostałości po owej agencji starają się oczyścić jej dobre imię. Aby tego dokonać muszą zlikwidować prawdziwych terrorystów, a tym samym zapobiec wojnie nuklearnej co do prostych zadań nie należy, zwłaszcza że zdani są tylko na siebie.
Znany z poprzednich odsłon Tom Cruise tym razem także stał się bohaterem owych wydarzeń i jak zwykle odegrał rolę głównego bohatera prezentując wysoki poziom gry aktorskiej. Obok niego wystąpił również znany z Hurt Lockera Jeremy Renner również spisując się na medal. Największym plusem tego dzieła jest jednak akcja. Sceny takie jak wspinaczka po najwyższym budynku świata, ogromnej wieży Burdż Chalifa w Dubaju, bądź pościg Ethana przez burzę piaskową to kwintesencja takiego kina. Pomijając już fakt, iż do całego tego spektaklu dołączony jest w różnych momentach filmu główny soundtrack z Mission Impossible, który sprawdza się wręcz genialnie. Naprawdę nie sposób się nudzić!
Niestety taka ilość akcji…Więcej...
Dead or Alive 5
Kategoria: Gry - zapowiedzi

Począwszy od swej drugiej odsłony, seria bijatyk studia Team Nina wprowadziła nie lada poruszenie świata gier, szturmem wkraczając na rynek mordobić. Dziś stanowi jedną z najsłynniejszych serii obok Tekkena, Virtua fightera oraz Soul Calibura. W przygotowaniu jest już piąta część tej najmłodszej, aczkolwiek najefektowniejszej sagi. Czy czarny koń wyścigu powróci w chwale i wywalczy sobie piedestał w gronie konsolo-wych mordobić?
Następca kultowej serii zmierza na konsole, mierząc w czwarty kwartał roku 2012. Trafi za-równo na system PlayStation 3 jak i Xboxa 360, co stanowi drugi tego typu multi-portowy przykład w całej serii, obok części drugiej. Na wstępie podam informację, która zasmuci wiernych fanów serii: nie będzie w niej wkładu twórcy marki, Tomonobu Itagaki'ego.
Wersja demonstracyjna DEAD OR ALIVE 5 zostanie rozpowszechniona wraz z trzecią czę-ścią Nina Gaiden (już 22 marca), lecz będzie różnić się zawartością w zależności od systemu, który posiadamy. Podczas, gdy posiadaczom konsoli Microsoftu dane będzie wymiatać Rio Hayabuzą oraz Hitomi, właściciele trzeciego PlayStation skrzyżują ciosy Hayate i Ayane. Co ciekawsze, edycja kolekcjonerka Nina Gaiden 3 będzie zawierała demo rozszerzone – z wszystkimi czterema postaciami.
Krótko, acz treściwie
Serwis Internetowy nie zawiera zbyt wielu newsów, bądź treści odnośnie nadchodzącego ty-tułu. Zamiast tego, Team Nina uderza nas zaczepnym sloganem „I am a fighter” oraz dwoma soczystymi zwiastunami. Jak się okazało, wystarczyło to w pełni, aby zachęcić graczy do oczekiwania. O tym, co od lat cieszy wiernych miłośników serii, przypominać nie muszę.…Więcej...
Wina jest tylko Twoja
Kategoria: Felietony

Kifoza (łac. z gr. kyphosis; gr. kyphos – garb) – łukowate wygięcie kręgosłupa w stronę grzbietową. Kifoza w postaci patologicznej potocznie nazywana jest garbem. U człowieka fizjologiczna kifoza występuje w odcinku piersiowym i krzyżowym kręgosłupa. Dzięki nim kręgosłup może wytrzymywać duże obciążenia. Umożliwiają one również utrzymywanie prawidłowej postawy ciała.
Patrzę na mojego psa, on patrzy się na mnie. „Znowu chcesz jeść?”- Mówię na głos nie przejmując się tym że może to wyglądać nie co dziwnie, ten zamiast mi odpowiedzieć po „psisku” patrzy na mnie i merda ogonem. Zawsze, reaguje na to zdanie i zaczyna podskakiwać i lecieć w stronę kuchni, ale teraz nie. Teraz patrzy się na mnie, zaraz sobie siedzę bo się zmęczy tym merdaniem i staniem przy mnie. Wzdycham ciężko i patrzę z rozbawieniem na niego, -„Co za pocieszne stworzenie.”-. Wzdycham ciężko i schodzę na dół, biorę starą kanapę na spółkę z ojcem i drałujemy na sam dół do ulicy skąd ma zostać zabrana. „Bo trudno jest podjechać tutaj i zabrać tą cholerną rzecz? Czemu ja mam pomagać? Co to ja jestem tylko w tym domu?”- Kładziemy ją zaraz przy chodniku, witam się z sąsiadkom, a ojciec mówi mi by wracał bo on poczeka na tych co przyjadą i zabiorą kanapę. Z początku nie chcę., ale ojciec uspokaja mnie że to oni będą ja ładować do ciężarówki a nie on. No to, wracam do domu patrząc jak mój pies podbiega do mnie merdając ogonem, „Teraz jeść?”- Zapytałem,…Więcej...
JukeBox Luty - 2012
Kategoria: Muzyka - recenzje
Data premiery - 7 Lutego 2012
Styl - Hard Rock, Heavy Metal
Ocena - 7
Jeżeli ktoś podaje się za fana hard rocka, a nie zna Van Halen to zwyczajnie nim nie jest. Dla reszty pozostaje wiadomość, że singiel "Tattoo" z najnowszej - pierwszej od 14 lat płycie: "A Different Kind Of Truth", hula w rockowych stacjach radiowych. David Lee Roth i spółka serwują nam trzynaście rockowo/ metalowych kompozycji trzymających wysoki poziom. "China Town","Bullethead" bądź "The Trouble With Never" to tylko przedsmak tego czego można się spodziewać na krążku.
The Fray - Scars & Stories
Data premiery - 7 Lutego 2012
Styl - Indie Rock
Ocena - 5

Jeżeli ktoś miał okazje poznać zespół The Fray z Nashville w Tennessee to zapewne poprzez singiel "How To Save A Life". Jeżeli jednak na trzeciej płycie "Scars & Stories" szukacie jego następcy to pomyliliście adres. Bez wątpienia wokalista dysponuje ciekawą barwą - słychać to chociażby w drugim, zaraz po "Heartbeat" singlu "Run For Your Life", bądź letargicznym " I Can Barely Say", lecz reszta kompozycji jest zaledwie poprawna.
Shearwater - Animal Life
Data premiery - 14 Lutego 2012
Styl - Indie Rock
Ocena - 8

Już pierwszy…Więcej...
I want your blood
Kategoria: Felietony

Każdy z nas falująco podniecał się kiedyś wampirami, prawda? Sama miałam taki okres w życiu wczesno-miesiączkującym, czyt. nastoletnim,że marzyłam, że dopadnie mnie ,stojącą w satynowej koszulince jak pierwsza lepsza lekko prowadzająca się dama z burdelu w południowej Azji,jakiś wampir w aksamitnej pelerynie. Długowłosy, o alabastrowej skórze, długich palcach i wąskim nosie zabierze na złą stronę mocy w oparach rozkoszy i bloodyrainu.
Zafascynowały mnie niesamowite wampiry z "Wywiadu..." i "Draculi" Stokera. Potem już książkowy Lestat o białych włosach romansujący w zaszczurzonej piwnicy z własną matką. W wampirach jest coś seksualnego, ale osnute dusznym mrokiem z wiszącą brudną, czerwoną żarówką u sufitu degeneracji. Jak piwnica z atłasowym łóżkiem i gadżetami z "seksszopu" dla BDMS , a za wezgłowiek trup i nakręcana małpka z bębenkiem. Zmysłowy pocałunek w szyję kończący się śmiercią lub dozgonnym cierpieniem od głodu, życie w ciągłej ciemności, zakazane, zawsze w ukryciu, bez jakiejkolwiek nadziei . Wieczna noc i zawsze deska nad nosem, bo jakże nie spać w trumnie. Mrok ale dla arystokracji. I o ile zniosę jeszcze Leslie Nilsena w "Wampirach bez zębów",czy "Nieustraszonych pogromców wampirów: Polańskiego, to "Zmierzch" z
Ciulenami mnie boli. Disney'owsko gejowski erotyzm dla nastolatek, poprzetykany atmosferą tępego LO w Anglii czy "dzieś tam", zamknięta w hermetycznym opakowaniu z głodnej, taniej szmatławej historyjki o miłości. Jest to głupie, bez polotu, bez tła, naciągnięte jak gacie pani Lodzi z kiosku z tanimi pornolami . Lodziarstwo umysłowe, wampiryczna popkultura dla debilek. Nie cierpię, nie toleruję, nie zniosę, nienawidzę wręcz.…Więcej...
Fenomen Efektów Masy
Kategoria: Publicystyka - inne

Świat widział wiele gier. Od niezwykle prostego, a jednak genialnego Ponga, poprzez Mario, Tetrisy, Contry, aż do Crysis'ów, CoD-ów czy innych Battlefield'ów. Na przestrzeni lat pojawiały się setki, może nawet tysiące gier, które po prostu sobie były- sprzedawały się lepiej lub gorzej, dawały większą lub mniejszą dawkę frajdy, kładąc nacisk na różne aspekty rozgrywki. Co jakiś czas jednak na rynek wskakiwały gry nadzwyczajne. Perły na pustyni rozrywki elektronicznej. Kamienie milowe, wyznaczające nowe normy, lub wywracające te istniejące już nogami do góry. Produkcje, przy których samo określenie „gra” wydaje się już być niewystarczające.
Nie-tak-dawno-temu i W-nie-odległej galaktyce, do moich zachłannych łapsk trafiło opakowanie z jakimś bad-ass'em wymalowanym nań oraz napisem „Mass Effect”. Z czystej, wrodzonej ciekawości chciałem sprawdzić, skąd bierze się to całe halo i światowy hype. Gatunek RPG połączony ze strzelaniem nigdy mnie nie przyciągał, ale stwierdziłem, że „kto bogatemu zabroni” i włożyłem płytkę do napędu. Każdy ma w swoim życiu takie kamienie milowe. Wydarzenia, które zmieniają jego życie, albo które zapamięta do końca. Moment gry w Mass Effect nie był dla mnie niczym takim. Powiem więcej- przez pierwsze półtorej godziny byłem właściwie znużony- ot kolejne sci-fi, oklepany system rozwoju postaci, przeciętna grafika, średnio interesująca historia. Lecz kiedy uruchamiałem tę grę po raz kolejny i kolejny, zaczynałem być coraz bardziej pochłaniany przez wirtualny bieg wydarzeń. Prawie jakbym został zindoktrynowany przez Bioware. I nagle <poof> - uświadczyłem napisów końcowych. I tak, kiedy z dołu do góry przewijały się setki nazwisk, pustka w mojej głowie zaczęła…Więcej...
Portal
Kategoria: Gry - recenzje

Jakiś czas temu byliśmy świadkami premiery Portala 2, stworzonego przez zasłużonych weteranów elektronicznej rozrywki- gości z Valve. Popełnili oni takie gry jak na przykład Half-life (w tym „mod” Counter Strike), Half-life 2 (+ epizody), Team Fortress 2, a także pierwszy Portal, który to właśnie ostatnio wziąłem pod swą lupę.
Poświęcając się chwalebnej czynności, jaką jest rozgrywka, zastanawiałem się, jak zakwalifikować tę grę. I myślę sobie-”skoro widzimy tu akcję z perspektywy 1-szej osoby, to byłby to FPS. Ale to w sumie nie do końca first person shooter. Bo strzelania to właściwie nie ma (przynajmniej z naszych rąk, ale o tym nieco dalej). Zręcznościówka? No niby tak, bo w sumie mamy tu dużo skakania, biegania i tym podobnych. Ale jakby nie patrzeć- 90% rozgrywki opiera się na kombinowaniu. A więc- gra logiczna... Cholera- nie wiem.” Po nieco intensywniejszym pomyślunku doszedłem do wniosku, że najodpowiedniej byłoby tu napisać, że Portal, to fuzja. Nowy gatunek. Mutant, z doszytymi kończynami. Jednak to nie oddawałoby uroku gry, bo chłopaki z Valve po raz kolejny popisali się niesamowitą kreatywnością, tworząc tak perfidną mieszankę gatunkową w jednej grze. Tylko brać łyżkę i szamać!
W grze wcielamy się w dziewczynę, która jest obiektem doświadczalnym w kompleksie badawczym Aperture Science Enrichment Center. Będziemy czuć się jak szczur w labiryncie, pod obserwacją bacznego oka szalonego naukowca. Jest jednak jedna zasadnicza różnica- szczury nie są z reguły wyposażone w urządzenie do kreowania portali. A my- tak. Jest to najcudowniejsze urządzenie, jakie kiedykolwiek „trzymałem w rękach”.…Więcej...
Bajki robotów
Kategoria: Książka - recenzje

Fantasy to gatunek bardzo hermetyczny i naprawdę trudno w nim wymyślić coś nowego. Potencjalny autor może co najwyżej żonglować schematami na własny użytek, by poukładać je niczym puzzle w jedną całość, która będzie się różniła od innych powieści tego typu. Problemów tego typu nie ma z science-fiction, jednak gatunek ten z kolei stwarza przed autorami inne ograniczenia. A połączenie fantasy z elementami fantastycznonaukowymi jest niestrawne i rzadko kiedy udane. „Bajki robotów” to jednak coś odmiennego od wyżej opisanych sytuacji, bo Lem nie łączył ze sobą dwóch odmiennych światów, a „tylko” przeniósł szkielety baśni i mitów w futurologiczne wizje.
Opowiadania z „Bajek robotów” są nam doskonale znane od stuleci w formie mitów, baśń i podań ludowych. Z tą różnicą, że Lem wrzuca je w fantastycznonaukowy tygiel, odbierając im całą „magiczność”, jaką w sobie zawierały, a w brakujące miejsca wkłada futurologię w najbardziej szalonej, wręcz zwariowanej postaci. Stąd bajka o elektrosmoku, który został pokonany nie za pomocą barana pełnego siarki, lecz algebry. Znajdziemy tutaj także opowieści o dzielnych rycerzach, którzy wyruszyli na osobistą krucjatę przeciwko „złu”, które zalęgło się gdzieś w kosmosie. Jednak jak to z technologią bywa, jest ona dla potencjalnego wybawiciela ludzkości błogosławieństwem lub tylko pozorną zaletą, która obróci się przeciwko obrońcy dobra.
W bajkach widać kolejną Lemowską krytykę nauki jako takiej – rolę czarnoksiężników zastępują w „Bajkach robotów” właśnie uczeni konstruktorzy, a główni bohaterzy to w głównej mierze istoty mechaniczne (jak np. wspomniany wcześniej elektrosmok), swoim kształtem nierzadko przyjmując dość abstrakcyjne…Więcej...
Enslaved Odyssey to the West
Kategoria: Gry - recenzje

autor: Tomasz "Fumek" Lipiński
Kojarzycie grę Deadly Crows? Ja też nie, ale to się nawet dobrze składa, bo nie o niej chciałem dziś napisać.
Właściwie nieco bardziej z polecenia ("stary, musisz w to zagrać") niźli z własnej ochoty włożyłem do Xboxa płytę z Enslaved Odyssey to the West. Po jej ukończeniu, już wyłącznie własną nieprzymuszoną wolą przesyłam w świat posłanie - zagrajcie w to, bo warto.
Gra jest mieszaniną platformówki i bijatyki, ale to jest akurat w niej najmniej ważne. Tym, co się naprawdę liczy jest fabuła. Historia Monkey-a i Trip, którzy zmuszeni będą do odbycia tytułowej podróży na zachód. Do pokonania trzystu mil dzielących ich od celu wędrówki. Trzystu mil przez wyniszczone globalną wojną Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. Myli się jednak ten, kto pomyśli, że postapokaliptyczny świat Enslaved przypomina falloutowskie pustkowia. Przeszło 150 lat po zakończeniu wojny natura zdążyła odzyskać panowanie nad terenami wyrwanymi jej przez ludzi. Ruiny Nowego Yorku porasta gęsta zieleń. Konary drzew kruszą asfaltowe podłoże a wszędobylskie pnącza sięgają szczytów nielicznych ocalałych drapaczy chmur.
Świat ten, choć piękny, jest wciąż śmiertelnie niebezpieczny. Nieliczni ocalali muszą stale ukrywać się przed humanoidalnymi mechami. Ci, którzy nie mają szczęścia lądują na pokładzie powietrznych statków niewolników. Tak też rozpoczyna się cała historia. Monkey budzi się wewnątrz więziennej kapsuły, z której wydostaje się wskutek awarii wywołanej przez rudowłosą Trip. Niedługo później losy obojga bohaterów wiąże obręcz niewolników, jaką Trip zakłada Monkey-owi, zmuszając go tym samym do pomocy w dotarciu do rodzinnej kryjówki dziewczyny.…Więcej...
Kingdoms of Amalur: Reckoning
Kategoria: Gry - recenzje
38 Studios miało zbiorowy sen. Sen o wielkim erpegu z rozległym światem, ogromną liczbą questów, ciekawym systemem rozwoju postaci, dynamiczną walką i wciągającą fabułą. Obudzeni przez Electronic Arts postanowili go ziścić. Wiedząc, że do tak ambitnego projektu trzeba drużyny, która niejeden topór na hełmie trolla złamała, postanowili zwerbować prawdziwych zakapiorów w tej dziedzinie. Ken Rolston maczał palce w serii The Elder Scrolls, R.A. Salvatore sławę zyskał dzięki powieściom fantasy osadzonych w świecie Zapomnianych Krain, a Todd McFarlane, będący rysownikiem komiksów, zasłynął wykreowaniem postaci Spawna. I tak nasza trójca w osobach twórcy gier, pisarza i rysownika – baseballisty zaczęła knuć.Po blisko czterech latach owego knucia dostaliśmy grę z zupełnie nowym światem... i z niezupełnie nowymi problemami, które należy rozwiązać. Okazuje się bowiem, że pod pewnymi względami wszystko mamy tu do bólu standardowe i oklepane. Historia zaczyna się od naszego zmartwychwstania po ogromnej bitwie, a potem jako chłopek – roztropek z Przeznaczeniem przez wielkie P musimy uratować królestwo przez całym złem i przy okazji odkryć tajemnicę naszej tożsamości. Odpowiedzialny za fabułę R.A Salvatore tym razem się nie popisał. Historia w grze nawet się nie umywa do serii powieści o Drizzcie Do’Urdenie, a szkoda. Po drodze napotkamy mnóstwo postaci, które albo będą chciały nas zabić, albo dać questa, będąc przy tym całkowicie bezpłciowymi i zwyczajnie nudnymi. Na monotonię cierpią również same zadania, z czasem całkowicie powtarzalne i będące kopią siebie samych z początku rozgrywki. Wytłuc maszkary w lochach, przynieść…Więcej...
Wiedźmin 2: Zabójcy królów
Kategoria: Gry - recenzje

Potwory zabijał: Biafra Roger Eryk du Haute-Bellegarde
Wszystko już kiedyś było, wszystko już się kiedyś wydarzyło. I wszystko już kiedyś zostało opisane.
— Pani Jeziora, str. 150
Gra została wydana 17 maja 2011 roku. Wydawcą gry w Ameryce Północnej jest Atari, w Polsce i na wschodzie Europy CD Projekt, a w Rosji 1C-SoftClub/Snowball Studios. Firma Namco Bandai jest wydawcą w Europie Zachodniej na Bliskim Wschodzie i Afryce, oraz w Azji i Australii. Wiedźmin 2: Zabójcy Królów sprzedał się na świecie w nakładzie ponad 400 tysięcy egzemplarzy w pierwszym tygodniu po premierze, a 29.08.2011 liczba egzemplarzy sięgała 949 355 sztuk. Wiedźmin 2 Zabójcy Królów został nielegalnie pobrany 4,5 miliona razy, natomiast za pośrednictwem cyfrowej dystrybucji sprzedał się w liczbie 250 tysięcy (dane z 10 listopada 2011).
-To wszakże twoi rodacy, wiedźminie - powiedział Regis. - Przecież nazywają cię Geraltem z Rivii.
- Poprawka - odrzekł zimno. - To ja sam się tak nazywam, żeby było ładniej. Imię z takim dodatkiem budzi u moich klientów większe zaufanie.
-Pojmuję - uśmiechnął się wampir. - Dlaczego jednak wybrałeś właśnie Rivię?
- Ciągnąłem patyki.
— Chrzest ognia, str. 307
Powiem szczerzę, pierwsza część mimo wielu wad była dla mnie grą roku, doskonale oddany świat wykreowany przez Andrzeja Sapkowskiego, genialne dialogi i świetna fabuła, przystępny system sterowania i masa zadań to wszystko sprawiło, że pokochałem tę grę i wielokrotnie do niej wracałem. Dlatego z drugą częścią wiązałem…Więcej...
Bandyci cz.IX
Kategoria: Twórczość - epika

Nareszcie.
Mukago stał tam, czekając na niego. Na swej głowie miał koronę Kazadana i idealnie w nią wczepiony diadem Aneli. Symbol władzy nad ludźmi i kotami. Bawił się swoim Szmaragdowym Mieczem, patrząc na przybyłego chłopaka z nieukrywaną ciekawością w oczach.
- Rox - powiedział spokojnie. Chłopak zacisnął rękę na mieczu.
- Mukago. Zrobiłeś sobie o jednego wroga za dużo.
- Ach, mówisz o tej cizi z katedry? Moi szpiedzy donoszą, że żyje. Możesz być o nią spokojny. Oczywiście, póki z nią nie skończę.
Gloria żyje? Rox wpatrywał się w twarz Mukago, lecz nie dostrzegł nawet najmniejszej oznaki, że ten kłamie. Zresztą, nie miałby powodu. Chłopak mógł więc przyjąć, że Gloria faktycznie żyje. To by też wyjaśniało, dlaczego Lasanwar i Zaki są w środku walki, towarzysząc Dragonowi.
Nie rozpraszaj się, powiedział sobie Rox. Ścisnął znów rękojeść miecza. Czuł ją wyraźnie. Zapowiadała to, co będzie musiał zaraz zrobić.
- Jesteś naprawdę odważnym człowiekiem. Stajesz naprzeciwko boga - mówił dalej Mukago. - Mężczyzny, który dzierży boską broń.
- To nie ty jesteś wyjątkowy, Mukago. To ten miecz. Ty jesteś takim samym dupkiem, jak każdy inny.
- Może masz rację… - Mukago uniósł miecz. Rox drgnął, gotów w każdej chwili rzucić się w bok. Jednak nie, blondyn go nie zaatakował. - Wiesz, Szmaragdowy Miecz posiada możliwość kontroli atmosfery. Co powiesz na stworzenie klimaciku odpowiedniego do obecnej sytuacji?
Niebo zaszło ciemnymi chmurami, przybierającymi niekiedy szmaragdowozielony kolor. Rox patrzył na nie przez krótką chwilę. Nagle błysnęło i po ziemi potoczył się…Więcej...
Bandyci cz.VIII
Kategoria: Twórczość - epika

Wampir, zadowolony, stał w oknie.
- Ma gadkę, drań - przyznał. - Może nie była nazbyt wymyślna, ale poruszyła tłumem.
- Charyzmatyczny - rzekła Anela. - Więc… skoro ty też jesteś w tych… Bandytach… co zrobisz?
- Ja mam swoje zadanie - odparł Eangel. - Rox dokładnie mnie poinstruował.
- Więc… Może nas uwolnisz? - zaproponował Kazadan. Wampir przypatrzył mu się.
- Rwiesz się do walki za swoich ludzi. To dobrze o tobie świadczy. Ale nie, nie dołączycie do nich. Rox wyraźnie to podkreślił. Macie przeżyć za wszelką cenę. Będzie tam za duży tłok, żeby ich kontrolować. Oberwalibyście przypadkowe cięcie i po robocie.
- Więc co mamy robić?! - wykrzyknął Kazadan. - Wisieć tu przez cały ten czas?! Jak Rox w ogóle może sobie poradzić?! Widzieliśmy, jaki potężny jest Mukago!
- To nie Mukago jest potężny, tylko jego miecz - odparł Eangel. - Teraz pozostała tylko walka, a w tej Rox jest najlepszy. Nie ma możliwości, by mu się nie udało. Odrobinę zaufania.
- Dobrze. - Anela uspokoiła się, wpatrując się w podłogę lochu. Eangel uśmiechnął się.
Szybko się uczy.
Rox ruszył uliczką w stronę katedry, Dragon wraz z Iwami poszedł gdzieś, usiłując ogarnąć tłum. Saiira wraz z Akadate zniknęła Zaki szybko z oczu. Na szafocie została więc jedynie kocia szermierka i złoty smok.
Lasanwar patrzył na nią swym wielkim okiem z iskierką rozbawienia. Zaki nie miała może lęku wysokości jako takiego… Ale przecież to smok! Rox mógł sobie go oswajać (chociaż szybko…Więcej...
Mass Effect 3
Kategoria: Gry - recenzje

No i stało się. Największa saga science - fiction naszych czasów dobiegła końca. Może nie jest on taki, jakim znaczna część graczy chciałaby go widzieć, ale jedno trzeba twórcom gry przyznać – umieją wywoływać emocje.
Emocje, które są trudno porównywalne do czegokolwiek, w co zdarzyło mi się zagrać w ostatnich latach, jeśli chodzi o doświadczanie fabuły. Ostatnie dwie godziny ściskają za gardło w sposób niedościgły dla większości gier. Czego tutaj nie ma! Są łzy wzruszenia, są ciarki na plecach, kiedy nasza flota staje do ostatecznego starcia ze Żniwiarzami. Jest niepewność, podekscytowanie i ciekawość, co wydarzy się w kolejnej sekundzie. To co zaserwowano w końcówce już wpisało się do historii gier. Tylko, że dla niektórych
w niekoniecznie pozytywny sposób. O co ten cały hałas? Ano zakończenie może rozczarowywać, bo jednak jest tu trochę niedomówień i zbyt wiele pozostawiono spekulacjom i domysłom. Internet już jest pełen różnorakich artykułów i filmików odnośnie interpretacji ostatnich sekwencji. Powyższe jak i kolejne zdania dla osób niezaznajomionych z serią mogą być niezrozumiałe, ale nie obawiajcie się – ci, którzy znają uniwersum Mass Effect na wylot również zachodzą w głowę, co autorzy scenariusza mieli tak naprawdę na myśli. Teoria indoktrynacji, oczekiwanie na DLC, które ponoć ma wszystko wyjaśnić, niejasne (zapewne marketingowe) podchody BioWare’u, gracze podpisujący masowe petycje celem zmiany zakończenia – to tylko część z kwestii, przez które fora internetowe drżą w posadach. Cóż, poczekajmy na dalszy rozwój wypadków, bowiem zdaje się, że twórcy (i gracze) nie powiedzieli jeszcze…Więcej...
Mass Effect 2
Kategoria: Gry - recenzje

Zwykle nie recenzuję gier. Jakoś nigdy nie czułem takiej potrzeby. Z Mass Effect 2 jest inaczej.
Tytuł ten jest kontynuacją przygód komandora Sheparda. W poprzedniej części obroniliśmy galaktykę przed najeźdźcami z kosmosu zwanymi Żniwiarzami. Co prawda jako Widmo, specjalny agent sił przymierza, który reprezentowaliśmy odparliśmy pierwszy atak, ale wojna wciąż trwa.
W części drugiej pojawia się nowe zagrożenie, są to Zbieracze. Porywają oni mieszkańców ludzkich kolonii. W tym czasie nasz statek, Normandię atakuje nieznany obiekt. Inwazja kończy się śmiercią Sheparda. Po dwóch latach budzimy się na statku Cerberusa. Jest to organizacja, której przewodniczy Człowiek Iluzja, to pod jego rozkazami będziemy teraz działać.
O co walczysz?
Celem gry jest zebranie oddziału, będziemy go potrzebowali do przejścia przez przekaźnik Omega 4. Prawdopodobnie wielu członków załogi przypłaci tę ekspedycję życiem. Po raz kolejny będziemy stawali przed wyborami moralnymi, choć nie mają one już tak wielkiego znaczenia jak w pierwszej części. Ponownie zbieramy punkty Idealisty lub Renegata. Nie zmienił się również system klas, nadal możemy grać: strażnikiem, żołnierzem, inżynierem, szturmowcem, szpiegiem i adeptem. Każda z powyższych specjalizacji decyduje o tym, czy podczas walki będziemy korzystali z biotyki, technologii, czy po prostu zdamy się na nasze umiejętności strzeleckie.
Broni względem poprzedniej części jest mniej, walczy się jednak o wiele przyjemniej. Pojawiły się pochłaniacze ciepła, są to odpowiedniki magazynków. Znikły niestety granaty, co prawda jest granatnik, ale nie zawsze możemy z niego skorzystać. Same starcia są szybsze, często korzystamy z umiejętności naszych kompanów.…Więcej...
Mass Effect
Kategoria: Gry - recenzje

Każdy szanujący się fan RPG na pewno słyszał o serii Mass Effect. Gra BioWare pochłonęła wielu graczy na długie godziny. Ja sam przeszedłem tę grę 6 razy! Będzie to dosyć fanbojska recenzja, ale mam nadzieję, że przymkniecie na to oko. Miłego czytania.
BioWare zawsze umiało robić gry RPG. Od kultowych ,,Wrót Baldura”, przez Neverwinter Nights i KoTOR, do Dragon Age i Mass Effect. ME jest też ostatnią grą zrobioną przed przejęciem BioWare przez Electronic Arts za 800 mln dolarów (!).
Początkowo ,,Efekt Masy” wyszedł na Xbox’a 360. Jednak twórcy częściowo pod naporem próśb fanów (częściowo ,,for money”), stworzyli przy pomocy Demirurge Studios wersje pecetową. Nie miał być to jednak zwykły port – miała być to pełnoprawna adaptacja. Studio dołożyło wszelkich starań i rok po premierze na ,,iksklocka” można było kupić tę na blaszaka, a wyszło…
Supcio, bejbe!
Ok, historię produkcji mamy omówioną. Czas skupić się na najważniejszej rzeczy w grach: fabule. Mass Effect dzieje się w XXII wieku i opowiada nam o Komandorze/Komandor (są do wyboru dwie płcie) Shepard, który musi ocalić galaktykę przed Żniwiarzami – wielkimi, inteligentnymi statkami, które co pięćdziesiąt tysięcy lat przybywają, aby zniszczyć całą cywilizację w Drodze Mlecznej. Nasz bohater staje się pierwszym ludzkim Widmem (takim agentem ,,00” z tym, że w kosmosie) aby odszukać zbuntowanego agenta – Sarena, chcącego pomóc wrócić Żniwiarzom. Oczywiście, nikt prócz naszych przyjaciół nie wierzy, że istnieją wielkie maszyny chcące zniszczyć wszechświat. Mimo iż nasz heros ich…Więcej...
Bandyci cz.VII
Kategoria: Twórczość - epika

- Rox…! - powtórzyła Zaki, nieco ostrzej.
- Wiem - odparł chłopak, powoli tracąc nad sobą panowanie. Ilu ich tu było? Co najmniej kilkudziesięciu. Nie mógł pozwolić sobie na walkę z taką ilością przeciwników, nie teraz!
Coraz to kolejni i kolejni nadchodzili, widział ich w alejkach, drzwiach i nawet oknach. Nie wszyscy wychodzili od razu na ulicę, po prostu prezentowali swą obecność.
- Rox! - niemal pisnęła towarzysząca chłopakowi kocica.
- Wiem! - prawie krzyknął. - Do cholery, Zaki, choć jeden, jedyny raz zrób dokładnie to, o co cię proszę, i stul swój koci pyszczek, dobrze?!
Bała się. Jak diabli. Rox mógł ją zrozumieć, nie dość, że stawka jest niewiarygodnie wysoka, to jeszcze mają teraz poważny problem… Chłopaka nie obchodziło, czy jej historyjki o walce z całymi armiami są prawdziwe, czy też wyssane z palca. Zaki faktycznie umiała walczyć…
A czyż nie wiedział, że ten, kto się nie boi, to psychopata? Czy nie wiedział, że prawdziwa odwaga to właśnie pokonanie tego strachu?
Mimowolnie Rox popatrzył w niebo. Pierwsi oponenci, jeszcze daleko przed nim, zagradzali im już drogę. Za nim szło kilkunastu, lecz w każdej chwili mogło do nich dołączyć dobre kilka dziesiątek.
Las, gdzie cię wcięło? Potrzebuję cię, naprawdę!
W końcu dotarli do zagradzających im drogę przeciwników. Rox zatrzymał się, Zaki również. Chłopak położył dłoń na rękojeści miecza.
- No, chłopaki… - zaczął spokojnie. - Chyba nie ma się czym denerwować, nieprawdaż…?
Sam zdziwił się, jak słabo brzmiał jego głos. Przeklął się w myślach.…Więcej...
Alan Wake
Kategoria: Gry - recenzje

autor: Grzegorz Majchrzak
Alan!
Alan Wake, tak jak sama nazwa gry wskazuje, jest głównym bohaterem historii opowiedzianej w grze i to nim przyjdzie nam się zmagać z kolejnymi nawiedzonymi. Po kilku udanych książkach wyjechał z żoną, Alice, na zasłużone wakacje, a przy okazji poszukać inspiracji do nowej powieści, ponieważ jak się okazuje – pisarz ma duży problem ze skleceniem choćby jednego zdania na papierze. Niestety, jak to w życiu bywa, sprawy się komplikują, a intryga zapoczątkowana zaraz na początku gry z każdym wydarzeniem szepcze nam do ucha „ odkryj mnie!”. Będziemy zmagać się z Duchem Mroku i szukać Alice, choć sprawa na początku może wyglądać na beznadziejną. Nie bez przyczyny recenzję zacząłem od głównego bohatera, bowiem Wake to bardzo ciekawa postać, jeśli nie jedna z najbardziej udanych w ostatnim czasie. Przywiązanie jakie towarzyszy nam w końcówce historii, zrozumienie i smutek, że to już koniec są naprawdę nadzwyczajne. Ta, ale też reszta równie interesujących postaci, nadaje charakteru i smaku tej skądinąd bardzo dobrej grze.
Światłem po oczach
Rozgrywka ma miejsce w małym mieści - Bright Falls, mamy tam kilka fajnych i zróżnicowanych miejscówek, wrażenie robi farma Andersonów, gdzie niegdyś odbywały się duże koncerty rockowe, ośrodek dla chorych psychicznie bądź kopalnia. Zapobiega to nudzie związaną z bieganiem po lesie z latarką w dłoni. No właśnie, „z latarką w dłoni”, a może tak powinna nazywać się ta gra? Cóż, nigdzie indziej nie uświadczymy tak ogromnej roli światła, ponieważ większość rozgrywki toczy…Więcej...
Autoportret z Człowiekiem
Kategoria: Publicystyka - inne
Nie wiem zupełnie jak to zacząć. Nie lubię się najadać przed pisaniem, to tworzy fałszywe przeświadczenie o błahości wszelkich tematów, oparte jedynie na biologicznym atawizmie i na niczym więcej. Gównojadami byśmy byli, gdyby cały sens wszystkiego miał się zasadzać na tym, by zjeść i mieć spokój.
Niektórzy lubią takie teorie i wynoszą socjobiologizm do rangi jakiejś głębokiej refleksji. Metafizyczni analfabeci, dla których darwinizm to szczyt duchowego rozwoju, spychają rzesze ludzi w koleiny ich pokręconego myślenia. Może ze strachu to robią, niewykluczone. W końcu jak się ma łepetynę za ciasną do tego, by ogarnąć coś więcej poza mechanicznymi odruchami ciała, to chyba wolałoby się, żeby inni też mieli za ciasne.
Ale nie o tym chciałem. To znaczy - tak naprawdę to głównie o tym. Gdybym napisał wstęp nie na temat, to przecież bym go skasował. To będzie opowieść. I znajdą się w niej zarówno metafizyczni analfabeci, jak i biologiczne atawizmy. I o spożywaniu też będzie, może niekoniecznie o jedzeniu, ale o piciu na pewno. Wybaczcie mi te wcześniejsze wjazdy. Chcę opowiedzieć o czymś ważnym, a widocznie inaczej nie potrafię zaczynać narracji o rzeczach dla mnie ważnych. Myślałem nad formą, wiecie, nad naprawdę ładną formą - taką wybajerzoną, zaangażowaną, żeby i trafiło do ludzi i wrażenie zrobiło megamądrego. Ale nie umiałem wymyślić. To musiałoby być posmodernistyczne, a postmodernizm to wiocha straszna.
To jest opowieść. Nie ma tylko początku i końca. To znaczy, początek kiedyś był, ale nie będę w tym grzebał, zbyt trudne.…Więcej...
Vampire Princess Miyu 2
Kategoria: Komiks

To absolutnie niezwykły komiks. Dobroczyńczym wydawnictwem, które raczyło go sprowadzić pod nasze polskie strzechy jest J.P.F Horror Manga Special( chwała im za to). Dlaczego recenzuje dopiero tom drugi? Odpowiedź dla fanów tego gatunku jest prosta. Pierwszy tom skonstruowała w samopas pani Narumi Kakinouchi, był on bardzo żel narysowany, nudny i chaotyczny. Z tych powodów o tym dziele chciałem szybko zapomnieć. Dopiero, gdy do gry dołączył mistrz Toshiki Hirano produkt nabrał cech mega hitu i dzieła wybitnego uznawanego za styl japoński. Tom kosztuje 17 zł, ale muszę wam powiedzieć, że idzie za tym, jakość bo dosłownie aż przyjemnie go trzymać w dłoniach. Papier w nim jest kredowy zaś okładka estetyczna i nadająca się nawet na wzór tatuażu( oczywiście dla ludzi normalnych inaczej- nie dla mnie).
Kończąc jednak wstęp przyjrzyjmy się zawartości, bo przecież wszyscy kochamy wampiry( a one nas). Na samym początku poznajemy uroczą( tytułową), Miyu która jest, jak to mówi prolog strażniczką zaświatów odsyłającą zbłąkane demony do ciemności. Poznajemy również jej sługę o imieniu, Larva(wiem, co teraz myślicie- OMG!). Jego imię mogłoby wskazywać, że jest brzydkim mężczyzną\ demonem, ale rysownicy dosłownie nadali mu rysy greckiego boga. Obydwoje są prehistorycznymi stworami, lecz tylko Miyu jest uwięziona w ciele prawie dorosłej kobiety. Co mam na myśli? Tylko to, że ich dziwny związek powinien zbadać prokurator. Opanujmy jednak nerwy i pamiętajmy, że w "Wywiadzie z wampirem" też wystąpił taki zabieg. Po prostu przyjmijmy do wiadomości, że obydwoje są dorośli.
Pozwólcie, że zakończę ten niebezpieczny wątek i…Więcej...
Mroczne widmo 3D
Kategoria: Film - recenzje

Powrót mocy!
Żyjemy w czasach nieukninionej dominacji kina 3D. Po kasowym sukcesie Avatara liczba produkcji trójwymiarowych rośnie jak na drożdżach. Już nawet filmy dokumentarne są produkowane w tej technologii (jak np. dokument o życiu popularnego idola nastolatek Justina Biebera). Niedługo każdy film produkowany przez Hollywood będzie także realizowany w formie obrazu 3D. Nad sensem realizowania niektórych produkcji w takiej technologii można się mocno zastanowić. Bowiem czy koniecznie nowych Piratów z Karaibów oglądało się lepiej od poprzednich części poprzez okulary? Sprawa jest mocno dyskusyjna, zwłaszcza że w trakcie seansu wystarczyło na chwilę zdjąć gogle, aby móc się samemu przekonać, że tego 3D naprawdę jest nie wiele.
W każdym razie popularność nowej formy oglądania kina zaprocentowała, że George Lucas – niewkestionowany król kina komercyjnego – postanowił zrealizować dziecko swojego życia, sagę Star Wars, ponownie właśnie w tej technologii. Do kin mają trafić wszystkiego 6 epizodów, w kolejności od Mrocznego Widma począwszy. Niestety nie oznacza to, że Nowa Trylogia nakręcona zostanie od początku (a przydałoby się!). Znów będziemy musieli zdzierżyć popiskiwania Jar Jar Binksa czy też skomlenie droidów (kto oglądał ten wie). Z drugiej jednak strony... przecież to Gwiezdne Wojny! Czy 7 lat życia bez Skywalkerów nie było aż nadto nudne? Przyjrzyjmy się jak wyszedł Lucasowi ten od dawno oczekiwany remake.
Wpierw może przypomnijmy fabułę pierwszej części sagi. Galaktykę, gęsto zamieszkaną przez rozmaite rasy, spajają demokratyczne rządy tzw. Starej Republiki (wtedy być może nazywanej po prostu Republiką). Każdy układ planetarny posiada swojego…Więcej...
Odpowiedź na problem wyboru zawodu
Kategoria: Publicystyka - inne

Możliwe że część z Was nadal nie wie co chce w życiu robić. W sensie - kim być / jako kto pracować. Powiem Wam szczerze, że sam należę do tej grupy. Bo jest wiele fajnych zajęć, ale większość z nich ma też swoje wady, które zbyt przeszkadzają by się czymś zająć na stałe.
Przykład pierwszy: kierowca tira (potocznie mówiąc). Z jednej strony fajnie - dalekie podróże, poznawanie świata, pewnego rodzaju niezależność, gdy jesteś sam kilka godzin w kabinie, słuchasz czego chcesz, masz temperaturę jaka Tobie się podoba, prowadzisz wielki wóz i z każdym przejechanym kilometrem (który jest dla Ciebie przyjemnością) zarabiasz pieniądze. Na tym co lubisz robić (zakładając że to lubisz
Przykład drugi: nauczyciel w podstawówce. Uczysz małe dzieci, masz wpływ na ich rozwój, światopogląd, masz bezpośredni wpływ na ich umysły, bo są w wieku kiedy się wszystko chłonie, a na początku nauczyciel jest autorytetem większym niż rodzice. Widzisz jak dzięki Tobie uczniowie się rozwijają, rosną młodzi geniusze bądź artyści. To co…Więcej...
O bogactwie narodów
Kategoria: Felietony

Od wynalezienia przez Fenicjan pieniądza jako środka płatniczego cała nasza cywilizacja jest uzależniona od liczby ‘zielonych’. Prawda stara jak świat, jednakże dopiero od 20 lat w futbolu zaczęła odgrywać tak istotną rolę. Przed wprowadzeniem elitarnych rozgrywek piłkarskich, czyli Ligi Mistrzów, która zastąpiła Puchar Europy, podział na biednych i bogatych w piłce nie był aż tak widoczny jak teraz.
Wystarczy spojrzeć na triumfatorów z lat 70. czy 80. aby znaleźć tam naprawdę egzotyczne drużyny piłkarskie. Żaden kraj na dłuższą metę nie mógł zdominować rozgrywek pucharowych w Europie, tak samo jak żaden klub nie mógł na dłużej zdominować swojej ligi. Czas ten dobiegł końca, kiedy to pewien obrzydliwie bogaty magnat medialny z Włoch (słynny z ‘bunga bunga’
Jednak nie tylko kluby się bogaciły, rosły też pensje piłkarzy. W nowym wieku szybko się okazało, ze bogaci właściciele z Włoch muszą przystopować z wydawaniem pieniędzy. Transferowego wyścigu nie wytrzymywały też Francja i Niemcy, pogrążając się w letargu…Więcej...
